To po pierwsze nadal rosnąca inflacja, ogólna drożyzna w sklepach i związane z tym frustracje zwłaszcza w słabiej sytuowanej części społeczeństwa (a więc w naturalnym elektoracie PiS). Po drugie wynikające z tego dalsze podwyżki stóp procentowych i pogłębiające się problemy rodzin ze spłatą kredytów – a wakacje od odsetek kiedyś się skończą. Po trzecie eksplozja cen nośników energii, prawdopodobny deficyt węgla, ubóstwo energetyczne i istny szok, który wielu obywateli przeżyje w nadchodzącym sezonie grzewczym. Po czwarte poczucie zagrożenia związane z agresywną polityką Kremla, przebiegiem wojny napastniczej Rosji przeciwko Ukrainie i ewentualnie dalszymi nieprzyjaznymi sygnałami z Moskwy sugerującymi możliwe przyszłe ataki na nasz kraj. Po piąte wielce prawdopodobna kolejna fala pandemii, która może przywrócić pamięć o chaotycznej polityce obostrzeń. W końcu niebagatelnego znaczenia ponownie nabierze konflikt o praworządność z UE, ponieważ tym razem przyjdzie on pod postacią dalszego odwlekania wypłat środków z KPO, przez co będzie przede wszystkim ogniwem ostrego konfliktu w poprzek obozu władzy i przyspieszy w jego łonie procesy dezintegracyjne typowe dla schyłkowych okresów funkcjonowania ekip rządzących, które tracą w sondażach.

W obliczu nadchodzącej klęski