Reklama
W sprawie pandemii mogliśmy przyjąć model, że walką o zdrowie Polaków kieruje współczesna święta inkwizycja – Rada Medyczna, której ramieniem świeckim jest minister zdrowia, rząd zaś co najwyżej nieco koryguje postanowienia szczególnie trudne politycznie. Przyjęliśmy inny, w czym nie ma nic złego, bo rządzenie państwem przez polityków jest demokratycznym standardem, a nie wynaturzeniem.
W modelu rozproszonego zarządzania łatwiej byłoby o współdziałanie z opozycją, łatwiej byłoby też tłumaczyć się z podjętych wspólnie ze światem nauki kroków. Model „premier rządzi, a premierem rządzi wicepremier – prezes” ma zalety, lecz także wady. Bo co zrobi rząd dobrze, to dobrze, ale co zrobi źle, to zrobił on – i on jest winny. Naród, również ten pisowski, ma prawo usłyszeć od opozycji wspólny i jasny plan osłabienia budzących niepokój skutków covidowej polityki rządu Jarosława Kaczyńskiego.
Nie bądźmy hipokrytami. Portugalia ma inną filozofię rządowej walki z COVID-19 – i prawie 90 proc. zaszczepionych (bez obowiązku) – niemniej liczba zachorowań szybuje pod niebo (liczba umierających jest za to bardzo niska). Wielka Brytania zarządzała wojną tak bardziej po polsku, klęska wisiała na włosku, a jakoś Brytyjczycy mają teraz z górki. Wcale nie wiemy, czy lepiej radzilibyśmy sobie z zakrętami pandemicznej historii, gdyby premierem był Władysław Kosiniak -Kamysz, a ministrem zdrowia Donald Tusk.
Z punktu widzenia ochrony zdrowia trudno wskazać szczególnie oczywistą metodę dowodzenia albo przekonujący dowód kompetencji partii opozycyjnych w tej sprawie. Z punktu widzenia walki politycznej mamy za to w Polsce sytuację jasną: rząd rządzi, rząd walczy, ale Omikron wygrywa. Gdyby opozycja też chciała wygrać, musi w tej akurat sprawie mieć wspólny pogląd i wspólną, powtarzaną jak mantrę, receptę. ©℗