Po październikowych wyborach zainteresowanie krajową polityką stało się ewenementem w Europie. Oglądanie obrad Sejmu zaś nie tylko domeną emerytów. Można bowiem zobaczyć je nawet… w kinie.

Transmisje obrad Sejmu na Youtube

Nigdzie w Europie profil transmisji obrad parlamentarnych na YouTube nie jest tak popularny. Obecnie profil Sejm RP ma 466 tysięcy obserwujących. Exposé premiera oglądało na żywo około 260 tysięcy widzów. Pasek komentarzy podczas transmisji działa tak szybko, że nie sposób nawet przeczytać pojawiających się tam wiadomości od użytkowników. I to mimo faktu, że tylko użytkownicy subskrybujący kanał od co najmniej 20 minut mogą przesyłać wiadomości.

Rekordy transmisji Sejmu w TVN24

Nie znamy danych dotyczących exposé Mateusza Morawieckiego z 11 grudnia. Można jednak przypuszczać, że zostanie zachowany trend, w którym posiedzenia Sejmu biją rekordy także w telewizji. Dla przykładu, pierwsze posiedzenia Sejmu i Senatu nowej kadencji z poniedziałku 13 listopada można było śledzić w TVN24, TVP Info i Polsat News. Transmisje łącznie oglądało co daje 2,74 mln osób, co dało 30,72 proc. udziału w rynku telewizyjnym.

Najwięcej widzów zgromadził TVN24 1,47 mln. Dało to 16,51 proc. udziału w rynku. Jest to najwyższy dobowy wynik stacji. Oraz fotel lidera wśród wszystkim stacji, co dla serwisu newsowego jest ewenementem.

Sejm w kinie przyciągnął tłumy

Trend na obrady Sejmu widać też w memach, na portalach społecznościowych oraz w…kinach. Warszawska Kinoteka organizuje bowiem… seanse z obrad Sejmu. Inicjatorem projektu był twórca profili społecznościowych “Tygodnika Nie” Michał Marszał, zaangażowany w tworzenie społeczeństwa obywatelskiego. Jak udało się nam dowiedzieć, exposé Morawieckiego oglądało 578 osób, które poprzez internet zarezerwowały darmową wejściówkę. Podczas kinowej transmisji obrad oczywiście… można było kupić popcorn. Kolejne obrady też będzie można zobaczyć na wielkim ekranie.

Warszawa, 11.12.2023. Widzowie transmisji obrad Sejmu na wielkim ekranie w warszawskiej Kinotece, 11 bm. (jm) PAP/Marcin Obara / PAP / Marcin Obara