Nalaskowski jest jednym z tych zasłużonych pedagogów, takich szkolnych wariatów, którzy dodają skostniałemu systemowi ognia twórczego zaangażowania. Na dodatek wariatem konserwatywnym, około prawicowym, inteligentnym i wrażliwym na potrzeby człowieka – a mówiąc uczciwie, w tak skrojonym zbiorze tłoku nie ma. Niestety, udział w walce niejednemu już sprymitywizował ogląd świata. Rezultat: odruch stadny. Kiedy „naszego” atakują „tamci”, wyciągamy siekierę i bronimy naszych, naprzód, chłopaki! A bronić trzeba wartości, nie zaś obozu. Grzech podręcznika do HiT-u jest zupełnie oczywisty dla wszystkich, którzy chcą dobrej szkoły. Nie ma on otwierać umysłów ani nie ma ukazywać kontrowersji, które budzi interpretacja ostatnich dziesięcioleci – on jedynie słuszną interpretację podaje. Ma uczyć odpierania kłamliwych tzw. narracji lewicowo-liberalnych, no, niestety, niestety, obecnych także w polskojęzycznych mediach etc., etc. Krótko mówiąc, szkoła opowie się po tej stronie polskich sporów, która wygrała wybory, areszcie pokaże gest Kozakiewicza.
Młodsi nie uwierzą, ale w pierwszych dekadach wolnej Polski na prawicy znajdowały schronienie poglądy i postawy nonkonformistyczne. Płaciliśmy (tak, tak, „my” użyte nieprzypadkowo) cenę tej otwartości. Po pierwsze nonkonformiści często odrzuceni poza główny nurt mieli kuku na muniu; nie każdy idący pod prąd to wyrastający ponad zagubiony tłum mędrzec. Po drugie szło się z taczką pod górkę poglądów utrwalanych przez największe media i wpływowe fundacje, szło z opinią oszołomów, prawdopodobnie antysemitów i zwolenników przemocy domowej. Cena wysoka, ale w zamian uratowaliśmy pluralizm opinii i stworzyliśmy przestrzeń dla postaw konserwatywnych, katolickich, tradycyjnych. I tak ratując i trwając wbrew przeciwnościom, doprowadziliśmy do tego, że obrońcy pluralizmu i samodzielności intelektualnej uciekają dziś od polskiej prawicy. Jak diabeł od święconej wody!