Pierwsze sygnały nie wzbudzały alarmu. Funkcjonariusze Straży Ochrony Lotniska przyjęli wyjaśnienie mężczyzny o spóźnionym locie do Kanady, zwłaszcza że jego zachowanie i wygląd budziły zaufanie. Dopiero później, już po zatrzymaniu, powstała notatka służbowa opisująca wcześniejsze rozmowy.
Jak ustaliły służby, obywatel Ukrainy przyleciał do Polski 9 grudnia, lądując na lotnisku w podwarszawskim Modlinie. Niedługo potem zaczął regularnie pojawiać się na lotnisku Chopina. Zawsze siadał w kawiarni, rozkładał komputer i spędzał tam wiele godzin, niekiedy do późnej nocy. Przez długi czas nikt nie miał podstaw, by ingerować.
Rozpoznanie w święta i pierwsze sprzeczności
25 grudnia, około północy, ten sam patrol Straży Ochrony Lotniska, który rozmawiał z mężczyzną wcześniej, ponownie zwrócił na niego uwagę. Funkcjonariusze zapytali, dlaczego nadal przebywa na lotnisku i czemu nie wyleciał do Kanady. Tym razem odpowiedzi były niespójne. Mężczyzna nie potrafił logicznie wytłumaczyć zmiany planów, odmówił okazania ważnego biletu lotniczego, a także dokumentu tożsamości.
W tej sytuacji na miejsce wezwano policjantów z Komisariatu Policji Portu Lotniczego Warszawa Okęcie, a następnie funkcjonariuszy Straży Granicznej odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na lotnisku.
Kim jest Illia S. i co mówi jego paszport
Z paszportu wynikało, że mężczyzna to 26-letni obywatel Ukrainy Illia S., urodzony w Kijowie. Co istotne, od 2021 r., a więc jeszcze sprzed pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, nie był on w swoim kraju. Funkcjonariusze, którzy widzieli jego dokumenty, zwracali uwagę na liczne stemple wjazdowe z państw Bliskiego Wschodu współpracujących z Rosją – w tym z Syrii i Libanu.
Inne źródła potwierdzają, że Illia S. często podróżował także po krajach arabskich, takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie. Bywał również w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i na Cyprze. Przy sobie miał ważną wizę polską i kanadyjską oraz nieważną już wizę brytyjską. Skala i częstotliwość podróży wzbudziły dodatkowe zainteresowanie służb.
Zawartość walizki: owsianka, czajnik i elektronika
Prawdziwe zdziwienie pojawiło się podczas przeszukania bagażu. W walizce funkcjonariusze znaleźli około pięciu kilogramów owsianki, cebule oraz podręczny czajnik elektryczny. Ukrainiec nie potrafił sensownie wyjaśnić, po co przewozi takie przedmioty.
— W czajniku były ślady owsianki, więc ewidentnie gotował ją w tej walizce. Skąd taki pomysł u tak wyglądającego człowieka? Jedynym wyjaśnieniem jest to, że gotował na miejscu jedzenie, aby jak najdłużej przebywać na lotnisku — relacjonuje jeden z rozmówców znających kulisy sprawy.
Oprócz tego w bagażu była duża ilość sprzętu elektronicznego: słuchawki, mikrofon, liczne ładowarki, rozgałęziacz, a także dwa zwoje kabla sieciowego. Funkcjonariuszy zastanowiły również słuchawki wygłuszające, zwykle używane do ochrony słuchu podczas strzelania.
Kluczyki do Land Rovera i metalowe pudełko z antenami
W walizce znaleziono także kluczyki, najprawdopodobniej do samochodu marki Land Rover. Zapytany o pojazd Illia S. plątał się w zeznaniach: raz twierdził, że auto jest w Ukrainie, innym razem, że w Kanadzie.
— Możliwe, że stoi gdzieś na terenie Warszawy — mówi nasz rozmówca, podkreślając, że zawartość samochodu mogłaby być dla śledczych interesująca.
Największe zainteresowanie wzbudziło jednak metalowe urządzenie wielkości kieszonkowej książki, do którego podłączona była duża liczba anten. Funkcjonariusze zobaczyli taki sprzęt po raz pierwszy. Analiza z użyciem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji wskazała, że to urządzenie zagłuszające.
— To wielozakresowy jammer używany głównie do zagłuszania systemów GSM. Powszechnie używają go złodzieje samochodów do zagłuszenia systemów GPS i GSM, po których można zlokalizować skradzione auto. Potrafi też zagłuszyć niektóre typy dronów — wyjaśnia specjalista od tego typu sprzętu.
Jak zagłuszarka może wpłynąć na funkcjonowanie lotniska
Eksperci nie mają wątpliwości, że taki jammer mógłby spowodować poważne zakłócenia w pracy lotniska.
