PiS, kierując się uprzedzeniami, zamyka sobie drogę do szerszego poparcia - ocenia politolog prof. Wawrzyniec Konarski. Według niego byłoby błędem partii, gdyby w kampanii wyborczej odwoływała się przede wszystkim do katastrofy smoleńskiej zamiast skupić się na merytorycznym sporze z PO.

"PiS to partia, która przez lata nie jest w stanie uwolnić się od uprzedzeń i fobii, czym zamyka sobie drogę do szerszego poparcia społeczeństwa. Jeżeli chce wrócić na pozycję partii rządzącej, powinna to zmienić. PiS nie wypracowało przekonywującego programu wyborczego w takich kwestiach, jak oświata, służba zdrowia oraz strategiczne usytuowanie Polski w Europie i na świecie" - zaznaczył prof. Konarski, związany ze Szkołą Wyższą Psychologii Społecznej i Uniwersytetem Jagiellońskim.

Zdaniem politologa jeżeli PiS nie zmieni polityki i "nie otworzy się" na nowy elektorat, nie ma większych szans na wygranie wyborów. "Jeśli Donald Tusk opanuje obecny rozgardiasz w PO, neutralizując wpływy osób ważnych w kręgu przywódczym partii, nieudolnych ministrów, jak np. ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka, to PO wygra wybory na poziomie nie gorszym aniżeli 4 lata temu. Ale tylko pod tym warunkiem" - ocenił.

Według Konarskiego błędem PiS byłoby nadmierne odwoływanie się w kampanii wyborczej do tragedii smoleńskiej. "Partia Jarosława Kaczyńskiego powinna punktować PO za konkretne działania, których realizacja rozmija się z zapowiedziami Platformy sprzed czterech lat" - uważa.

W jego opinii, obecnie w PiS trwa dyskusja, choć niejawna, także i o tym, jak partia ta miałaby sprawować funkcję opozycyjną przez następną kadencję. "Trwanie w opozycji dla PiS niekoniecznie musi być złe. Jeśli uporządkuje swój program, może realnie wygrać wybory za kolejne 4 lata" - zaznaczył.

Prof. Konarski oceniając działania Jarosława Kaczyńskiego w ciągu 10 lat podkreślił, że bez niego PiS nie mogłoby istnieć w takim kształcie jak dotąd. Jak zaznaczył, Kaczyński sprawuje w partii "przywództwo autorytarne". Zauważył przy tym, że prezes PiS jest inteligentnym politykiem, dysponującym ogromną wiedzą ze sfery praktyki politycznej. "Jarosław Kaczyński ma jednak problemy z przyjęciem taktyki, która byłaby dla niego efektywna. Nie potrafi też krytycznie spojrzeć na swoje działania polityczne. Często również jego postępowanie jest zbyt łatwe do przewidzenia, bo zależy od jego emocji" - stwierdził politolog.

Odnosząc się do historii PiS podkreślił, że partia powstała w 2001 roku na zasadzie tandemu. "W tym układzie Jarosław Kaczyński był autorem pomysłów, ich inicjatorem. Zaś Lech Kaczyński - wykonawcą zadań, co zostało potwierdzone zaraz po objęciu przez niego prezydentury. "Trzecim bliźniakiem" był Ludwik Dorn, który podczas kampanii wyborczej w 2005 r. okazał się skutecznym twórcą wizerunku PiS" - dodał.

W ocenie politologa, rządy PiS w latach 2005-2007 były jednak "porażką"

Jak ocenił przy tworzeniu PiS pomocne okazało się doświadczenie polityczne Lecha Kaczyńskiego. "Lech Kaczyński miał większe doświadczenie administracyjne w polityce niż jego brat bliźniak. Był m.in. ministrem sprawiedliwości w rządzie AWS. To zachęciło do wstąpienia w szeregi PiS niektórych polityków" - zaznaczył.

Według Konarskiego, w wygraniu wyborów w 2005 roku pomogły PiS nieefektywne rządy SLD. "Doszły do tego afery, np. Rywina. To stanowiło siłę napędową kampanii wyborczej PiS" - podkreślił.

W ocenie politologa, rządy PiS w latach 2005-2007 były jednak "porażką". "Rząd miał kilku ewidentnie nieudolnych ministrów, by przypomnieć Annę Fotygę, Krzysztofa Jurgiela czy Jerzego Polaczka. Najbardziej interesującymi osobami w tym rządzie okazały się minister pracy i polityki społecznej Joanna Kluzik-Rostkowska oraz minister rozwoju regionalnego Grażyna Gęsicka" - zaznaczył.

"PiS przegrało wybory w 2007 r. także, dlatego że opinia publiczna po raz kolejny przekonała się o autorytarnym sposobie przywództwa Jarosława Kaczyńskiego. PiS nie miało też namacalnych sukcesów gospodarczych. Nie wykazało się żadnymi istotnymi sukcesami na polu polityki zagranicznej. Byliśmy skłóceni z Rosją przywołując, jako przeciwwagę, pozorowane partnerstwo strategiczne z USA. Do tego doszły afery, np. seksafera czy afera gruntowa oraz negatywne względem PiS nastawienie ze strony mediów. Ich większość tradycyjnie nie była zwolennikami tego ugrupowania" - mówił politolog.

Zwrócił uwagę, że duży wpływ na funkcjonowanie PiS wywarła katastrofa smoleńska z 10 kwietnia 2010 r. "W pierwszej fazie tragedia ta pokazała, że PiS tworzą ludzie, którzy utracili swoich bliskich. Zaczęto patrzeć na PiS jak na partię dotkniętą dramatem. Później zostało to bardzo dobrze wykorzystane w kampanii wyborczej na urząd prezydenta. Jednak powracanie do wykorzystywania tragedii trwa zbyt długo i wywołuje syndrom znużenia ze strony wielu kręgów społecznych" - dodał prof. Konarski.