Uchodźcy domagają się zwolnienia zatrzymanych przez Straż Graniczną

17 grudnia 2009

Uchodźcy, zawróceni ze Zgorzelca przez funkcjonariuszy Straży Granicznej, domagają się zwolnienia wszystkich zatrzymanych przez Straż Graniczną, umożliwienia całej grupie przejazdu do Strasburga w celu złożenia tam petycji, żądają też zmiany kierownictwa ośrodka w podwarszawskim Dębaku - poinformowała w czwartek rzeczniczka urzędu ds. cudzoziemców w MSWiA Ewa Piechota.

Z cudzoziemcami, którzy trafili do ośrodka w Dębaku, w czwartek spotkali się przedstawiciele Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Nadodrzański Oddział Straży Granicznej złoży do sądu w Zgorzelcu (Dolnośląskie) wnioski o aresztowanie 33 Czeczenów i Gruzinów, którzy dwa dni temu wśród innych cudzoziemców usiłowali pociągiem przekroczyć nielegalnie polską granicę.

Jak poinformowała PAP rzeczniczka Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej, Anna Galon, po przesłuchaniu i wylegitymowaniu 158 obcokrajowców, okazało się, że 38 spośród nich jest w Polsce nielegalnie. "Wśród imigrantów są kobiety i dzieci. Te osoby chcemy umieścić w strzeżonym ośrodku, gdzie będą czekać na decyzję sądu o ewentualnej deportacji z kraju" - mówiła Galon.

33 Czeczenów i Gruzinów - z powodu ich zachowania i podejrzeń, że będą starali się uciec z ośrodka, aby nielegalnie przekroczyć granicę - straż chce umieścić w areszcie. Natomiast ci Gruzini i Czeczeni, którzy przebywają w Polsce legalnie i mają tymczasowe dokumenty tożsamości, wrócili do ośrodków pobytowych, gdzie będą nadal czekać na zakończenie procedury uchodźczej.

Ok. 230 uchodźców chciało przedostać się z Polski do Strasburga, by - jak tłumaczyli - zaprotestować tam przeciwko złej sytuacji w ośrodkach w Polsce. 158 osób, w tym 64 dzieci, okupowało we wtorek w Legnicy pociąg relacji Wrocław-Drezno. Gdy cudzoziemcy odmówili opuszczenia pociągu, inni podróżni odjechali transportem zastępczym zorganizowanym przez kolej do Drezna, zaś Czeczeni i Gruzini dojechali do Zgorzelca - ostatniej stacji po polskiej stronie. Ostatecznie po sześciu godzinach negocjacji obcokrajowcy ok. godz. 19 opuścili pociąg i podstawionymi autobusami trafili do placówek SG. Na miejscu rozpoczęto przesłuchanie. W kilkugodzinnym spotkaniu z cudzoziemcami w Dębaku w czwartek uczestniczyli kierująca zespołem kontroli w urzędzie ds. cudzoziemców Małgorzata Tłustochowicz, dyrektor biura organizacji ośrodków Julian Curyła i przedstawicielka biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) Maria Pamuła.

Piechota powiedziała, że cudzoziemcy grożą samobójstwami, jeżeli zatrzymani nie zostaną zwolnieni w ciągu 72 godzin. Ponieważ w trakcie rozpatrywania wniosku o status uchodźcy cudzoziemcom nie wolno opuszczać Polski, zażądali "korytarza komunikacyjnego" i biletów kolejowych pierwszej klasy do Strasburga i z powrotem; domagają się też, by prezydent RP przeprosił naród czeczeński, w przeciwnym razie zapowiadają pikiety. Jak powiedziała Piechota, urząd analizuje informację ze spotkania i postulaty, aby ocenić, co można w tej sprawie zrobić. Zaznaczyła, że decyzje zależą m.in. od Straży Granicznej.

Skargi dotyczyły też spraw proceduralnych, terminów wypłaty świadczeń i dostępu do specjalistycznej opieki medycznej. Nie było natomiast mowy o niedostatecznym dostępie dzieci do edukacji.

Podczas zamkniętego dla mediów spotkania cudzoziemców z przedstawicielami urzędu niektórzy z Czeczenów w rozmowach z dziennikarzami skarżyli się na brutalność strażników granicznych, którzy wyciągali ich z pociągu. Podkreślali, że podróżujący z nimi pasażerowie odnosili się do protestacyjnego wyjazdu do Strasburga ze zrozumieniem.

Po spotkaniu mówili m.in. o sytuacji uchodźców w Radomiu. Narzekali na skromne środki (70 zł kieszonkowego miesięcznie) i wyżywienie.

Tłustochowicz przyznała, że ośrodek w Radomiu należał do najgorzej ocenionych podczas trwającej miesiąc kontroli wszystkich miejsc dla uchodźców. Zaznaczyła jednak, że po listopadowej kontroli w Radomiu wyremontowano łazienki, których stan budził zastrzeżenia.

Według przedstawicieli urzędu podróż do Niemiec i zapowiedź protestu w Strasburgu mogła być zarówno próbą zwrócenia uwagi na problemy, jak też wynikać z zamiaru przedostania się na Zachód lub uniknięcia powrotu do Czeczenii.

Curyła przyznał, że podobnego protestu w takiej formie i na taką skalę dotychczas nie było. Jednak zdaniem Tłustochowicz, nie świadczy to o szczególnej determinacji. Według niej większość uczestników protestu "została wmanewrowana przez osoby, które otrzymały już dwie decyzje negatywne i, wiedząc że nie mają prawa pobytu na terytorium RP i żadnych szans na legalizację", próbują w ten sposób wywrzeć nacisk, by móc pozostać w Polsce.

Jak powiedziała Piechota, uchodźstwo coraz częściej zmienia się w migrację ekonomiczną, "jako powód coraz częściej jest podawana chęć poprawy sytuacji materialnej", motywem bywają też zatargi rodzinne. Przedstawicielka UNHCR, którego biuro opracowało niedawno raport o sytuacji w Czeczenii, powiedziała, że o ile dawniej decyzje w sprawie statusu uchodźcy na pierwszym miejscu stawiały samą narodowość, to obecnie każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Zastrzegła, że nie oznacza to bynajmniej, iż "sytuacja jest stabilna", a jedynie, że biuro wysokiego komisarza do spraw uchodźców "nie odnosi się generalnie do sytuacji w kraju pochodzenia", rozpatrując poszczególne przypadki.


Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.