Prof. Zbigniew Lasocik z Ośrodka Badań Handlu Ludźmi Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW ocenia, że ryzyko związane z wykorzystaniem osób przekraczających granicę, głównie kobiet i dzieci, jest niezwykle wysokie. – Sprzyja temu sytuacja, czyli wojna i konieczność ucieczki przed nią. Kobiety, które trafiają do Polski w większości przypadków są zmęczone i przemarznięte, znajdują się w miejscu, którego nie znają, są zdezorientowane. Stają się idealnym „celem” handlarzy, bo znacznie wzrasta ich podatność. Rekrutacja w handlu ludźmi to już nie jest porywanie przypadkowych kobiet, ale szukanie takich ofiar, które są słabe, zagubione i spolegliwe – mówi. Ocenia, że z określeniem liczby potwierdzonych przypadków wykorzystania jest kłopot. Oczywiście Policja i Straż Graniczną mają dane operacyjne na ten temat, ale nie ujawniają, żeby nie wysyłać negatywnego sygnału. Może żeby nie budować złego klimatu.

Irena Dawid-Olczyk, prezes Fundacji La Strada zajmującej się zwalczaniem i zapobieganiem handlu ludźmi, mówi, że najbardziej zaniepokojona jest sytuacją dzieci. Już dwa razy proszono ich o pomoc w poszukiwaniach. Jedno z nich zostało na granicy rozdzielone z ojcem i podróżowało samo. – Wysłaliśmy wolontariuszy, którzy przeszukiwali pociągi. Udało się, ale takie sytuacje będą się zdarzać – mówi.

La Strada zaraz po wybuchu wojny przygotowała wskazówki z podstawowymi zasadami bezpieczeństwa: nie wsiadać do samochodów pojedynczo, robić zdjęcie kierowcy z jego prawem jazdy i przesłać bliskim. Podawała również numer telefonu, pod który można dzwonić w razie niebezpiecznych sytuacji. Zdaniem Olczyk jeszcze większym problemem będzie przymusowa praca. – Wielu pracodawców się ogłasza, że zatrudni Ukraińców. Tylko, żeby to robili legalnie, za godziwe wynagrodzenie. Ten problem już istnieje: znam przypadki Ukraińców, którzy za przepracowanie 300 godzin otrzymali 600 zł – mówi.

Reklama

Anna Dąbrowska, ekspertka ds. migracji z lubelskiego Stowarzyszenia Homo Faber, które działa również przy granicy, zwraca uwagę na potrzebę lepszej koordynacji działań państwa i organizacji pozarządowych. – Wczoraj wysłaliśmy ulotki na granicę, które mają uzupełniać działania Feminoteki i La Strady. Są tam, po ukraińsku, odpowiedzi na wątpliwości, jakie mogą się pojawić. Przekroczyłaś granicę, gdzie się dalej skierować? Ktoś na granicy proponuje szybki transport, czy skorzystać? Wsiadłaś do samochodu, kierowca się dziwnie zachowuje. Co robić? Daleki znajomy chce wziąć moje dokumenty, by były u niego bezpieczne. Jak reagować? – opisuje. – Dodatkowo w naszym sztabie zajmujemy się rejestrowaniem wszystkich kierowców – wolontariuszy. Prosimy o numer rejestracyjny, o PESEL. I wysyłamy do pomocy tylko tych, którzy nam te dane udostępnią. A gdy przy granicy pojawiają się zagraniczne autobusy, które wiozły tu pomoc materialną i z powrotem chcą zabrać ludzi, dzwonimy do ambasady państwa, z którego pochodzą, prosimy o weryfikację organizacji, z ramienia której działają. I tylko wtedy dajemy im zielone światło. Niestety, nasi wolontariusze mówią nam, że Ukrainki zgłaszają im już pojedyncze przypadki napaści, okradzenia, nagabywania młodych kobiet. Zdarzyło się, że do samochodu została wzięta kobieta, a potem, na drodze, wyrzucona – tłumaczy.
Dlatego, jak podkreśla Joanna Piotrowska z Feminoteki, trzeba skoordynować działania. – Nad tłumem ludzi dobrej woli trzeba zapanować również po to, by odruch serca nie stał się zasłoną dymną dla przestępców – mówi. I dlatego Feminoteka łącznie z kilkudziesięcioma organizacjami wystosowała wczoraj apel do policji, MSWiA, prezydentów miast Przemyśl, Zamość, Białystok i Rzeszów. Postulują w nim m.in. uregulowanie wsparcia transportowego zapewnianego przez kierowców – wolontariuszy. „Wiemy, że wielu funkcjonariuszy już rejestruje dane kierowców. Apelujemy o uczynienie tego elementem obowiązującej procedury” – czytamy. I dalej proszą o ustanowienie miejsc, nie tylko wirtualnych, gdzie osoby pokrzywdzone przestępstwami podczas podróży będą mogły zgłaszać nadużycia i utworzenie telefonu alarmowego w języku ukraińskim. W apelu jest też prośba do policji, by na bieżąco informowała o przestępczości skierowanej przeciwko osobom uciekającym przed wojną, by zapobiec dezinformacji.

Prof. Lasocik podkreśla, że są dwa sposoby przeciwdziałania handlowi ludźmi. Pierwszy, to ścisła kontrola wszelkich transferów ludzi. Drugi, to wyostrzenie instynktu samozachowawczego Ukrainek, żeby nie przyjmowały pomocy transportowej od osób, które nie mają autoryzacji. Żeby w razie potrzeby kontaktowały się z Policją, SG, strażakami czy NGOsami. – Te kobiety czasem wychodzą z punktów recepcyjnych i jadą gdzieś w Polskę. Tracimy je z oczu, bo nie ma państwowego systemu kontroli – ostrzega. – Dlatego obok uświadamiania tych kobiet i ostrzegania ich, potrzeba dziś koordynacji działań państwowych, samorządowych i pozarządowych. Chodzi o to, żeby organizacje były traktowane przez państwo, jak pełnoprawni partnerzy. To dotyczy także systemu bardzo prostych i szybkich szkoleń dla wolontariuszy, żeby by byli wyczuleni na ten problem i rozumieli powagę sytuacji. Jeśli to przegapimy, jak przekonuje, to są trzy główne ryzyka: wykorzystanie seksualne kobiet, znikające dzieci oraz praca przymusowa. - Hasło akcji organizowanej przez mój Ośrodek brzmi: żadna ukraińska kobieta nie może stać się ofiarą handlu ludźmi w Polsce, żadne ukraińskie dziecko nie może być oddzielone od matki i zniknąć. W tym celu rozdaliśmy na granicy prawie 20 tys. ulotek, w których informujemy, na co kobiety powinny zwracać uwagę, ale to kropla w morzu potrzeb. -Szukamy pieniędzy na dodruk – mówi prof. Lasocik.

Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet dodaje, że także od jutra przy CPK rusza telefon w języku ukraińskim i rosyjskim. Wioletta Szubska z biura prasowego KGP informuje z kolei, że Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych KGP uruchomiło specjalny numer telefonu (+48) 47 72 123 07 oraz skrzynkę e-mail: cpozkgp@policja.gov.pl, pod którymi można uzyskać pomoc w sytuacjach związanych z zaginięciem osób. Przy podejrzeniu handlu ludźmi działa numer (+48) 664 974 934. Padają też zapewnienia, że do dziś nie wpłynęło jakiekolwiek zgłoszenie dotyczące zgwałcenia, uprowadzenia czy handlu ludźmi.