Blisko sto ofiar śmiertelnych i co najmniej sto osób zaginionych, 750 domów zniszczonych przez ogień oraz 340.000 ha spalonych lasów i buszu to dramatyczny bilans pożarów, które już przeszło dwie doby szaleją na południu Australii.

Podczas gdy w stanie Nowa Południowa Walia strażacy opanowali większość pożarów, nadal toczy się walka przeciwko niszczycielskiemu żywiołowi w 30 miejscach w stanie Wiktoria. Niemal wszystkie śmiertelne ofiary to mieszkańcy regionu Melbourne w tym stanie.

"Kraj przeżywa wielka tragedię" - powiedział dziś premier Australii Kevin Rudd, który wysłał na pomoc strażakom wojsko i policję.

Wstrząsające relacje tych, którzy zdołali uciec przed pożarem

Ci, którzy zdołali uciec przed pożarem, przekazują wstrząsające relacje o sąsiadach, którzy próbowali ucieczki i których dopadło morze ognia.

"Niebo i horyzont zakryły czarne chmury dymu, na tle których odcinały się strasznym pomarańczowym blaskiem nasze płonące domy" - opowiada Maria Jones, która wraz z córeczką zdołała uciec z miejscowości Kinglake pod Melbourne.

W Kinglake, które leży 70 km od Melbourne, zginęło co najmniej 18 osób.

Ogień pochłonął także domy w Marysville, 100 km od Melbourne. Zwłoki ofiar pożarów zwożono dziś z 18 miejscowości i gmin położonych w promieniu 160 km od Melbourne.

Nie jest znana liczba poparzonych i rannych

Nie jest znana liczba poparzonych i rannych. Australijski Czerwony Krzyż przewiduje, że ciężki stan, w jakim znaleziono wielu, zapowiada znaczny wzrost liczby ofiar śmiertelnych. Czerwony Krzyż zorganizował dotąd tymczasowe schronienie dla ponad 3.700 osób, których domy i mienie pochłonął ogień.

Tegoroczne pożary, podsycane przez wiatr, wysoką temperaturę, sięgającą 46 stopni Celsjusza, i utrzymującą się od długiego czasu suszę, są najtragiczniejszymi w historii Australii.

Władze zapowiedziały, że surowo ukarzą podpalaczy, którzy - według nich - przyczynili się do tragedii.