Oświecenie wpoiło nam, że przyszłość to postęp, a postęp to wartość sama w sobie. Nie inaczej jest ze sztuczną inteligencją. Za umowny początek prac nad nią uznaje się seminarium w amerykańskim Dartmouth College, które miało miejsce już dość dawno – w roku, w którym Chruszczow wygłosił słynny referat na XX zjeździe KPZR, a w Polsce władzę objął Gomułka. Potem do prac dołączyły różne uczelnie i firmy, a dziś mamy sztuczną inteligencję na wyciągnięcie ręki, choć metafora ta niedługo pewnie straci na znaczeniu – po AI będziemy sięgać najpierw ruchami innych części ciała, a potem połączeniami nerwowymi. Ale może być też tak, że AI będzie sięgać po nas, niczym macki grzyba w serialu „The Last of Us” albo w bardziej subtelny sposób – tak jak na planecie Solaris u Stanisława Lema czy w żarcie, że nie zawsze wiemy, czy to człowiek wyprowadza psa na spacer czy może pies człowieka.

Czy AI uśmierci pismo ręczne i sam tekst?

Raczej pewne wydaje się, że na naszych oczach zanika autorstwo. Nie tylko nie mogą być Państwo pewni, że to ja napisałem ten felieton, ale nawet tego, że napisał go w ogóle człowiek. Proszę wybaczyć, ale może to mój sposób na odreagowanie po zakończonym właśnie sprawdzaniu setek stron prac studentów, w których detektory AI wskazywały mi stopnie prawdopodobieństwa, że tekst został wygenerowany: 55 proc., 67 proc., 47 proc., a konkretne akapity: 87 proc., 99 proc., 100 proc. Udowodnienie oszustwa jest jednak prawie niemożliwe. Dlatego wraz z zanikiem autorstwa, znikają też prace pisemne w ramach zaliczeń. Ci, którzy nie chcą z nich rezygnować, wracają do idei prac klasowych, znanych z dawnych szkolnych czasów.

Nie chodzi tylko o autorstwo. Umiejętność pisania była od zawsze uważana za pożyteczną, dlatego stała się jedną z wizytówek kształcenia. Była pewnym elementem przyzwoitości człowieka, który „ukończył szkoły”. Przyzwoitość przenika do moralności, dlatego trudno nam sobie przyswoić, że zniknęła powszechna użyteczność umiejętności pisania. Broni jej właśnie moralność – choć bardziej dla zasady niż dla użyteczności.

Od kilku lat obserwujemy trend technologiczno-społeczny w postaci przechodzenia od pisma do mowy – coraz częściej mówimy do urządzeń, a coraz rzadziej na nich piszemy. Nie oznacza to jednak śmierci tekstu. Tekst będzie generowany przez AI i to jawnie, a samodzielne pisanie będzie jak kaligrafia – dla pasjonatów. Te zmiany są nagłe, dlatego budzą niepewność i sprzeciw wobec nieznanego.

Jak sztuczna inteligencja zmieni kształcenie na uniwersytetach?

Ale może autorstwo jest przereklamowane? Podczas rozmów posługujemy się treściami, argumentami, które często nie są nasze i pomijamy werbalne przypisy do źródeł. Sam robiłem tak nieraz jako student i nie sądzę, żeby dla dyskusji było istotne, aby każdy dodawał, że to przeczytał tu, a tamto tam.

W każdym razie wehikuł AI zabiera nas z powrotem do średniowiecza. W wiekach średnich idea autorstwa nie była istotna. Liczyło się dzieło, prawda, użyteczność, piękno. Jeden pisał, drugi poprawiał, trzeci przerabiał. Domaganie się uznania autorstwa było uznawane za pychę i również dlatego wiele dzieł średniowiecznych nie jest podpisanych.

W tym kierunku zmienią się uniwersytety. Nie ma sensu podtrzymywać sytuacji, w której student generuje tekst, a wykładowca, nie chcąc czytać wygenerowanego tekstu i nie mogąc go odrzucić, zleca jego sprawdzenie AI. Niewiele z tego wynika poza przegrzaniem serwerów i ociepleniem klimatu. Dotyczy to także prac dyplomowych i prac doktorskich, ponieważ nowe średniowiecze dotknie też naukę i to jest może najbardziej interesujący wątek.

Nie będzie już indywidualnych karier naukowych na podstawie unikalnego dorobku. To zresztą już się dzieje – projekty badawcze, publikacje pisane przez kilku, a nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu autorów, to rzeczywistość nie tylko nauk przyrodniczych, ale również społecznych i humanistycznych. Coraz trudniej ocenić, na ile dorobek przedstawiony np. w postępowaniu habilitacyjnym, uprawnia do nadania stopnia. W przyszłości naukowcy będą raczej afiliowani do grup badawczych, które będą obsługiwać ogromne zbiory danych, argumentów, tworzyć hipotezy i testować je wirtualnie, a w efekcie produkować wiedzę bez granic – między badaczami i między AI. Nie będzie sławnych profesorów i autorytetów naukowych. Wszystko to przejmie postępowy system przyszłości – nowego średniowiecza na sterydach.