- Trudno nie odnieść wrażenia, że ton poniedziałkowemu posiedzeniu narzucił sam Zbigniew Ziobro - pisze dziennikarz DGP Marek Mikołajczyk.
Panie Ziobro, tutaj jest segregator, tutaj są pytania, dokumenty, oczywiście te jawne notatki do pana. I ani Święczkowski, który kombinował przez ostatni tydzień, żeby pana nie zatrzymywać i nie doprowadzać. Ani Kaczyński, Morawiecki, Nawrocki, Duda panu nie pomogą – grzmiał w mediach społecznościowych Tomasz Trela, wiceszef sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa z Nowej Lewicy, prezentując przepastny plik dokumentów. Całość brzmiała doniośle i idealnie pasowała do – stylizowanego na Jamesa Bonda – czarno-białego zdjęcia profilowego parlamentarzysty.
Problem w tym, że historia działającej już od ponad półtora roku komisji niewiele ma wspólnego z przygodami agenta Jej Królewskiej Mości. Momentami bardziej przypomina za to kolejną część z serii „Głupi i głupszy”. Poniedziałkowe przesłuchanie Zbigniewa Ziobry było już dziewiątą próbą odebrania od niego zeznań. Z ośmiu wcześniejszych były minister sprawiedliwości wychodził zwycięsko, ośmieszając przy tym organy państwa, jak również samych posłów Koalicji 15 Października.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.