Reklama
Według sondażu z początku roku przywódczyni Zjednoczenia Narodowego (dawnego Frontu Narodowego) Marine Le Pen wygrywa pierwszą turę przewidzianych na kwiecień 2022 r. wyborów prezydenckich z wynikiem 26–27 proc., a urzędujący prezydent Emmanuel Macron uzyskuje 23–24 proc. Mówiło się nawet, że przywódczyni skrajnej prawicy może wygrać drugą turę. Urzędującemu prezydentowi od początku pandemii brakowało oddechu. Krytykowany za parcie do niechcianej przez społeczeństwo reformy emerytalnej, podwyżkę podatku paliwowego (co stało się punktem zapalnym do protestów „żółtych kamizelek” w 2018 r.), a potem za złe zarządzanie pierwszą fazą kryzysu zdrowotnego, wypowiedzi członków rządu, że maski nie chronią przed zakażeniem, ponieważ tygodniami nie były dostępne na rynku, oraz za opóźnioną kampanię szczepień przeciwko koronawirusowi prezydent potrzebował impulsu. Do tego brutalne zamachy – atak na bazylikę w Nicei oraz obcięcie głowy nauczycielowi spod Paryża – ożywiły we francuskim społeczeństwie debatę na temat zagrożenia terrorystycznego i roli religii w sferze publicznej. Nawet Francuzi o umiarkowanych poglądach nie wykluczali głosowania na liderkę skrajnej prawicy, bo „ona jeszcze nie rządziła” i „gorzej być nie może”.
Pojawienie się Érica Zemmoura jako potencjalnego kandydata w wyborach dało prezydentowi Macronowi ten potrzebny oddech, ponieważ osłabiło Le Pen, a prezydent mógł się skoncentrować na tym, co najbardziej lubi, czyli na polityce międzynarodowej oraz wielkich przemówieniach.
Ulubiony faszysta mediów
Marine Le Pen nigdy nie była pupilką mediów. Przez lata zapraszanie jej na wywiady było w złym guście. Tymczasem prawicowy publicysta Zemmour, mimo iż uważany przez polityków lewicy i lewicowe media za faszystę, od lat miał własny program w popularnej stacji informacyjnej CNews i kolumny w konserwatywnym dzienniku „Le Figaro”. Teraz prawie nie wychodzi z telewizyjnych studiów. Choć jeszcze oficjalnie nie ogłosił, że kandyduje w wyborach, jego kampania jest relacjonowana przez wszystkie gazety. Kanały TV, gdzie miał własne programy, pro forma wypowiedziały mu umowy, aby nie robić mu dodatkowej darmowej promocji. Proprezydencka stacja informacyjna BFM TV codziennie pokazuje Zemmoura, a jego debatę w tej stacji z lwem lewicy Jean-Lukiem Mélenchonem oglądało ponad 3,5 mln widzów.
Niemal każde wydanie wiadomości zaczyna się i kończy Zemmourem: a to w mekce surferów, nadmorskiej miejscowości Biarritz, a to w podparyskim Saint-Denis. Ukłon w stronę robotników i mieszkańców małych miejscowości, którzy tradycyjnie głosują na Marine Le Pen, nie przychodzi Zemmourowi łatwo. Gołym okiem widać, że należy do innej klasy. „Walczę o biednych!” – wykrzykiwał Zemmour na ulicach biednego podparyskiego przedmieścia w odpowiedzi lewicy, która oskarża go o bycie „przyjacielem burżuazji”. Cytował nawet ojca francuskiego socjalizmu Jeana Jaurèsa mówiącego, że „naród jest jedynym dobrem biednych”. Od początku września publicysta powtarza, że chce pogodzić warstwy ludowe z „patriotyczną częścią burżuazji”. Połączyć mają je tematy tożsamości i imigracji.
Dosadność i radykalizm pozwoliły Zemmourowi dokonać bezprecedensowego przełomu w sondażach opinii. Według Ifop „nadal niekandydat” w ciągu niespełna półtora miesiąca doszedł do 17-proc. poparcia (wcześniej 7 proc.).
