MSZ uważa, że stosunki polsko-izraelskie bardzo mocno ucierpiały w wyniku wypowiedzi pana ministra spraw zagranicznych (Ja’ira Lapida – red.) – powiedział wczoraj po spotkaniu z chargé d’affaires ambasady Izraela Tal Ben-Ari Jaalon wiceminister Paweł Jabłoński. Zaostrzający się spór o nowelizację kodeksu postępowania administracyjnego (k.p.a.) nakłada się na zacieśnienie relacji między nowym rządem w Jerozolimie a administracją demokratyczną w Waszyngtonie. W niedzielę doszło do spotkania szefów dyplomacji Izraela i USA: Ja’ira Lapida i Antony’ego Blinkena w Rzymie, na którym obok programu atomowego Iranu… poruszono temat prawa reprywatyzacyjnego przegłosowanego w Sejmie. Z kolei wczoraj do Waszyngtonu poleciał ustępujący prezydent Izraela Re’uwen Riwlin. Na początku lipca do Jerozolimy poleci delegacja kongresmenów. Polska spodziewa się, że temat nowelizacji k.p.a. pojawi się i na tych spotkaniach. – Awantura i tak będzie. Ustawa zostanie. Nie ma sensu ustępować za zdjęcie z Joem Bidenem i przychylny tekst w zachodniej gazecie – przekonuje nasze źródło dyplomatyczne.
Uchwalona przez Sejm nowelizacja k.p.a., której skutkiem będzie wygaszenie części roszczeń reprywatyzacyjnych, dotyczy głównie nieruchomości warszawskich, objętych dekretem Bieruta. – W Biurze Spraw Dekretowych toczy się ok. 8 tys. postępowań zwrotowych i odszkodowawczych dotyczących gruntów warszawskich – mówi Monika Beuth-Lutyk, rzeczniczka stołecznego ratusza.
Czy wszystkie sprawy warszawskie zostaną umorzone po wejściu w życie nowelizacji k.p.a.? Zdaniem wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety nie będzie można zgłaszać nowych roszczeń a te, które do tej pory się nie potwierdziły (np. z braku kompletu spadkobierców), zostaną umorzone. Prezes Prokuratorii Generalnej Mariusz Haładyj mówi DGP, że nowelizacja hamuje wpływ nowych spraw. Natomiast w obecnie prowadzonych nieważność decyzji komunistycznych władz została już stwierdzona w odrębnym postępowaniu administracyjnym.

Kodeks idzie ścieżką małej ustawy reprywatyzacyjnej

Zdaniem części rozmówców DGP,
W kwestii reprywatyzacji są dwa rodzaje postępowań. Pierwsze dotyczą uchylenia decyzji nacjonalizacyjnych komunistycznych władz. Jeśli to się uda, kolejnym etapem jest ubieganie się o zwrot nieruchomości lub odszkodowanie. Nowelizacja k.p.a. będzie dotyczyła tego pierwszego typu spraw. Przykładowo Prokuratoria Generalna reprezentuje obecnie Skarb Państwa w sprawach reprywatyzacyjnych, w których łączna kwota roszczeń to 5,7 mld zł. Jednak jak zauważa jej prezes Mariusz Haładyj, to postępowania cywilne, które toczą się już po stwierdzeniu nieważności decyzji komunistycznych władz wydanych z rażącym naruszeniem prawa w odrębnym postępowaniu administracyjnym. – Dlatego też umorzenie postępowań administracyjnych nie wpłynie na liczbę spraw już prowadzonych przez Prokuratorię, bo tam decyzje „nieważnościowe” już zostały wydane. Natomiast nowelizacja usunie możliwość stwierdzania nieważności (rażącego naruszenia prawa) decyzji sprzed 1991 r., zatem ustanie w przyszłości wpływ nowych spraw, a nowe sprawy będą wynikać już tylko z istniejących decyzji nadzorczych – wyjaśnia Haładyj.
Na ogólną liczbę 373 spraw, w jakich Prokuratoria reprezentuje Skarb Państwa, największa grupa – ponad 40 proc. – to sprawy związane z reprywatyzacją gruntów warszawskich. Drugie w kolejności są spory o zaszłości z reformy rolnej, ale są także kwestie nacjonalizacji obiektów przemysłowych czy zwrot tzw. majątków opuszczonych lub porzuconych.
