Decyzja premiera wywołała napięcie wewnątrz koalicji rządowej, bo projekt reformy PIP był już formalnie przyjęty na poziomie Stałego Komitetu Rady Ministrów. Opracowane w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rozwiązania zakładały głęboką ingerencję państwa w rynek pracy, w tym możliwość administracyjnej zmiany rodzaju umowy łączącej pracownika z pracodawcą.

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy i zakres nowych uprawnień

Projekt ustawy, który na początku grudnia ubiegłego roku trafił do dalszych prac rządowych, przewidywał m.in. prawo okręgowych inspektorów pracy do przekształcania umów cywilnoprawnych – umów o dzieło, umów-zleceń czy kontraktów B2B – w umowy o pracę. Mechanizm ten miał działać w oparciu o ocenę faktycznych warunków wykonywania pracy, a nie wyłącznie o treść zawartej umowy.

Od decyzji inspektora przysługiwałoby odwołanie do Głównego Inspektora Pracy, a ostatecznym organem kontrolnym miał być sąd pracy. Projekt przewidywał również szerszą wymianę danych pomiędzy PIP, Zakładem Ubezpieczeń Społecznych i Krajową Administracją Skarbową, możliwość prowadzenia kontroli zdalnych oraz zmiany w systemie kar finansowych za wykroczenia przeciwko prawom pracownika.

Donald Tusk o „destrukcyjnej władzy urzędników”

We wtorek premier Donald Tusk poinformował, że zdecydował o niekontynuowaniu prac nad reformą w zaproponowanym kształcie. Uzasadniając swoją decyzję, wskazał na ryzyko nadmiernej ingerencji administracji w działalność gospodarczą.

– Przesadna władza dla urzędników byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy dla wielu ludzi – argumentował szef rządu.

Decyzja ta zaskoczyła część koalicjantów, tym bardziej że resort pracy, kierowany przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, niedawno wybraną wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy, bronił projektu jako narzędzia walki z nadużyciami na rynku pracy, a nie zamachu na swobodę działalności gospodarczej.

Włodzimierz Czarzasty: to nie jest koniec prac

W środę w Radiu Zet Włodzimierz Czarzasty przekonywał, że nie traktuje decyzji premiera jako definitywnego zamknięcia tematu reformy PIP. Według lidera Lewicy, Donald Tusk miał zakwestionować konkretne rozwiązania, a nie samą ideę zmian.

– Dzisiaj będę się widział z panem premierem i będziemy między innymi o tym rozmawiali – powiedział Czarzasty, zapowiadając wieczorne spotkanie.

Rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik potwierdził, że rozmowa ma się odbyć w środę wieczorem. Czarzasty podkreślił jednocześnie, że jego ugrupowanie „na pewno nie zgodzi się na dalszy kształt funkcjonowania umów śmieciowych” i będzie konsekwentnie dążyć do ich likwidacji. Zapytany o możliwość wyjścia z koalicji rządowej w razie fiaska reformy, zaznaczył, że nie bierze takiego scenariusza pod uwagę.

Umowy śmieciowe, prawa pracowników i pieniądze z KPO

Zdaniem Lewicy stawka sporu wykracza daleko poza sam kształt kompetencji inspektorów pracy. Rzecznik ugrupowania zwraca uwagę, że reforma PIP jest jednym z tzw. kamieni milowych zapisanych w Krajowym Planie Odbudowy, od których uzależniona jest wypłata środków unijnych.

– To są też 2 miliardy złotych, jak sam minister finansów wylicza, które uciekają z budżetu z tytułu fikcyjnego samozatrudnienia. To jest bezpieczeństwo pracowników oraz ochrona uczciwych przedsiębiorców względem nieuczciwej konkurencji – mówił Michnik.

W opublikowanym wpisie podkreślił, że Lewica nie zamierza rezygnować z walki z umowami śmieciowymi, które jego zdaniem pozbawiają pracowników podstawowych praw: do urlopu, zwolnień lekarskich, urlopów macierzyńskich, ochrony przed natychmiastowym zwolnieniem, okresu wypowiedzenia czy odprawy. Jak zaznaczył, prawo pracy powinno być respektowane w takim samym stopniu jak inne gałęzie prawa, a polski pracownik nie może być gorzej chroniony niż pracownik w Niemczech czy Francji.

Spór o konstytucję i wolność gospodarczą

Projekt reformy PIP spotkał się z krytyką części instytucji rządowych. Rządowe Centrum Legislacji w swoich uwagach wskazało, że proponowane regulacje mogą naruszać konstytucyjne zasady swobody prowadzenia działalności gospodarczej, wolności wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpierało te zarzuty, argumentując, że projekt nie wprowadza arbitralnych decyzji administracyjnych, a jedynie precyzuje procedury wykrywania i korygowania nadużyć polegających na zastępowaniu stosunku pracy umowami cywilnoprawnymi.

KPO pod znakiem zapytania i ostrzeżenie negocjatora

Do decyzji premiera odniósł się również Jan Szyszko, sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej oraz główny negocjator Polski do spraw rewizji KPO. We wpisie w mediach społecznościowych zaznaczył, że reforma PIP znalazła się w Krajowym Planie Odbudowy na mocy decyzji Rady Ministrów i była efektem trudnych negocjacji z Komisją Europejską.

Jak przypomniał, reforma zastąpiła pierwotny postulat przymusowego oskładkowania każdej umowy-zlecenia. Nowa decyzja premiera – jak napisał – zmienia sytuację i oznacza konieczność ponownych rozmów z Komisją Europejską, które „będą tym razem granicznie trudne”. Szyszko zwrócił uwagę, że dotychczas Polska unikała kar za niewykonanie kamieni milowych, a wartość projektów już zrealizowanych z pieniędzy KPO przekroczyła 165 miliardów złotych.