KE jeszcze nic nam nie przekazała na papierze, wciąż czekamy na konkrety – mówi nasz rozmówca. PiS liczy na to, że wczorajsze rozstrzygnięcie Izby Odpowiedzialności Zawodowej (IOZ), przywracające sędziego Igora Tuleyę do orzekania, poprawi klimat rozmów z Unią, choć nie będzie decydujące. Jednocześnie widać, że będzie to kolejna rzecz, która poróżni PiS z Solidarną Polską.

PiS na ten moment nie chce korzystać z prawa weta

Reklama
PiS na ten moment nie chce korzystać z prawa weta dotyczącego wprowadzenia europejskiego podatku od korporacji.
Z takim wnioskiem wczoraj na posiedzeniu rządu wyszedł lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro, ale – jak słyszymy – nie uzyskał akceptacji całego gabinetu. – Nie było żadnych decyzji. Była wyłącznie ośmieszająca tyrada Ziobry, która potem została skontrowana m.in. przez premiera Morawieckiego, ministra Szynkowskiego vel Sęka czy ministra Czarnka – zdradza osoba znająca przebieg wczorajszego posiedzenia rządu. – Dziś na unijnym stole jest tylko jedno weto, dotyczące zwiększenia finansowania dla Ukrainy, czego my nie zrobimy. Tłumaczymy Ziobrze, że możemy zawetować globalny CIT, tyle że wtedy wszystkie kraje OECD wprowadzą go bez nas – dodaje rozmówca DGP. Z kolei centrala PiS na Nowogrodzkiej jeszcze nie przesądza sprawy. – Trudno mówić o wetach, gdy tematu nie ma nawet w unijnej agendzie. Będziemy mogli rozmawiać, jak taka agenda się pojawi – mówi ważny polityk PiS.
Tymczasem zdaniem ziobrystów przebieg wczorajszego posiedzenia był zgoła odmienny niż to, co relacjonują rozmówcy z PiS. - Premier Morawiecki straszy, tak jak straszył w 2020 roku, żeby weta nie używać. Wtedy też mówił, że ponad naszymi głowami się dogadają, co było mrzonką i co dziś doskonale wiadomo. Oszukują Radę Ministrów, że nawet formalnie weta nie mamy, kiedy mamy - wskazuje rozmówca z Solidarnej Polski. - Zbigniew Ziobro zarzucił Morawieckiemu, że odpowiedzialny jest za największy transfer suwerenności na rzecz KE w historii. Mówił też, że premier obiecywał, że jak zrezygnujemy z weta, to będą pieniądze, ale ich nie ma i jest szantaż. Co ciekawe, premier się słabiutko bronił i mówił, że to nie jego decyzje, a kierownictwa PiS - przekonuje rozmówca z Solidarnej Polski.
Tak czy inaczej, na razie nie wygląda na to, by koalicja rządząca miała się rozpaść wskutek tego zwarcia. – Będziemy się zastanawiać co dalej, a zwłaszcza jak będzie się rozwijać sytuacja wokół kamieni milowych KPO – mówi polityk Solidarnej Polski. Dodaje, że teraz jako ugrupowanie koalicyjne będą wywierać presję na PiS w celu przyjęcia projektu ustawy zawieszającej unijny system handlu emisjami ETS. – Powinniśmy powołać się na zagrożenie wojenne, taka klauzula jest przewidziana w traktatach – wskazuje współpracownik Zbigniewa Ziobry.

Negocjacje ws. KPO. Na razie nie widać efektu

Nastawienie PiS wobec Brukseli w każdej chwili może ulec zmianie, a wszystko zależy od efektów negocjacji z Komisją Europejską, które od kilku tygodni prowadzi minister ds. europejskich Szymon Szynkowski vel Sęk. Ich głównym celem jest odblokowanie miliardów euro z KPO. Ale z naszych rozmów wynika, że na razie nie widać ich efektu, co pomału zaczyna irytować kierownictwo PiS. Na wczorajszej konferencji prasowej szef rządu nie był w stanie podać konkretów. – Liczę na to, że te ostatnie, techniczne problemy uda się rozstrzygnąć, ale nauczony doświadczeniem nie chcę niczego zapowiadać. Pewnie za kilka tygodni będziemy wiedzieć więcej, po kolejnej turze negocjacji prowadzonych przez ministra Szynkowskiego vel Sęka – stwierdził Mateusz Morawiecki. Jak słyszymy, minister ds. europejskich jutro wraca do Brukseli, by dalej negocjować. Kierownictwo PiS zdaje sobie sprawę, że czas ucieka, a brak środków z KPO jest coraz bardziej problematyczny. Na wczorajszym posiedzeniu rządu minister finansów przedstawiła prezentację, w której wśród zagrożeń dla przyszłorocznego budżetu państwa wymieniono m.in. brak środków unijnych.
Wpływ na klimat rozmów z KE może mieć wczorajsza decyzja Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN, która nakazała przywrócenie do orzekania sędziego Igora Tulei – choć on sam nie uznaje IOZ za niezależny sąd i nie zamierza wycofać wcześniej złożonego wniosku o wykluczenie dwójki sędziów z trzyosobowego składu orzekającego. PiS jednak liczy, że to może stanowić argument w dyskusji z Brukselą. – Możemy pokazać, że choć Komisja zarzuca nam sterowanie sędziami, to tymczasem sędzia najbardziej nas atakujący, dziś jest przywrócony przez IOZ do orzekania. To na pewno wpłynie na klimat rozmów, ale nie będzie decydujące – ocenia osoba z rządu. Podobnie sprawę widzi opozycja. Zdaniem prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza rozstrzygnięcie IOZ w sprawie sędziego Tulei może być ważnym argumentem w rozmowach z KE. – Na pewno rządzący mogą mówić: „Patrzcie, przywracamy tych sędziów, na których wam zależało, choć może nie robimy tego tak szybko” – wskazuje polityk i dodaje, że samo przywrócenie Tulei do orzekania to za mało. – Myślę jednak, że chodzi o pełną pulę sędziów, którzy zostali niesłusznie ukarani, oraz że konieczne będą zmiany ustawowe w tym zakresie – podkreśla Kosiniak-Kamysz. Zupełnie inaczej sprawę postrzegają ziobryści. – Dla nas ten wyrok to dowód na to, że prezydent Duda pogrzebał system dyscyplinarny sędziów – grzmi polityk Solidarnej Polski. ©℗