Sprawa jego działalności prowadzi wprost do dramatycznych wydarzeń z kwietnia 2025 roku w Szpitalu Nowowiejskim w Warszawie, gdzie doszło do serii zatruć lekami, a jeden z pacjentów zmarł.
Receptomat i opioidy. Jak leki trafiały na oddział psychiatryczny
Noc z 11 na 12 kwietnia 2025 roku na oddziale psychiatrycznym Szpitala Nowowiejskiego w centrum Warszawy nie przypominała standardowej hospitalizacji. Pacjenci nie spali. Oglądali filmy, rozmawiali i zażywali leki – zarówno te wydane przez personel, jak i tabletki oraz syropy przemycone na oddział. Wśród nich był metadon w syropie oraz silne opioidy.
Nad ranem doszło do dramatycznego zwrotu. U 38-letniego Macieja Bubla i 22-letniego Adama nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia. Personel rozpoczął reanimację. Jedna z pacjentek próbowała popełnić samobójstwo, tnąc się po całym ciele. Tłumaczyła później, że po zażytych lekach „coś jej strzeliło do głowy”. Adam został uratowany, jednak kilka godzin później, już na komisariacie, ponownie doszło u niego do zatrzymania krążenia. Macieja Bubla nie udało się uratować - piszą dziennikarze Wirtualnej Polski.
SMS, blik i e-recepta. Mechanizm handlu receptami
Kilka dni przed śmiercią Macieja Bubla jedna z pacjentek oddziału, Monika, wysłała wiadomość SMS do kontaktu zapisanego jako „Pielęgniarka4”. „Potrzebuję recepty” – napisała. W odpowiedzi otrzymała numer do płatności i informację o kwocie. Przelała 300 złotych blikiem. W zamian dostała e-receptę na silne opioidy i leki przeciwdepresyjne.
Leki odebrał z apteki znajomy taksówkarz. Podszywając się pod członka rodziny, wniósł je na oddział w paczce cukierków. W środku znajdowały się tabletki i syropy. „Pielęgniarka4” okazała się być 52-letnim lekarzem Piotrem M., posiadającym doktorat i specjalizację z medycyny nuklearnej.
Monika wielokrotnie zamawiała u niego recepty. Prosiła m.in. o morfinę oraz opioidy z refundacją. W jednej z wiadomości pisała: „A może mi doktor wypisać z refundacją? Jakiś czas temu wypisał doktor z refundacją”. Odpowiedź była krótka: „Postaram”.
PESEL seniorki i fałszywa dokumentacja medyczna
Aby uzyskać refundację, Piotr M. posłużył się danymi 69-letniej Marty z Warszawy, której przysługiwały darmowe leki dla seniorów. Lekarz przesłał Monice numer PESEL kobiety, a także jej dokładny adres, gdy pacjentka obawiała się kontroli w aptece. Nic nie wskazuje na to, by właścicielka danych miała świadomość, że ktoś wykorzystuje jej tożsamość do wystawiania recept na morfinę.
Za pojedynczą receptę Piotr M. inkasował od 150 do 300 złotych. Według śledczych proceder trwał miesiącami i obejmował setki przypadków.
Śmierć pacjenta i narkotest pogryziony na drodze
Tydzień po śmierci Macieja Bubla Piotr M. został zatrzymany w zupełnie innych okolicznościach. W świąteczną sobotę wjechał samochodem w ogrodzenie prywatnej posesji w okolicach Szydłowca. Mimo dwóch sądowych zakazów prowadzenia pojazdów podał policji fałszywe dane. Badanie alkomatem nie wykazało alkoholu, jednak funkcjonariusze uznali jego zachowanie za chaotyczne. Gdy próbowali wykonać narkotest, lekarz… pogryzł urządzenie.
Zamiast pełnych badań został przewieziony karetką do radomskiego szpitala, gdzie miał rozpocząć dyżur na SOR-ze. Badania krwi nie zostały wykonane.
