W dzielnicy Avondale wciąż widać oznaki polskości, jednak w ostatnich latach, wobec postępującej gentryfikacji, zmienia ona swój charakter - przekonuje dziennikarka Małgorzata Ptaszyńska-Kulujian.

„Jackowo od przynajmniej 20 lat określane jest jako +historic Polish district+ (historyczna polska dzielnica). Polonia zamieszkiwała tam w latach 60., 70., 80. i 90. XX wieku. Dziś w Avondale wciąż są polskie kościoły, dwa polskie sklepy, restauracja Staropolska i biuro wysyłki paczek, ale językiem najczęściej słyszanym na ulicy jest angielski” – mówi PAP dziennikarka, która jest też administratorem sądów hrabstwa Cook.

Zwraca uwagę, że działały tam polskie kluby, sklepy, biznesy, polskie radio i telewizja. Od początku XXI wieku dzielnica zmienia swój charakter. Stała się miejscem zróżnicowanym etnicznie, w którym obok imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej mieszkają przybysze z Ameryki Łacińskiej, Filipin i Amerykanie.

Reklama

„W 2012 roku Jackowo (...) uznano za najlepsze miejsce do inwestowania. Niektóre portale internetowe określały ją nawet jako jedną z najatrakcyjniejszych w Ameryce (...). Od 10 lat Jackowo przechodzi proces gentryfikacji. Wielu inwestorów i deweloperów buduje w Avondale mieszkania, które bardzo szybko się sprzedają” – zauważyła Ptaszyńska-Kulujian, doktorantka na National Louis University (NLU).

Reklama

Jej zdaniem na popularność Avondale wpływa przede wszystkim położenie blisko centrum Chicago i bardzo dobre rozwiązania komunikacyjne - kolejka miejska i dwie linie pociągu podmiejskiego. Dogodnemu dojazdowi sprzyja też usytuowanie dzielnicy wzdłuż jednej z głównych ulic miasta, Milwaukee Street.

Polonia przeprowadza się natomiast na przedmieścia - głównie na północnym zachodzie miasta (jak Des Plaines, Norridge, Harwood Heights, Park Ridge, Niles, Arlington Heights, Mount Prospect), a także na południowym zachodzie (Burbank, Justice i Bridgeview).

Pytana, czy to już faktycznie koniec pewnej epoki, Ptaszyńska-Kulujian nie daje jednoznacznej odpowiedzi.

„Pesymista powie – oczywiście to koniec! Optymista powie – nie, to nowy, inny początek; Jackowo się rozwija, już nie jako dominująca polska dzielnica, ale multikulturowa, gdzie świetnie działają lokalne organizacje, sąd sprawiedliwości naprawczej hrabstwa Cook, gdzie pracują i udzielają się jako wolontariusze Polacy. Wciąż działa polska szkoła przy parafii św. Jacka. Jest się czym chwalić! Społeczność parafialna nadal jest aktywna” – zapewnia.

W jej opinii większość polonijnych parafii tętni życiem. Są tak prężne jak ludzie, którzy do nich należą.

„To ludzie tworzą Kościół. Osoba proboszcza też jest bardzo ważna, ale o kondycji parafii stanowią głównie wierni, którzy uczestniczą w mszach świętych i grupach parafialnych. Archidiecezja chicagowska łączy nieraz parafie z powodu spadku frekwencji czy kosztów utrzymania budynków. Dzięki wiernym większość polskich parafii jest jednak w dobrej kondycji” – podkreśla Ptaszyńska-Kulujian.

Jako przykład podaje parafię św. Jacka, przy której działa sąd sprawiedliwości naprawczej (Restorative Justice Community Court) hrabstwa Cook. Jest tam szkoła, wiele grup parafialnych, a stowarzyszenia sąsiedzkie organizują swoje spotkania w budynkach parafialnych.

Zdaniem Ptaszyńskiej-Kulujian także polonijne biznesy idą z duchem czasu. Rozwijają się zgodnie z potrzebami klientów, a wiele tych prowadzonych przez Polaków w aglomeracji chicagowskiej działa z sukcesem na rynku amerykańskim.

Polka przekonuje, że polonijne środki masowego przekazu bardzo szybko zaczęły wykorzystywać możliwości, jakie oferuje internet i media społecznościowe. Powstało wiele portali polonijnych, przez internet można słuchać każdej polonijnej radiostacji czy zamówić prenumeratę gazety.

Dziennikarka jest przekonana, że polonijna młodzież bynajmniej nie odrywa się od korzeni. „Obecnie panuje moda na etniczność – młodzi amerykanie polskiego pochodzenia są dumni ze swojego pochodzenia, działają w polskich klubach na uczelniach amerykańskich, tańczą w zespołach polonijnych, zdają polskie matury i otrzymują stypendia od polonijnych organizacji” – wylicza.

Przemiany obserwowane w Chicago przypisuje nie tylko odchodzeniu starszych generacji, lecz z duchem czasów.

„Dziś, kiedy wiele osób pracuje zdalnie z domu, nie ma znaczenia, gdzie mieszkasz. Ludzie lubią mieć większe domy i być bliżej natury, zmęczeni są korkami na ulicach i autostradach, drożyzną, wysokimi podatkami w Chicago, rosnącym poziomem przestępczości, a to bardzo ujemnie wpływa na jakość życia” – zauważa.

Chicagowska Polonia przenosi się do innych stanów, często do Kolorado, Arizony, Florydy i Teksasu.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)