Donald Trump jeszcze w czasie pierwszej kampanii prezydenckiej powiedział, że mógłby zastrzelić kogoś na środku Piątej Alei w Nowym Jorku, a i tak nie straciłby poparcia swoich wyborców. Można zaryzykować twierdzenie, że miał rację. Jarosław Kaczyński – zastąpiwszy nowojorską arterię warszawską Marszałkowską – mógłby powiedzieć to samo.
W przypadku Trumpa kolejne skandaliczne wypowiedzi, kontrowersyjne projekty ustaw, podejrzenia korupcji czy nieprzyzwoite zachowania nie tylko nie odbierały mu poparcia, lecz przysparzały nowych sympatyków. W przegranych wyborach w 2020 r. ustępujący prezydent zdobył o ponad 11 mln głosów więcej niż cztery latach wcześniej. Dziś nadal zachowuje potężne polityczne wpływy i szanse na drugą prezydenturę. Jak to możliwe? Amerykańscy dziennikarze i publicyści długo szukali jednego decydującego czynnika. Świętego Graala, który pozwoliłby zrozumieć fenomen politycznej wyporności Trumpa. Media w Polsce w tym samym czasie zadawały te same pytania o PiS i Jarosława Kaczyńskiego.