Wyobraźmy sobie, pisze naukowiec, że jest koncern, który posiada wiele fabryk, ale wtem jeden z konkurentów wynajmuje zbirów, którzy zaczynają niszczyć te zakłady. Czy przedsiębiorstwo nie ma prawa domagać się zadośćuczynienia za bandyckie zachowanie? A teraz w miejsce koncernu postawmy państwo, a w miejsce fabryk gospodarkę kraju produkującą przeróżne dobra czy usługi, a w konsekwencji także dostatek obywateli. Wtedy jednak przychodzi agresja, która to wszystko niszczy. Utracone bogactwo można na potrzeby naszego rachunku oszacować jako utracony w wyniku wojny PKB. Taką właśnie technikę liczenia rachunku za wojnę przyjął Tsyrennikov.
Ekonomista przypomina, że wiarygodnego wyliczenia nie można rozpoczynać dopiero od agresji z 24 lutego. Bo wojna zaczęła się wcześniej – już w 2014 r., gdy po rewolucji na Majdanie Rosja odpowiedziała aneksją Krymu i wysłała wojska do Donbasu. To właśnie do tego momentu należy się cofnąć przy szacowaniu ekonomicznych kosztów obecnej inwazji.