Ulubiony konik wyznającego teorię „wielkiego zastąpienia” polemisty to islam. Zemmour pouczył niedawno kobietę o imieniu Rachida, że we Francji powinna zachowywać się jak Francuzka i nie epatować symbolem religijnym, jakim według niego jest chusta, która go „szokuje”. „Widzę tylko materiał, który masz na głowie, ponieważ to wszystko, co pokazujesz. Sekularyzm to obowiązek dyskrecji. To znaczy, że na ulicy jestem Francuzem, a nie muzułmaninem” – powiedział. Aby udowodnić, że noszenie chusty jest jej wolnym wyborem, rozmówczyni zdjęła ją, stawiając warunek, że on zdejmie krawat – symbol klasy wyższej, do której przynależność miał według niej podkreślać Zemmour. Po swoim wystąpieniu przed kamerami Rachida została znieważona w mediach społecznościowych i oskarżona o bycie „fałszywą muzułmanką” wynajętą przez kanał informacyjny.
– Nie rozumiem, dlaczego Zemmour jest bez przerwy w naszej stacji, to my, media, go wypromowaliśmy, to my odpowiadamy za to, że kolejny polityk skrajnej prawicy znalazł się na drugim miejscu w kolejnym już sondażu wyborczym, tuż za Macronem – mówi proszący o anonimowość dziennikarz stacji BFM TV.
W telewizji praktycznie nie pojawiają się inni kandydaci prawicy, jak szef regionu Hauts-de-France Xavier Bertrand, były negocjator ds. brexitu Michel Barnier czy szefowa regionu Ile-de-France Valérie Pécresse, którzy ubiegają się o poparcie opozycyjnej partii Republikanie w grudniowych prawyborach. Oczywiście wszędzie pełno natomiast podróżującego Macrona, który również nie ogłosił oficjalnie startu w wyborach, ale pokazywany jest nieustannie z uwagi na pełnioną funkcję i wypowiada się na temat kolejnych planów odbudowy gospodarki i wielkich inwestycji w energetykę, robotykę czy przemysł.
Migrant nienawidzi migrantów
Urodzony w 1958 r. Zemmour pochodzi z żydowskiej rodziny, która podczas wojny w Algierii uciekła do Francji. Polemista celebryta dzieciństwo spędził w podparyskim Drancy. Jest synem kierowcy karetki i niepracującej matki. Publicysta często podkreśla, że podziwia swoją matkę i babcię, a ponieważ jego ojciec był często nieobecny, „został ukształtowany przez kobiety”. Zdarzają mu się jednak wypowiedzi seksistowskie, np. że kobiety istnieją w polityce „przez łóżko”.
Ukończył szanowany Instytut Nauk Politycznych w Paryżu, dwukrotnie jednak nie dostał się do prestiżowej kuźni elit francuskich – Wyższej Szkoły Administracji Publicznej (ENA), która otwierała wszystkie drzwi do kariery w polityce czy biznesie. A która obecnie jest w trakcie likwidacji przez obiecującego zmniejszanie przepaści między absolwentami ENA i wykształconymi w innych szkołach prezydenta.
Zemmour przez lata pracował w mediach, m.in. w dzienniku „Le Figaro”, był stałym komentatorem w popularnych programach, potem sam je prowadził i wygłaszał felietony radiowe. Czy mówił o premierach kinowych, czy o polityce, z założenia nie podobało mu się nic. Wzbudzał niechęć, ale jednocześnie zawsze podnosił (i nadal podnosi) oglądalność.
Jest autorem wielu książek, m.in. rozchwytywanej w ostatnim czasie „Francja nie powiedziała swojego ostatniego słowa” czy „Premier Sexe” („Pierwsza płeć” – przewrotne nawiązanie do „Drugiej płci” Simone de Beauvoir), „Francuska melancholia” oraz „Francuskie samobójstwo”.
