Zmiany w systemie podatkowym wprowadzane od 2019 r. stanowią dziś główną oś sporu na linii rząd – samorząd. I ten podział dało się wyraźnie odczuć w trakcie panelu dyskusyjnego na kongresie w Gdyni.
– W ubiegłym roku samorządowcy twierdzili, że 2021 to będzie przełomowy rok, który może się skończyć dla nich tragicznie. W mojej ocenie ten rok skończył się dość dobrze pod kątem finansowym – ocenił Michał Cieślak, minister w KPRM. Przyznał również, że gdy rząd wprowadza nowe obniżki podatków dla obywateli, rodzi to słuszne obawy samorządów o ich wpływy podatkowe. – My jednak odpowiadamy na te obawy propozycją przygotowania subwencji rozwojowej, która będzie się starała takie ubytki uzupełnić i dodatkowo premiować samorządy, które inwestują – przypomniał minister.
Wiceminister finansów Artur Soboń zwracał uwagę na to, że Polska, podobnie jak inne kraje, doświadcza skutków pandemii, szoku surowcowego (rosnące ceny nośników energii), wojny w Ukrainie i związanych z tym zmian geopolitycznych na świecie. Jednym z efektów jest wysoka inflacja, która nie pozostaje bez wpływu na samorządy. Przypomniał, że odpowiedzią rządu na te kwestie są m.in. zmiany podatkowe, nad którymi pracuje parlament, a które dotyczą choćby obniżki stawki PIT z 17 na 12 proc. – Wpływ tych zmian na budżet państwa jest dużo większy niż na budżety samorządowe. Co nie oznacza, że tego wpływu na te drugie nie ma wcale – przyznał wiceminister i wytłumaczył projektowane zasady rozdziału nowej subwencji rozwojowej. Przede wszystkim będzie dodatkowe zwiększenie subwencji w 2023 r., a pieniądze zostaną rozdzielone pod kątem odnotowanych strat samorządów w ich dochodach z PIT. Z kolei w 2024 r. subwencja (kwota podstawowa) będzie dzielona proporcjonalnie do liczby ludności. Zmiany mają też dotyczyć rządowego Programu Inwestycji Strategicznych, w ramach którego JST mogą wnioskować o dofinansowanie swoich przedsięwzięć. – Wprowadzimy regułę, że raty kredytów, pożyczek i wykup papierów wartościowych związane z realizacją inwestycji objętych programem w terminie nie dłuższym niż 90 dni po otrzymaniu dofinansowania nie będą się wliczać do wskaźnika zadłużenia – poinformował wiceminister Soboń.
Reklama
Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ds. gospodarki, przypomniała, że to, co dotyka samorządowych budżetów, wpływa także na komfort życia mieszkańców. – To sprawia, że możemy w mniejszym stopniu niż do tej pory finansować podstawowe usługi, takie jak komunikacja publiczna czy oświata – wskazała. Stwierdziła też, że do kolejnych korekt systemu podatkowego włodarze podchodzą z pewną ostrożnością, bo zapewnienia rządu, że będzie lepiej, nie sprawdziły się. – Na ten rok nasze wpływy z PIT to 467 mln zł, podczas gdy ubiegłoroczna prognoza wynosiła 499 mln zł, a finalne wykonanie wyniosło 540 mln zł – podliczyła pani wiceprezydent i zwróciła uwagę, że wprowadzona w tym roku polskoładowa zasada, że samorządy otrzymują 12 równych rat z PIT (a nie, jak dotąd, realne wykonanie), działa demotywująco. Przypomniała też, że nieprzypadkowo renomowana agencja ratingowa Fitch w grudniu 2021 r. wpisała 14 polskich miast na listę obserwacyjną ze wskazaniem negatywnym. Jej zdaniem to praktyczny efekt pogorszenia się perspektyw finansowych miast w związku z ostatnimi reformami systemu podatkowego. Jednocześnie pozytywnie odniosła się do zapowiedzi ministra Sobonia co do nowych zasad podziału projektowanej subwencji rozwojowej oraz korekt w Programie Inwestycji Strategicznych.
Prezydent Gliwic Adam Neumann powiedział wprost, że on już praktycznie nie nadąża za reformami podatkowymi, które rząd w ostatnim czasie wdraża lub koryguje. Nie jest też entuzjastycznie nastawiony do pomysłu, by zobowiązania zaciągnięte na poczet inwestycji w ramach Programu Inwestycji Strategicznych wyciągać z reguł zadłużeniowych. – Przecież to prosta droga do upadłości – przestrzegł prezydent.
Grzegorz Kubalski ze Związków Powiatów Polskich zwrócił uwagę na problem struktury finansów JST, które w pierwszej kolejności powinny się opierać na dochodach własnych (np. pochodzących z udziałów JST w PIT). – Kłopot w tym, że po zmianach w systemie podatkowym będziemy mieli do czynienia ze zmianą tej zasady na taką, w której podstawowym źródeł dochodów JST staje się subwencja od rządu – powiedział ekspert ZPP. Taki mechanizm redystrybucji może działać demotywująco na jednostki samorządowe, zwłaszcza gdy jedne gminy są większym beneficjentem rządowych decyzji niż pozostałe. – Albo stawiamy na samorządność, albo na równość. Nie da się postawić jednocześnie na obie te cechy, bo istotą samorządności jest oddanie zarządzania sprawami publicznymi w ręce samych mieszkańców – przekonywał Kubalski.
Punkt widzenia samorządowców podziela Krzysztof Koman, prezes zarządu CentroPolis. – Widzimy od kilku lat, że zmierzamy w stronę klientelizmu. To nie jest tak, że te projekty rządowe, subwencje są jasne, przejrzyste, czytelne i konkurencyjne. Decyduje to, który samorządowiec ma lepszy dostęp do ucha polityka obozu rządzącego. To nie jest wyrównywanie szans – stwierdził prezes Koman, który nazywa to zjawisko wprost: psuciem państwa.
Na koniec debaty padła bardzo istotna dla samorządowców deklaracja ze strony wiceministra Artura Sobonia. Dotyczy ona podatku ryczałtowego, który staje się coraz bardziej popularną formą rozliczeń przedsiębiorców, a w którym samorządy nie mają zapewnionych udziałów (wszystkie wpływy trafiają do budżetu państwa). – W przyszłym roku chcemy dokonać pewnej analizy i być może od 2024 r. włączyć również samorządy w dochody z ryczałtu – zapowiedział minister. ©℗