Na początku ubiegłego tygodnia premier Donald Tusk publicznie ogłosił, że prace nad przygotowanym w resorcie pracy projektem reformy PIP nie będą kontynuowane w dotychczasowej formie. Szef rządu uznał, że proponowane rozwiązania dawały urzędnikom zbyt daleko idącą władzę, co mogłoby – w jego ocenie – prowadzić do destrukcji firm i utraty miejsc pracy. Największe kontrowersje budził zapis umożliwiający okręgowym inspektorom pracy przekształcanie umów o dzieło, umów-zleceń oraz kontraktów B2B w umowy o pracę.
Ta decyzja nie zamknęła jednak sprawy. Reforma PIP jest bowiem jednym z tzw. kamieni milowych zapisanych w Krajowym Planie Odbudowy, a od jej wdrożenia zależy wypłata unijnych środków. Polska ma czas na implementację odpowiedniej dyrektywy unijnej do 30 czerwca tego roku. Presja terminów i zobowiązań wobec Komisji Europejskiej sprawiła, że temat szybko wrócił na stół.
Dwa tygodnie na odwołanie i sąd jako ostateczna instancja
Kilka dni po deklaracji premiera doszło do spotkania Donalda Tuska z przewodniczącym Nowej Lewicy, marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Po rozmowach obaj politycy zgodnie zapowiedzieli, że prace nad reformą będą kontynuowane, ale w zmienionej formule. Czarzasty jasno zaznaczył, że w nowej propozycji ostateczną instancją decydującą o przekształcaniu umów cywilnoprawnych w umowy o pracę będzie sąd.
Z informacji PAP wynika, że projekt przewiduje 14-dniowy termin na odwołanie od decyzji inspektora pracy. Co istotne, prawo do zaskarżenia decyzji ma przysługiwać obu stronom stosunku prawnego – zarówno pracodawcy, jak i osobie wykonującej pracę. Sprawy trafią do wydziałów pracy sądów powszechnych. – Dopóki sąd nie rozstrzygnie tej sprawy to decyzja inspektora nie będzie wchodziła w życie – przekazał jeden z rozmówców PAP z Nowej Lewicy.
Przyspieszenie postępowań i 150 nowych jednostek
Nowa wersja reformy ma również odpowiedzieć na obawy dotyczące przewlekłości postępowań sądowych. Według informacji przekazanych przez czołowego polityka ugrupowania Włodzimierza Czarzastego, minister sprawiedliwości Waldemar Żurek planuje uruchomienie 150 dodatkowych jednostek zajmujących się sprawami z zakresu prawa pracy. Celem jest skrócenie czasu rozstrzygania sporów i uniknięcie sytuacji, w której niepewność prawna ciągnęłaby się latami.
To element kluczowy dla kompromisu politycznego. Z jednej strony rząd chce zachować realne narzędzia walki z nadużywaniem umów cywilnoprawnych, z drugiej – ograniczyć ryzyko paraliżu firm i długotrwałych konfliktów sądowych.
Ministerstwo Rodziny i Lewica piszą projekt
Prace nad nową wersją reformy prowadzi Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, którym kieruje Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Nowej Lewicy. Resort współpracuje przy tym z Ministerstwem Sprawiedliwości oraz Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej. Celem jest takie przeprojektowanie przepisów, by z jednej strony spełnić wymogi KPO, a z drugiej – odpowiedzieć na krytykę zgłaszaną przez przedsiębiorców i część rządowych instytucji.
Pierwotna wersja reformy wywołała silny sprzeciw środowisk biznesowych, które argumentowały, że automatyczne przekształcanie umów przez inspektorów pracy godzi w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Z drugiej strony związki zawodowe konsekwentnie broniły tych rozwiązań, wskazując na masowe wypychanie pracowników na umowy cywilnoprawne.
RCL o konstytucji, resort pracy o nadużyciach
Jednym z najpoważniejszych krytyków projektu było Rządowe Centrum Legislacji. W swoich uwagach RCL wskazywało, że proponowana regulacja narusza konstytucyjne zasady swobody prowadzenia działalności gospodarczej, wolności wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpierało te zarzuty. Resort podkreślał, że projekt nie wprowadza arbitralnego naruszania swobody gospodarczej, lecz precyzuje procedurę wykrywania i korygowania nadużyć polegających na zastępowaniu umów o pracę kontraktami cywilnoprawnymi. Według ministerstwa za wprowadzeniem nowych uprawnień dla inspektorów przemawia skala zjawiska, której – jak argumentowano – „bezwzględnie należy przeciwdziałać”.
Kontrole zdalne, wymiana danych i wyższe kary
Pierwotny projekt reformy PIP obejmował znacznie szerszy pakiet zmian niż tylko kwestie przekształcania umów. Przewidywano wymianę informacji i danych między ZUS, PIP i Krajową Administracją Skarbową na potrzeby kontroli oraz analizy ryzyka. Zaplanowano również usprawnienie kontroli poprzez wprowadzenie kontroli zdalnych, wykorzystanie urządzeń technicznych umożliwiających prowadzenie czynności na odległość oraz pełną elektronizację dokumentacji sporządzanej podczas kontroli, w tym protokołów.
Regulacja zakładała także zmiany w zakresie wysokości kar grzywny za wykroczenia przeciwko prawom pracownika. Ich celem miało być zapewnienie skuteczniejszej ochrony zatrudnionych oraz wzmocnienie funkcji odstraszającej wobec pracodawców nieprzestrzegających przepisów prawa pracy.