W poniedziałek w Brukseli Sikorski zaapelował do Steinbach, aby wzięła przykład z prezydenta Niemiec, który choć też urodził się w okupowanej Polsce, nie nazywa siebie wypędzonym. "Czy ludzie, których rodziny przez pokolenia tam mieszkały, chcą być identyfikowani z taką osobą jak pani Steinbach, która przyszła do naszego kraju z Hitlerem i z Hitlerem musiała się z niego wynosić? Która nie była żadną wypędzoną, tylko której rodzina, której tatuś, feldfebel Hermann bodajże, musiał czmychnąć, gdyż zwycięsko nacierała Armia Czerwona i Wojsko Polskie" - powiedział Sikorski.
O te słowa Jarosław Kaczyński pytany był na wtorkowej konferencji prasowej. "Uważam, że zawsze wolno powiedzieć prawdę" - podkreślił. Jak dodał, sama Steinbach wprawdzie nie przybyła do Polski "z Hitlerem", bo się tutaj urodziła, ale jej rodzice tak.
"I to, że ta osoba może w Niemczech funkcjonować jako istotna na scenie politycznej, jest coś wysoce zastanawiające i myśmy tę sprawę stawiali"
"To jest prawda" - zaznaczył. "I to, że ta osoba może w Niemczech funkcjonować jako istotna na scenie politycznej, jest coś wysoce zastanawiające i myśmy tę sprawę stawiali" - dodał.
Prezes PiS zaznaczył jednocześnie, że należy prowadzić twardą politykę zagraniczną i bronić polskich interesów, a nie - już później - kiedy ta miękka polityka przynosi tylko "kwaśne owoce" podnosić rwetes. Według Jarosława Kaczyńskiego działania obecnego rządu w sferze dyplomacji "nie przyniosły Polsce nic".
W poniedziałek Sikorski otrzymał zapewnienie ze strony szefa dyplomacji Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera (SPD), że jego partia nie zaakceptuje Eriki Steinbach jako członka fundacji poświęconej wysiedleniom Niemców. Szef polskiej dyplomacji podziękował kanclerz Niemiec Angeli Merkel i Steinmeierowi za postawę w sprawie Steinbach i "wrażliwość na polskie postulaty". Sikorski przekonywał, że ta decyzja niemieckich władz dowodzi "skuteczności naszej polityki", a "polityka lepszych stosunków zaczyna przynosić lepsze rezultaty".