W każdym kraju bogatym nadal są oczywiście miliony mężczyzn i kobiet utrzymujących się z pracy zawodowej, najczęściej fizycznej, ale zmieniło się ich postrzeganie. Kiedyś widziano w nich zbiorowość, co niosło za sobą poważne konsekwencje. Trudniej było „kwestię robotniczą” zignorować. Politycy, media czy opiniotwórczy komentatorzy nie mogli przed nią tak po prostu uciec. Musieli zająć stanowisko. Musieli się odnieść.
A dziś? Dziś kwestia robotnicza została rozłupana na kawałki. Zajmujemy się więc konkretnymi drobinkami. Deficytami mieszkaniowymi, wykluczeniem cyfrowym, ubóstwem energetycznym, prekariatem, zapaścią usług publicznych, nowymi formami pracy niewolniczej, napięciami na tle rasowym, kryzysem szkolnictwa powszechnego itd. Ale to rozłupanie też ma swoje ważne konsekwencje. Sprawia, że społeczeństwo ma wymówkę: przecież nie zostawia nikogo bez należytej atencji i opieki. Tyle że bez całościowego podejścia nie da się znaleźć politycznych rozwiązań, które przyniosą realną zmianę w położeniu całej klasy.