Zemmour otwarcie narusza francuskie tabu „fraternité”, mówiące o pokojowym i szczęśliwym współistnieniu obywateli V Republiki niezależnie od ich rasy i pochodzenia. Publicysta domaga się deportacji muzułmanów – przestępców, którzy, jak podkreśla, cytując statystyki, są „nadreprezentowani” w więzieniach, do ich krajów pochodzenia. Żąda drastycznego ograniczenia migracji. Mediom i politykom zarzuca hipokryzję i polityczną poprawność prowadzącą do upadku narodu i tradycyjnych wartości na rzecz „utopijnego lewackiego progresizmu”, jak sam określa współczesne rządy we Francji i Unię Europejską – w przeciwieństwie do Rosji, która jego zdaniem zachowuje „tradycyjny, zdrowy model społeczny”. Był wielokrotnie ścigany przez wymiar sprawiedliwości. W 2011 r. został skazany za podżeganie do dyskryminacji rasowej, a w 2018 r. do nienawiści wobec muzułmanów.
Dwa tygodnie temu sam pozwał magazyn „Paris Match” za okładkę, na której opublikowano niejednoznaczne zdjęcie Zemmoura kąpiącego się w morzu ze swoją szefową kampanii, 28-letnią Sarah Knafo. Jak pisze magazyn, żonatego Zemmoura „łączą z nią bardzo bliskie relacje”. Knafo to wysoka funkcjonariuszka publiczna (od ukończenia ENA pracuje w Trybunale Obrachunkowym) oraz gwiazda francuskiego PR-u i marketingu politycznego z szerokimi kontaktami w środowisku polityków. Sarah, podobnie jak Zemmour, ma żydowsko-algierskie korzenie i – jak komentują media – wielkie ambicje. Proces o zniesławienie ma ruszyć w styczniu 2022 r.
Niebezpieczne miraże
Jak podkreślają komentatorzy, Zemmour chce przyciągnąć elektorat prawicy, co oczywiste, ale uderza również do wielu sfrustrowanych grup i środowisk, często o zupełnie przeciwstawnych poglądach, np. lewicowo-anarchistycznego ruchu „żółtych kamizelek” czy katolików przeciwnych aborcji, in vitro, małżeństwom jednopłciowym i manipulacjom genetycznym z „Manif pour tous”. Sam opowiada się jednak za aborcją jako „fundamentalnym prawem człowieka” oraz za państwem laickim.
Często podważa również rolę Vichy w deportacji Żydów do obozów śmierci. Opierając się na kontrowersyjnych tezach badaczy z lat 50., dowodzi, że reżim zawarł „pakt z diabłem”, aby „poświęcić zagranicznych Żydów, by ratować Żydów francuskich”.
Pojednanie Polski z Rosją
Zemmour wypowiada się natomiast z uznaniem o Polakach, polskiej historii i naszym konserwatywnym rządzie. W połowie października jako pierwszy z francuskich polityków skomentował werdykt Trybunału Konstytucyjnego mówiący o wyższości Konstytucji RP nad prawodawstwem europejskim. Opublikował manifest, w którym stwierdza, że rozumie polski TK i wspiera Polaków, a Komisja Europejska przekracza swoje uprawnienia. „Te groźby stanowią poważny atak na wolność polityczną w tym kraju. Stawiając polską konstytucję ponad prawem europejskim, polski Trybunał Konstytucyjny korzysta jedynie z przysługujących mu uprawnień” – napisał. Stwierdził przy okazji, że Francuzi muszą wyciągnąć wnioski na temat „federalistycznego zamachu stanu”, który odbywa się w Brukseli przy milczącym poparciu rządu Francji, która musi odmówić próbom narzucania jej przez obce jurysdykcje swojej polityki i ideologii.
Zemmour jest również wielkim fanem Rosji i prezydenta Władimira Putina, którego często chwali publicznie za siłę, męski wizerunek oraz utrzymywanie porządku w państwie. W mediach społecznościowych i swoich programach telewizyjnych publicysta podkreślał, że Francja powinna pełnić rodzaj pomostu i rozjemcy pomiędzy Polską a Rosją, które powinny się pojednać.
Zemmour otwarcie narusza francuskie tabu „fraternité”, mówiące o pokojowym i szczęśliwym współistnieniu obywateli V Republiki. Publicysta domaga się deportacji muzułmanów – przestępców. A mediom i politykom zarzuca hipokryzję i polityczną poprawność prowadzącą do upadku tradycyjnych wartości na rzecz „utopijnego lewackiego progresizmu”, jak określa rządy we Francji i UE – w przeciwieństwie do Rosji, która jego zdaniem zachowuje „tradycyjny, zdrowy model społeczny”