Iwona Dudzik, Marcin Graczyk: Czy rzeczywiście jest tak, jak mówi Eugeniusz Kłopotek, pana partyjny kolega, że po wybuchu afer hazardowej i stoczniowej jesteście w PSL wkurzeni na premiera?
Waldemar Pawlak: Pan poseł Kłopotek ma swój styl i swój temperament. Sytuacja na pewno jest poważna. Ale z drugiej strony widać, że nie ma możliwości, by jedna osoba czy nawet grupa osób zamieszały w całym państwie. W przypadku ustawy hazardowej tam, gdzie były zachowane procedury, tam nie ma problemu. A tam, gdzie były prywatne rozmowy z biznesmenem w sprawie konkretnych zmian w ustawie, trzeba to piętnować. Lobbing reguluje prawo, są też mechanizmy współpracy z partnerami społecznymi, i to jest właściwa droga. W przypadku stoczni mieliśmy sytuację, gdy na pytanie ministra, czy procedurę przetargową można przerwać, padła odpowiedź urzędnika: nie ma możliwości. To pokazuje, że przy całym zamieszaniu i fajerwerkach z taśmami Polska jest krajem w miarę stabilnym. Reszta należy już do sądu i prokuratora.
W sprawie afery hazardowej publicznie bronił pan swojego zastępcy, wiceministra Adama Szejnfelda, a premier zdecydował się go zdymisjonować. Nie ma pan żalu?
Minister Szejnfeld działał w ramach upoważnień. Można się zastanawiać, czy więcej racji miał on, czy Ministerstwo Finansów. Pan premier poinformował mnie o zamiarze dymisji Adama Szejnfelda.
Ale opozycja mówi: skoro Szejnfeld był niewinny, to czemu premier go wyrzucił?
Pan premier mógł mieć znacznie więcej przesłanek i wiedzy niż ja.
Aleksander Grad powinien zostać zdymisjonowany?
Nie do mnie należy decyzja. Premier sam dobiera sobie współpracowników z PO.
Prawdopodobnie będzie pan przesłuchiwany przez komisję śledczą do wyjaśnienia afery hazardowej.
Od 2007 r. w Ministerstwie Gospodarki sformalizowaliśmy procedury, tak by nie było niejasności. Wtedy wielu narzekało, że za dużo biurokracji, dzisiaj widać, że dzięki temu wszystko jest udokumentowane. Ciekawsze pytanie jest takie, że niektóre dokumenty były pokrętnie wykorzystywane przez innych uczestników procesu legislacyjnego.
Jakie dokumenty i kto chciał wykorzystać?
Najlepiej ujął to Marek Borowski, mówiąc, że jeśli chce się podwyższyć podatki, to trzeba to zrobić, a nie proponować niespotykane w innych krajach wynalazki trudne do zastosowania: inne dla firm, które skupiają się na automatach, inne dla tych, które prowadzą wideoloterie – warto o tym rozmawiać, zamiast zastanawiać się, kto kogo podsłuchuje.
Koalicja jest zagrożona? Jeszcze niedawno mówiło się, że pan i premier Tusk straciliście do siebie zaufanie, że wasze spotkania są odwoływane...
Im trudniejsze czasy, tym bardziej otwarcie musimy w koalicji dyskutować. Teraz mamy sytuację, gdy współpraca koalicyjna będzie obejmowała wiele spraw z zakresu prac Rady Ministrów.
Po tym jak Donald Tusk wystartuje w wyborach prezydenckich, to pan będzie premierem?
To nie wchodzi w grę. To PO wygrała wybory i w oczywisty sposób ta formacja będzie przedstawiała premiera. Gdybyśmy myśleli o innej strukturze rządu, to dopiero po wyborach.
Niektórzy mówią, że przejęcie przez pana odpowiedzialności za rząd scementowałoby koalicję przed zbliżającymi się wyborami.
W tych wyborach porządek szyku został jasno określony przez wyborców. A my szanujemy wybór społeczeństwa. Wcześniejsze wybory są możliwe, jeśli ta formuła się wyczerpie, ale na razie nie ma takich przesłanek...
Czytaj więcej na dziennik.pl.