Raz, dwa, trzy, chińskie cło płacisz ty. Wojna handlowa przybiera na sile

Chiny, biznes
Chiny, biznesShutterStock
18 września 2018

Donald Trump publicznie najczęściej strofuje Unię Europejską, ale prawdziwym celem jego handlowej wojny jest Pekin.

Prezydent USA Donald Trump wydaje się gotowy do odpalenia kolejnej salwy w konflikcie z Pekinem. Biały Dom zagroził bowiem, że w najbliższym czasie – być może nawet w tym tygodniu – ogłosi wprowadzenie kolejnych ceł na chińskie towary. W ten sposób do palety produktów obłożonych dodatkowym podatkiem – których import do USA ma wartość 50 mld dol. – latem dołączyłaby kolejna transza o wartości 200 mld dol.

Pekin zagroził, że nowe cła natychmiast spotkają się z odwetem. Problem polega jednak na tym, że Chiny nie mogą grać z USA na zasadzie ząb za ząb, bo nie sprowadzają z USA aż tylu towarów. W ub. roku amerykański eksport do Chin miał wartość 130 mld dol., a w drugą stronę popłynęły towary o wartości 505,5 mld dol. Zatem nawet jeśli Państwo Środka obłoży cłami cały import z USA, to i tak nie wyrówna to działań Amerykanów.

Dlatego Chińczycy prawdopodobnie pójdą w inną stronę – przywracania barier dla zagranicznego biznesu, których i tak nie brakuje. Przykład pierwszy z brzegu: jeśli zagraniczna firma chce otworzyć zakład produkcyjny w Państwie Środka, musi to zrobić do spółki z lokalnym podmiotem. To ograniczyło ekspansję chociażby zagranicznych firm motoryzacyjnych. Z oczywistych względów przedstawiciele amerykańskiego biznesu nie chcieliby, żeby interesy w Chinach załatwiało się jeszcze trudniej niż teraz. Dlatego pomimo wojennej retoryki z Gabinetu Owalnego niektórzy przedstawiciele administracji nalegają na kontynuowanie rozmów z Pekinem. Wśród nich jest sekretarz skarbu Steven Mnuchin, który pod koniec miesiąca ma się spotkać z chińskim wicepremierem Liu He.

Obawiając się dalszej eskalacji, również przedstawiciele biznesu wzięli sprawy w swoje ręce. Wczoraj i w niedzielę w Pekinie odbyła się seria spotkań wyższych rangą menedżerów z takich firm jak Goldman Sachs i Morgan Stanley z przedstawicielami władz Państwa Środka, wśród nich z wiceprezydentem Wang Qishanem, prawą ręką prezydenta Xi Jinpinga. Jak pisze „New York Times”, tematem rozmów były prawdopodobnie ułatwienia dla amerykańskiego biznesu, w tym banków, które Chińczycy mogliby zaproponować jako ustępstwa wobec administracji Trumpa. W organizacji spotkania pomagał były szef chińskiego banku centralnego Zhou Xiaochuan.

To podwójne podejście – z jednej strony groźby nowych ceł, z drugiej rozmowy na niższym szczeblu – może być efektem celowej taktyki negocjacyjnej. Jednak z lektury książki „Fear” (Strach) Boba Woodwarda, opisującej kulisy rządów Trumpa, wiemy, że jest to również pokłosie starć między dwoma frakcjami w Białym Domu. Po jednej stronie w tym sporze stoją globaliści, czyli zwolennicy nieskrępowanej wymiany handlowej, do których zalicza się doradca ekonomiczny prezydenta Larry Kudlow i sekretarz skarbu Steven Mnuchin. Po drugiej – bardziej protekcjonistycznie nastawieni antyglobaliści z doradcą ds. handlu Peterem Navarrą oraz głównym negocjatorem umów handlowych Robertem Lighthizerem.

W „Fear” znajdziemy ustępy świadczące, że konflikt między stronami przyjmował czasem ekstremalne formy. Gary Cohn, były doradca ekonomiczny prezydenta, nakrzyczał podczas jednej z rozmów o handlu międzynarodowym na Navarrę, że ten nigdy nie podpiera swoich argumentów liczbami. – Zamknij się i słuchaj – miał huknąć Cohn – może się czegoś, k…, nauczysz. Z pomocą sekretariatu prezydenta tygodniami blokował też dostęp Navarry do Trumpa.

Chiny grożą, że w ramach działań odwetowych ograniczą obrót strategicznymi dla globalnej gospodarki surowcami. Stany Zjednoczone importują prawie 80 proc. metali ziem rzadkich – pierwiastków potrzebnych m.in. do produkcji elektroniki – właśnie z Państwa Środka. Chińskie firmy zdobyły także ważne przyczółki w Demokratycznej Republice Konga, gdzie produkuje się ponad połowę kobaltu na świecie – metalu potrzebnego do wytwarzania ogniw litowo-jonowych. Pekin ma także innego asa w rękawie. Chiny są największym zagranicznym wierzycielem USA, bo od dawna skupują amerykańskie obligacje (mają ich 1,2 bln dol., ok. 20 proc. tego, co znajduje się w rękach zagranicy). 

Pekin zagroził, że nowe cła od razu spotkają się z odwetem

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.