Losy nowelizacji k.p.a. śledzą władze samorządowe, do których trafia najwięcej spraw. – Przedmiotem wniosków są nieruchomości określone według dawnych oznaczeń hipotecznych. Wniosek aktualnie może obejmować kilka, a nawet kilkadziesiąt obecnych nieruchomości. Powierzchnia dawnych nieruchomości waha się od kilkuset metrów kwadratowych do kilkudziesięciu hektarów. Co powoduje, że skala tego zagadnienia jest nadal ogromna i trudna do precyzyjnego oszacowania. Do zakończenia wielu postępowań niezbędne jest sporządzenie opracowania geodezyjnego, które dopiero ukazuje zasięg wniosku dekretowego – tłumaczy Monika Beuth-Lutyk, rzeczniczka stołecznego ratusza. Jak dodaje, oszacowanie skali spraw dekretowych utrudnia także otwarty termin do składania wniosków odszkodowawczych. Z uwagi na możliwość stwierdzania nieważności dawnych decyzji dekretowych pula postępowań zwrotowych nadal pozostaje otwarta.
Skala problemu w innych miastach jest z reguły dużo mniejsza niż w stolicy. W Białymstoku to ponad 150 spraw, opartych na różnych ustawach. Z kolei Poznań szacuje, że ma 630 postępowań o zwrot wywłaszczonych nieruchomości oraz 320 dotyczących stwierdzenia nieważności decyzji wywłaszczeniowych lub nacjonalizacyjnych. Zdaniem Magdy Ablińskiej z wydziału gospodarki nieruchomościami w urzędzie miasta w Poznaniu nowelizacja w znaczny sposób ograniczyłaby napływ spraw z tej drugiej kategorii. – Z kolei dodanie punktu „po wejściu w życie ustawy trwające obecnie postępowania administracyjne w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji lub postanowienia umarza się z mocy prawa” pozwoli zakończyć trwające przez wiele lat postępowania – dodaje. Co do drugiej kategorii, czyli postępowań o zwrot nieruchomości, to nasza rozmówczyni zwraca uwagę, że w ustawie o gospodarce nieruchomościami został już wprowadzony przepis ograniczający składanie nowych wniosków (art. 136 ust. 7). Zgodnie z nim uprawnienie do zwrotu wygasa, jeżeli od dnia, w którym decyzja o wywłaszczeniu stała się ostateczna, upłynęło 20 lat, a w tym terminie uprawniony nie złożył wniosku.
Jeden z naszych rozmówców bardzo dobrze znający temat stołecznej reprywatyzacji ocenia, że procedowana w parlamencie nowelizacja k.p.a. nie jest doskonała, ale wyznacza pożądany kierunek zmian.
Z naszych rozmów wynika, że podobne do obecnych naciski ze strony amerykańskiej dyplomacji czy środowisk żydowskich pojawiały się również przy uchwalaniu tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej w 2015 r., pod koniec rządów PO-PSL. Wówczas mimo zagranicznych nacisków regulacja weszła w życie (we wrześniu 2016 r.). – W Sejmie poparli ją m.in. PO, ludowcy i lewica. PiS się wstrzymał, choć pojawiły się trzy głosy popierające projekt, w tym m.in. Jacka Sasina. Dziś mała ustawa reprywatyzacyjna przynosi wymierne efekty. Tylko w 2019 r. wartość uwolnionych od roszczeń tzw. śpiochów wyniosła prawie 148 mln zł. Dlaczego nie została zablokowana? – Zrobiliśmy to trochę w aksamitny sposób. Projekt opracował i pilotował samorząd warszawski na czele z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Rząd trochę się od tego odcinał, przez co był kryty w relacjach zagranicznych. Dopiero prezydent Bronisław Komorowski, podobno pod naporem m.in. organizacji żydowskich, w sierpniu 2015 r. skierował ustawę do TK. Niecały rok później trybunał dał ustawie zielone światło, a podpis pod nią złożył Andrzej Duda – opowiada nasz rozmówca. – Nie zdziwię się, jeśli podobny scenariusz z odesłaniem ustawy do TK będzie grany teraz – dodaje.
Obecna ekipa rządząca również mierzyła się z tematem reprywatyzacji – w 2017 r. ówczesny wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki przygotował projekt tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej. Projekt przewidywał m.in. miarkowanie odszkodowań (np. 20 proc. wartości przejętej nieruchomości w formie pieniężnej) czy ograniczenie do roku możliwości składania roszczeń. Projekt jednak nie znalazł poparcia rządu, głównie z uwagi na koszty, jakie generował – zakładano wydatki budżetu państwa na poziomie 10–15 mld zł. Z kolei w zeszłym roku Sejm niemal jednogłośnie przyjął ustawę, zgodnie z którą niedopuszczalne jest reprywatyzowanie budynków z lokatorami. ©℗