— Jeśli coś wykorzystuje sieci telekomunikacyjne, w tym WiFi lub GSM, na przykład tablety personelu lotniskowego z modemami GSM, to spowoduje, że ci ludzie tracą te narzędzia — tłumaczy rozmówca.
— Wiele systemów lotniskowych korzysta z ukrytych sieci WiFi, jak kamery czy bramki z czytnikami kodów QR. Jeżeli monitory komunikują się przez WiFi, mogą tracić połączenie i nie aktualizować danych dla pasażerów. Taki jammer może też zakłócić krótkofalówki, łączność personelu naziemnego z kabiną samolotu, pracę straży granicznej oraz telefonię GSM pasażerów — dodaje.
Ekspert podkreśla jednak, że ten konkretny typ urządzenia nie jest w stanie zakłócić systemów nawigacyjnych samolotów.
Awarie systemów i podejrzenia testów
Według rozmówców z lotniska, w ciągu dwóch tygodni poprzedzających zatrzymanie dochodziło do kilku awarii systemów informacyjnych, w tym tablic przylotów i odlotów. Pojawiła się robocza hipoteza, że Ukrainiec mógł testować możliwości zagłuszarki w realnych warunkach.
— Rozważano, czy taki jammer mógł wpłynąć na system przepustkowy lotniska w ten sposób, że ktoś mógłby niezauważenie przedostać się do strefy zastrzeżonej — mówi jeden z informatorów. — Prawdopodobnie wysyłał też z lotniska jakieś koordynaty.
Na tę możliwość wskazuje relacja kobiety siedzącej przy sąsiednim stoliku. Zwróciła uwagę na nerwowe zachowanie mężczyzny i zauważyła, że przez około pół godziny prowadził wideokonferencję, podczas której przesyłał rozmówcom coś, co odczytała jako współrzędne GPS. Gdy zorientował się, że ktoś mu się przygląda, zamknął laptop i szybko się oddalił.
Pięć godzin impasu i decyzja o zatrzymaniu
Po północy 26 grudnia funkcjonariusze uznali, że zachodzi potrzeba formalnego zatrzymania Illii S. Policjanci czekali jednak na decyzję przełożonych. Przez kolejne godziny trwała przepychanka kompetencyjna między służbami. Argument, który padał najczęściej, brzmiał: mężczyzna nie ma przy sobie niczego nielegalnego.
Sprawa została zgłoszona do centrum antyterrorystycznego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Funkcjonariusze na miejscu liczyli na szybką reakcję.
— Z Rakowieckiej na lotnisko jest raptem 20 minut. Ale tam chyba nikogo nie było, oprócz operatorki telefonu — słyszymy.
Służba Kontrwywiadu Wojskowego, po kilkudziesięciu minutach prób kontaktu, poinformowała, że sprawa leży w gestii ABW. Dopiero po około pięciu godzinach, gdy policjanci zgłosili wszystko oficjalnie przez radiostację, zapadła formalna decyzja o zatrzymaniu i przekazaniu sprawy Wydziałowi do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji.
— Pięć godzin trwały przepychanki i gdyby nie upór szeregowych funkcjonariuszy, puściliby go wolno — podsumowuje jeden z rozmówców.
Braki systemowe i pytania o przygotowanie służb
Źródła z lotniska wskazują, że problemem są nie tylko procedury, ale też brak szkoleń z zakresu walki elektronicznej i zagrożeń związanych z dronami. Przypominają incydent z 14 maja 2023 r., gdy w rejonie podejścia do lądowania pojawił się dron o rozpiętości skrzydeł około 2,5 m, zgłoszony przez dwóch pilotów.
Polskie Porty Lotnicze potwierdziły, że skuteczne systemy antydronowe są trudne do wdrożenia i muszą uwzględniać obecność wojska oraz Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Straż Graniczna zapewnia o systematycznych szkoleniach, jednak rozmówcy znający realia służby twierdzą, że kwestie walki radioelektronicznej są w nich pomijane.
Co dalej z Illią S. i śledztwem
Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Skiba poinformował, że ustalany jest dokładny okres pobytu podejrzanego w Polsce i na terenie lotniska, a zabezpieczone nagrania z monitoringu są poddawane oględzinom. Z uwagi na dobro postępowania prokuratura nie udziela dalszych informacji.
Sąd Rejonowy zastosował wobec Illii S. areszt na okres miesiąca; nieoficjalnie rozważane jest jego przedłużenie. Śledczy zwracają uwagę na intensywne podróże mężczyzny i brak wiarygodnych wyjaśnień dotyczących źródeł finansowania takiego stylu życia.