Jak ustalił Onet, to upór szeregowych policjantów i strażników granicznych przesądził o zatrzymaniu.

Przez pięć godzin służby zastanawiały się, kto ma zatrzymać podejrzanego

Według ustaleń Onetu, decyzja o formalnym zatrzymaniu zapadła dopiero po około pięciu godzinach od momentu, gdy po północy 26 grudnia funkcjonariusze uznali, że dalsze pozostawianie mężczyzny bez nadzoru stanowi ryzyko. Wcześniej policjanci i strażnicy graniczni sygnalizowali potrzebę interwencji, jednak słyszeli, że „nie ma podstaw”, bo podejrzany nie posiada przy sobie niczego jednoznacznie nielegalnego.

Sprawa trafiła do centrum antyterrorystycznego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Funkcjonariusze na miejscu liczyli na szybką reakcję, bo siedziba ABW przy ul. Rakowieckiej znajduje się około 20 minut drogi od lotniska. Ale tego dnia - jak relacjonuje Onet - nie było, tam prawdopodobnie nikogo oprócz operatorki telefonu.

Po kilkudziesięciu minutach Służba Kontrwywiadu Wojskowego poinformowała, że sprawa leży w gestii ABW. Ostatecznie dopiero oficjalne zgłoszenie przez radiostację policyjną uruchomiło procedurę zatrzymania i przekazania sprawy do Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji.

Od Modlina do nocnych wizyt na lotnisku

Z ustaleń służb wynika, że obywatel Ukrainy przyleciał do Polski 9 grudnia, lądując na lotnisku w podwarszawskim Modlinie. Niedługo później zaczął regularnie pojawiać się na Lotnisku Chopina. Za każdym razem wybierał to samo miejsce – kawiarnie w strefie ogólnodostępnej. Rozkładał laptopa, podłączał sprzęt i spędzał tam wiele godzin, czasem do późnej nocy.

Początkowo jego obecność nie wzbudzała podejrzeń. Funkcjonariusze Straż Ochrony Lotniska przyjęli wyjaśnienie o spóźnionym locie do Kanady. Mężczyzna był schludnie ubrany, zachowywał się spokojnie i sprawiał wrażenie osoby, która po prostu oczekuje na kolejne połączenie.

Święta, sprzeczne odpowiedzi i brak dokumentów

Przełom nastąpił w nocy z 25 na 26 grudnia, około północy. Patrol Straży Ochrony Lotniska ponownie zwrócił uwagę na mężczyznę, który od dni przesiadywał w tym samym miejscu. Funkcjonariusze zapytali, dlaczego nadal przebywa na lotnisku i czemu nie wyleciał do Kanady. Odpowiedzi były niespójne, a wyjaśnienia chaotyczne. Mężczyzna nie potrafił logicznie wytłumaczyć zmiany planów, odmówił okazania ważnego biletu lotniczego i nie chciał przedstawić dokumentu tożsamości.

Na miejsce wezwano policjantów z Komisariatu Policji Portu Lotniczego Warszawa Okęcie, a następnie funkcjonariuszy Straży Granicznej, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na lotnisku.

Kim jest Illia S. i co ujawnił paszport?

Z paszportu wynikało, że mężczyzna to 26-letni obywatel Ukrainy Illia S., urodzony w Kijowie. Kluczowe okazało się to, że od 2021 r., a więc jeszcze sprzed pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, nie przebywał w swoim kraju. Funkcjonariusze zwrócili uwagę na liczne stemple wjazdowe z państw Bliskiego Wschodu współpracujących z Rosją, w tym z Syrii i Libanu.

Inne źródła potwierdziły, że Illia S. często podróżował także po krajach arabskich, takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie. Bywał również w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i na Cyprze. Przy sobie miał ważną wizę polską i kanadyjską oraz nieważną już wizę brytyjską. Skala i częstotliwość podróży, przy braku jasnych informacji o źródłach utrzymania, wzbudziły poważne zainteresowanie służb.

Walizka pełna sprzętu elektronicznego i... owsianki

Prawdziwe zdziwienie przyszło podczas przeszukania bagażu. W walizce znajdowało się około pięciu kilogramów owsianki, cebule oraz niewielki czajnik elektryczny. Ukrainiec nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, po co przewozi takie przedmioty.

– W czajniku były ślady owsianki, więc ewidentnie gotował ją w tej walizce. Skąd taki pomysł u tak wyglądającego człowieka? Jedynym wyjaśnieniem jest to, że gotował na miejscu jedzenie, aby jak najdłużej przebywać na lotnisku – relacjonuje rozmówca znający kulisy sprawy.

