Przez ostatnie trzy dekady Polska rozwijała się w sprzyjającym, choć nieidealnym porządku międzynarodowym. Globalizacja napędzała wzrost, integracja z UE dawała ramy instytucjonalne i przewidywalność, NATO zapewniało parasol bezpieczeństwa. Model oparty na przekonaniu, że reguły są względnie stabilne, a konflikty ograniczone, właśnie się wyczerpał.

Nie jesteśmy świadkami płynnego przejścia do nowego ładu, lecz jego gwałtownego pęknięcia. W takim świecie powrót do dawnych reguł nie nastąpi. – Nostalgia nie jest strategią – tak mówił w Davos premier Kanady Mark Carney. Lekcje z jego wystąpienia mogą być cenne dla kraju o podobnej populacji, czyli Polski.

Zmiana bowiem najmocniej dotyka państwa średnie. Zbyt duże, by pozostać niewidoczne, i zbyt małe, by samodzielnie narzucać warunki. Polska do tej kategorii należy bez wątpliwości. Kluczowe pytanie nie brzmi, czy się dostosować, lecz jak. Czy będziemy biernym obiektem nacisku silniejszych graczy, czy państwem zdolnym do aktywnego kształtowania swojej pozycji, budującym własną przestrzeń manewru.

Odpowiedzią na globalny kryzys zaufania nie może być cynizm

Przez lata politycy i analitycy odwoływali się do pojęcia „porządku opartego na regułach”. W praktyce reguły te działały asymetrycznie. Najsilniejsi naginali je lub ignorowali, gdy uznawali to za korzystne, a słabsi ponosili koszty. Ten kompromis był jednak akceptowalny, dopóki globalna integracja przynosiła powszechne korzyści, a bezpieczeństwo, zwłaszcza w Europie, miało charakter dobra publicznego.

Dziś integracja coraz częściej staje się narzędziem presji. Handel bywa bronią, energia instrumentem szantażu, finanse i infrastruktura – elementami rywalizacji geopolitycznej. Łańcuchy dostaw, które miały zwiększać efektywność, stały się źródłem słabości. W takiej rzeczywistości nie można żyć w iluzji, że sam system zapewni ochronę. Dla państw średnich oznacza to konieczność redefinicji pojęcia suwerenności. Nie jest ona już zakorzeniona wyłącznie w prawie i instytucjach, lecz w zdolności do przetrwania presji – ekonomicznej, politycznej i militarnej.

Odpowiedzią nie powinien być cynizm ani rezygnacja z wartości. Polska strategia musi opierać się na realizmie, ale realizmie zakorzenionym w wartościach. Suwerenność, integralność terytorialna, zakaz użycia siły i prawo narodów do wyboru własnej drogi pozostają fundamentem. Różnica polega na tym, że same wartości nie wystarczą, jeśli nie stoją za nimi realne zdolności.

Oznacza to odejście od myślenia, że moralna racja automatycznie przekłada się na wpływ polityczny. Państwo, które nie potrafi się bronić, nie prowadzi polityki wartości, prowadzi politykę nadziei. Dlatego inwestycje w obronność, przemysł zbrojeniowy, bezpieczeństwo energetyczne, infrastrukturę krytyczną i odporność cyfrową nie są ideologicznym wyborem, lecz warunkiem wiarygodnej polityki zagranicznej.

Dywersyfikacja sojuszy i współpracy zamiast zależności

Państwo średnie nie może pozwolić sobie na jednowymiarowe relacje. Sojusz z USA pozostaje filarem bezpieczeństwa i nie ma dla niego alternatywy. Nie zwalnia to jednak z obowiązku dywersyfikacji. UE jest kluczowym zapleczem gospodarczym i regulacyjnym, ale sama przechodzi proces redefinicji swojej roli w świecie. Azja, od Korei Płd. po Indie, staje się coraz ważniejszym partnerem technologicznym i przemysłowym.

Celem nie jest wybór strony, lecz ograniczenie podatności na szantaż. Dywersyfikacja handlu, energii, technologii i rynków finansowych to dziś nie kwestia efektywności, lecz suwerenności. Państwo średnie musi mieć alternatywy – nawet jeśli są droższe – bo brak alternatyw oznacza zależność.

Słabnięcie klasycznych instytucji międzynarodowych nie oznacza końca współpracy. Donald Trump wyszedł z kilkudziesięciu, ale nie ze wszystkich. To zmiana formy. Coraz większą rolę odgrywają koalicje zadaniowe tworzone wokół konkretnych problemów i zdolne do szybkiego działania, np. bukaresztańska dziewiątka czy koalicja chętnych. Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO, wsparcie Ukrainy, wspólne zakupy uzbrojenia czy stabilizacja rynku energii wymagają różnych konfiguracji państw, gotowych działać tu i teraz.

Dla Polski to szansa na zmianę roli: z państwa reagującego na inicjatywy innych, w państwo, które samo je współtworzy. Nie pytajmy, „czy mamy mandat?”, lecz „kogo jesteśmy w stanie zebrać?”. Państwo średnie zyskuje wpływ, jeśli potrafi zorganizować współpracę, a nie tylko do niej dołączać. Przez lata oglądaliśmy się w Unii na Wielką Brytanię. Kiedy jej z nami nie ma, musimy sami odkryć swój mandat.

Żadna strategia nie zadziała bez solidnych fundamentów wewnętrznych. Silna gospodarka, mobilizacja krajowego kapitału, sprawne instytucje i zdolność do realizacji dużych projektów inwestycyjnych stają się elementami bezpieczeństwa narodowego. W świecie rywalizacji systemowej ekonomia znów stała się polityczna. To oznacza konieczność myślenia o państwie nie tylko jako regulatorze, lecz także organizatorze i inwestorze strategicznym. Infrastruktura, energetyka, przemysł i technologie przyszłości nie są neutralne. Decydują o pozycji kraju w globalnym układzie sił.

Polska jako państwo odporne

Strategia państwa średniego nie polega na udawaniu mocarstwa. Polega na budowie odporności: takiej struktury gospodarczej, politycznej i sojuszniczej, która sprawi, że Polska nie będzie łatwym celem nacisku. Kraju, który ma wystarczającą siłę wewnętrzną, sieć relacji zewnętrznych i zdolność do współdziałania z innymi, by skutecznie bronić swoich interesów i wartości.

Stary porządek nie wróci. Możemy próbować go odgrywać, jakby nadal działał, albo uczciwie nazwać rzeczywistość i zbudować strategię adekwatną do nowego świata. Dla Polski, państwa średniego w świecie coraz większych napięć, wybór powinien być oczywisty. Czy umiemy się pozbyć romantycznej nostalgii za światem, który przeminął?