CBŚP, grupa przestępcza i ponad 1500 fikcyjnych recept
We wrześniu 2025 roku policjanci przerwali dyżur Piotra M. w szpitalu i wyprowadzili go w kajdankach. Tego samego dnia zatrzymano także kapelana Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego. Obaj trafili do aresztu w śledztwie prowadzonym przez prokuraturę w Nowym Targu, dotyczącym zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się obrotem środkami odurzającymi.
– W zamian za korzyści majątkowe wystawił ponad 1500 fikcyjnych recept, fałszując dokumentację medyczną – mówił Marcin Zagórski z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.
W postępowaniu zatrzymano łącznie 16 osób. Leki trafiały na teren całego kraju, a część wysyłano za granicę. Zamówienia składano przez darknet i media społecznościowe, a komunikacja odbywała się za pomocą telefonów rejestrowanych na tzw. słupy.
Błąd w sztuce. Pacjent z udarem odesłany do domu
Równolegle od 2021 roku radomska prokuratura prowadziła śledztwo dotyczące błędu w sztuce medycznej Piotra M.Podczas jednego z dyżurów na SOR przyjęto pacjenta z objawami wskazującymi na udar: bełkotliwą mową, paraliżem twarzy i kończyn, wymiotami oraz zaburzeniami widzenia. Lekarz po podstawowych badaniach odesłał go do domu, uznając objawy za „mgłę covidową”.
Tego samego dnia mężczyzna trafił do innego szpitala, gdzie rozpoznano rozległy udar móżdżku. Śledczy skierowali Piotra M. na badania sądowo-psychiatryczne. Biegli uznali, że w momencie czynu mógł kierować swoim postępowaniem. Akt oskarżenia trafił do sądu w listopadzie 2025 roku.
Prawo wykonywania zawodu nadal aktualne
Mimo aresztu i poważnych zarzutów Piotr M. wciąż figuruje w rejestrze lekarzy jako osoba posiadająca pełne prawo wykonywania zawodu. – Dla takich lekarzy nie ma miejsca w zawodzie – mówił Jakub Kosikowski z Naczelnej Izby Lekarskiej. Izba przygotowała zarzuty dyscyplinarne, jednak przez miesiące nie była w stanie ustalić miejsca pobytu lekarza. Dopiero od dziennikarzy dowiedziano się, że przebywa w areszcie.
Opioidy w Polsce. Skala problemu
– Mamy w Polsce problem z nielegalnym obrotem opioidami – przyznaje Główny Inspektor Farmaceutyczny Łukasz Pietrzak. W ciągu sześciu lat liczba pełnopłatnych recept na oksykodon w najwyższej dawce wzrosła o 4500 procent. Analizy Centrum e-Zdrowia pokazują, że w niektórych małych placówkach nawet 80 procent recept dotyczy leków kontrolowanych.
Na tej podstawie wytypowano kilkudziesięciu lekarzy podejrzewanych o działalność receptomatów. Ministerstwo Zdrowia, GIF i Centrum e-Zdrowia pracują nad przepisami umożliwiającymi czasowe blokowanie prawa do wystawiania recept na konkretne leki.
Ostatnia recepta przed śmiercią
Kilka godzin przed dramatem w Szpitalu Nowowiejskim Monika ponownie kontaktowała się z Piotrem M. „Potrzebuję dla przyjaciela Oxydolor 80 mg. 3 opakowania po 60 tabletek z refundacją. Chroniczny ból kręgosłupa po wypadku samochodowym” – napisała. Lekarz poprosił o numer PESEL. Recepta kosztowała 150 złotych.
Gdy pieniądze zostały przelane, na oddziale trwała już „impreza”. Rano Adam i Maciej Bubel przestali oddychać. Kilka godzin później Piotr M. dopytywał jeszcze o dane do recepty. Odpowiedzi już nie otrzymał.
Źródła:
- Wirtualna Polska
- Gazeta Wyborcza
- Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości
- wypowiedzi Głównego Inspektora Farmaceutycznego
- informacje Naczelnej Izby Lekarskiej