Kilka dni temu portale miejskie w mediach społecznościowych w całym kraju zalały informacje o nowej, oddolnej inicjatywie społecznej. Jej twórcy reklamują się jako „straż sąsiedzka” bądź „straż obywatelska”. Samodzielnie chcą dokumentować przypadki łamania prawa i zapraszają ludzi do współpracy. Sami jednak zachowują anonimowość, a chętnych do pomocy werbują za pośrednictwem wiadomości prywatnych. Podejrzana aktywność dostrzeżona została przez NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa). Instytut zajmuje się między innymi ochroną przed zagrożeniami cybernetycznymi.
Kreowanie narracji. Nowy trend w Internecie
„Autorzy wykorzystują grafiki tworzone przez sztuczną inteligencję, by kreować narrację o powstawaniu tzw. służb lub straży sąsiedzkich walczących np. ze złym parkowaniem czy śmieceniem. Celem jest wygenerowanie szerokiego zasięgu poprzez kontrowersje, które prowadzą do sporów, w tym o charakterze politycznym” – poinformował DGP NASK.
Na rzekomą inicjatywę podejrzliwie patrzą też policjanci. W ocenie gen. Adama Rapackiego, byłego zastępcy komendanta głównego policji, współpraca obywateli z policją powinna odbywać się w oparciu o już działające kanały, z których jednym jest Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa. Obecny stan bezpieczeństwa w Polsce nie uzasadnia, zdaniem generała, konieczności tworzenia takich oddolnych organizacji. Te mogą mieć zupełnie inny cel.
- Myślę, że ktoś ze służb państwowych powinien prześwietlić to zjawisko i zobaczyć, jakie są intencje podejmowania takich inicjatyw. Może być to też przyczółek do szukania partnerów do werbowania, siania destrukcji, a nie do troski o bezpieczeństwo obywateli – mówi generał Rapacki.
Narzędzie do siania fermentu. Za tym mogą stać obce służby
Z informacji NASK wynika, iż nowy trend rozpoczął się 10 stycznia. Na razie nie zanotowano prób wyłudzania danych, ale organizatorzy akcji zapowiadają na koniec stycznia spotkania organizacyjne w poszczególnych miastach. Zdaniem majora Roberta Chedy, byłego analityka Agencji Wywiadu, to już niebezpieczny sygnał. - To doskonałe narzędzie do siania fermentu. Pokazuje się, że niby służby sobie nie radzą, że trzeba brać sprawiedliwość we własne ręce. A jak się zorganizują, to takimi ludźmi będzie bardzo łatwo manipulować i napuszczać na innych – mówi Robert Cheda.
Podobnym akcjom stara się zapobiec Ministerstwo Cyfryzacji. 9 stycznia zakończyło nabór wniosków do programu „Budowanie wiedzy w zakresie przeciwdziałania dezinformacji”, na który chce wydać 3 mln zł. Wicepremier Krzysztof Gawkowski w wywiadzie dla PAP zapowiedział, że ten rok „będzie rekordowy pod względem wydatkowania pieniędzy na przeciwdziałanie dezinformacji w Polsce”. W ub.r. na ten cel resort przeznaczył 25 mln zł.
Obawę przed powszechną dezinformacją czują też Polacy, co wynika z raportu sporządzonego przez Pew Research Center. Fałszywe informacje uznane zostały za niebezpieczne przez 85 proc. ankietowanych. Na drugiej pozycji znalazła się obawa przed rozprzestrzenianiem chorób zakaźnych (60 proc.) i terroryzmem (59 proc.). Od 2022 r. odsetek osób obawiających się dezinformacji wzrósł o 20 proc.