Oprócz tego w bagażu znajdowała się duża ilość elektroniki: słuchawki, mikrofon, liczne ładowarki, rozgałęziacz oraz dwa zwoje kabla sieciowego. Szczególną uwagę zwróciły słuchawki wygłuszające, zwykle używane do ochrony słuchu podczas strzelania.

Jammer, anteny i kluczyki do Land Rovera

W walizce znaleziono również kluczyki, najprawdopodobniej do samochodu marki Land Rover. Zapytany o pojazd Illia S. plątał się w zeznaniach: raz twierdził, że auto znajduje się w Ukrainie, innym razem, że w Kanadzie.

– Możliwe, że stoi gdzieś na terenie Warszawy – mówi rozmówca Onetu, zaznaczając, że zawartość samochodu mogłaby być dla śledczych bardzo interesująca.

Największe zainteresowanie wzbudziło jednak metalowe urządzenie wielkości kieszonkowej książki, do którego podłączona była duża liczba anten. Funkcjonariusze przyznawali, że wcześniej nie widzieli takiego sprzętu. Analiza z wykorzystaniem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji wskazała, że to wielozakresowy jammer, czyli urządzenie zagłuszające.

– To wielozakresowy jammer używany głównie do zagłuszania systemów GSM. Powszechnie używają go złodzieje samochodów do zagłuszenia systemów GPS i GSM, po których można zlokalizować skradzione auto. Potrafi też zagłuszyć niektóre typy dronów – wyjaśnia specjalista od tego typu sprzętu.

Zakłócenia systemów lotniskowych i możliwe testy

Eksperci nie mają wątpliwości, że użycie takiego urządzenia mogłoby poważnie wpłynąć na funkcjonowanie lotniska.

– Jeśli coś wykorzystuje sieci telekomunikacyjne, w tym WiFi lub GSM, na przykład tablety personelu lotniskowego z modemami GSM, to spowoduje, że ci ludzie tracą te narzędzia – tłumaczy rozmówca.

– Wiele systemów lotniskowych korzysta z ukrytych sieci WiFi, jak kamery czy bramki z czytnikami kodów QR. Jeżeli monitory komunikują się przez WiFi, mogą tracić połączenie i nie aktualizować danych dla pasażerów. Taki jammer może też zakłócić krótkofalówki, łączność personelu naziemnego z kabiną samolotu, pracę straży granicznej oraz telefonię GSM pasażerów – dodaje.

Ekspert zaznacza jednocześnie, że ten typ urządzenia nie jest w stanie zakłócić systemów nawigacyjnych samolotów.

Według rozmówców z lotniska, w ciągu dwóch tygodni poprzedzających zatrzymanie dochodziło do kilku awarii systemów informacyjnych, w tym tablic przylotów i odlotów. Rozważano roboczą hipotezę, że Illia S. mógł testować możliwości zagłuszarki w realnych warunkach. Pojawiły się także przypuszczenia, że mógł sprawdzać, czy zakłócenia pozwolą na niezauważone wejście do strefy zastrzeżonej.

Na tę możliwość wskazuje relacja kobiety siedzącej przy sąsiednim stoliku, która zauważyła nerwowe zachowanie mężczyzny. Przez około pół godziny prowadził wideokonferencję, podczas której przesyłał rozmówcom coś, co odczytała jako współrzędne GPS. Gdy zorientował się, że jest obserwowany, zamknął laptop i szybko się oddalił.

Areszt, śledztwo i pytania o przygotowanie państwa

Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Skiba poinformował, że ustalany jest dokładny okres pobytu podejrzanego w Polsce i na terenie lotniska, a zabezpieczone nagrania z monitoringu są szczegółowo analizowane. Z uwagi na dobro postępowania prokuratura nie ujawnia dalszych informacji.

Sąd Rejonowy zastosował wobec Illii S. areszt na okres miesiąca; nieoficjalnie rozważane jest jego przedłużenie. Śledczy zwracają uwagę na intensywne podróże mężczyzny, brak wiarygodnych wyjaśnień dotyczących źródeł finansowania oraz luki w systemie reagowania służb. Źródła z lotniska mówią wprost o niedostatecznych szkoleniach z zakresu walki radioelektronicznej i zagrożeń związanych z użyciem dronów oraz urządzeń zagłuszających.