Dla części parlamentarzystów to sygnał, że spór obozów Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Pauliny Hennig-Kloski przestaje być konfliktem frakcyjnym, a zaczyna prowadzić do całkowitego rozłamu partii.

W niedzielę odbyło się wewnętrzne spotkanie online z Pauliną Hennig-Kloską. – Paulina wskazała moment, w którym jednoznacznie straciła zaufanie do Katarzyny. Po wyborach spotkały się w ministerstwie i rozmawiały w cztery oczy. Po 30 minutach szczegóły tej rozmowy były w mediach, w niekorzystnym dla Pauliny świetle – relacjonuje uczestnik spotkania. Jak dodaje „wprost padło, że w takiej sytuacji trudno mówić o partnerskiej współpracy”.

Hennig-Kloska nie składa broni

Hennig-Kloska przekazała też, że widzi pole do rozmowy, ale postawiła twarde warunki. Pierwszym ma być cofnięcie – wprowadzonego w sobotę – moratorium, które część członków partii okrzyknęła mianem „uchwały kagańcowej”. – Bez odwołania tej uchwały nie ma mowy o odbudowie zaufania – relacjonuje nasz rozmówca.

Drugim warunkiem jest uzupełnienie składu Rady Krajowej. – Dziś są dwa wakaty. Nie można mówić o pełnej legitymacji decyzji, jeśli skład nie jest uzupełniony – słyszymy.

W tym kontekście pojawia się zarzut, że wybory uzupełniające odbywały się tylko w regionach, w których większość miało otoczenie przewodniczącej. – Gdyby przed Radą Krajową skład został uzupełniony, Katarzyna straciłaby większość. Uchwała by nie przeszła – wyjaśnia członek partii.

Jeśli warunki nie zostaną spełnione, Hennig-Kloska nie wyklucza odejścia z partii i założenia własnego projektu politycznego. – To jest rozwiązanie ostateczne. Nie dążymy do tego, ale jeśli ze strony przewodniczącej nie pojawi się nawet odrobina dobrej woli, to nie będziemy mieli innego wyjścia – mówi osoba z obozu Hennig-Kloski.

Spór o klub parlamentarny

Duża część spotkania z Hennig-Kloską dotyczyła funkcjonowania klubu parlamentarnego. Posłowie i posłanki krytykowali sposób organizowania spotkań i tryb podejmowania decyzji. – Wprowadzane są nowe standardy, ale to nie są standardy demokratyczne. To nie są rządy większości przy poszanowaniu mniejszości, tylko jawny autorytaryzm – mówi uczestnik rozmowy.

Jako przykład podaje ubiegłotygodniowe posiedzenie klubu Polski 2050. – Posiedzenia klubu były świętością: zawsze w Sejmie, zwykle przed rozpoczęciem obrad. Szef partii nigdy się w nie mieszał, bo klub jest ciałem niezależnym. A tu nagle przewodnicząca Pełczyńska zaprasza do siebie, do ministerstwa, do gabinetu, bo chce wygłosić orędzie – relacjonuje.

Po wypowiedzi Pełczyńskiej-Nałęcz część posłów chciała przejść do wniosków skierowanych wcześniej do przewodniczącego klubu Pawła Śliza. – Gdy Pełczyńska skończyła mówić, ludzie od razu chcieli przejść do rzeczy, czyli procedowania wniosków złożonych do Śliza – słyszymy.

Wśród nich znalazł się postulat dotyczący zmiany regulaminu klubu - sposobu podejmowania decyzji i trybu weryfikacji władz klubu. – To nie był wniosek o odwołanie Śliza, tylko o zmianę regulaminu. Ale Katarzyna potraktowała to jako kolejną próbę rewolty – mówi członek klubu.

Jak dodaje, posiedzenia przedsejmowe mają służyć „omówieniu bieżącego porządku obrad, a nie wewnętrznym projektom politycznym przewodniczącej”. Do procedowania wniosków posłów nie doszło, bo Paweł Śliz uznał dyskusję za zakończoną i zamknął posiedzenie.

Oburzenie wywołały też słowa przychylnego Pełczyńskiej-Nałęcz członka Rady Krajowej. Podczas sobotniego zjazdu miał oświadczyć, że „Polska 2050 była, jest i będzie partią zarządzaną jednoosobowo”. – To był komunikat w stylu: demokracją rządzę ja – ironizuje jeden z naszych rozmówców.

W trakcie spotkania z Pauliną Hennig-Kloską część posłanek otwarcie mówiła o fatalnej atmosferze w klubie. – Padały słowa o przemocowej atmosferze, o krzyku i mizoginii – słyszymy.

Transmisja spotkania

Spotkanie zakończyło się przedwcześnie. Według relacji uczestników jedna z osób z otoczenia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz udostępniła zamknięte spotkanie w formie transmisji live na YouTube. Kiedy informacja dotarła do uczestników, Hennig-Kloska przerwała rozmowę. – Uznała, że skoro spotkanie miało być w zaufanym gronie, a jest transmitowane publicznie, to nie ma warunków do dalszej rozmowy – relacjonuje uczestnik. Według rozmówców transmisja prowadzona była z fałszywego konta, trwała około 40 minut i została szybko usunięta.

21 marca może przesądzić o przyszłości Polski 2050

W tle konfliktu jest zaplanowany na 21 marca zjazd krajowy Polski 2050. W trakcie mają zapaść decyzje dotyczące zmian w statucie partii. Rozmówcy z obozu Hennig-Kloski obawiają się zapisów, które mogłyby wzmocnić kontrolę władz partii nad klubem parlamentarnym. – Jeśli decyzje personalne w klubie będą wymagały zatwierdzenia przez zarząd partii, to oznacza de facto przejęcie kontroli nad klubem. Nawet w PiS-ie coś takiego nie funkcjonuje. To metody rodem ze wschodu – mówi parlamentarzysta.

Warunki Hennig-Kloski są dziś politycznym testem dla Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz: czy potraktuje niemal połowę partii jako partnera do rozmowy, czy jako przeszkodę, którą w imię umocnienia władzy należy po prostu usunąć z równania.