Prokuratura okręgowa w bułgarskim mieście Płowdiw, która badała, czy nie naruszono prawa podczas próby przekazania dzieci z bułgarsko-polskiego małżeństwa ich matce, obywatelce polskiej, nie stwierdziła naruszeń ze strony egzekutora wyroku sądu ani ze strony policji, która musiała interweniować.

Poinformowała o tym w piątek rzeczniczka prokuratury Daniela Naczewa.

W ubiegłym tygodniu w Asenowgradzie doszło do skandalu po próbie wyegzekwowania decyzji sądu bułgarskiego o przekazaniu dzieci ich matce Barbarze Wasilew. Ojciec dzieci, Todor Wasilew, zwołał media i sprzeciwił się wykonaniu orzeczenia sądu.

Po dramatycznych scenach Polka odzyskała córkę Nikoletę, z którą wyjechała do Polski, a 7-letni Paweł uciekł.

W piątek w wywiadzie dla bułgarskiego radia publicznego chłopiec powiedział, że "chce pozostać w Bułgarii".

"Czuję się dobrze tutaj, nie chcę wyjeżdżać do Polski, ponieważ moja matka pije. Nie kocham jej. Chcę pozostać w Asenowgradzie" - mówił.

Wasilew zarzucił żonie, że ukrywa córkę, nie pozwala na kontakty z nią i nie liczy się z jej wolą. Odmówił jednak wyjawienia, co zamierza zrobić.

Prokuratura płowdiwska nie będzie prowadzić postępowania przeciwko ojcu, mimo że - jak stwierdziła Naczewa - naruszył on prawo. Uznano, że jego działania były podyktowane obawą przed rozstaniem z dziećmi. Według prokuratury takie emocje "nie stwarzają zagrożenia społecznego".

Jednocześnie bułgarskie ministerstwo sprawiedliwości poinformowało, że w Luksemburgu ministrowie sprawiedliwości Bułgarii i Polski, Meglena Taczewa i Andrzej Czuma, uznali, że możliwe jest rozwiązanie sporu między rodzicami na drodze mediacji z udziałem mediatorów z obu państw.

Według Taczewej praktyka taka przynosiła już pozytywne wyniki. Minister wyraziła nadzieję, że Todor Wasilew zgodzi się na jej zastosowanie.