Premier Mateusz Morawiecki wypadł w Strasburgu poważniej oraz bardziej rzeczowo niż zastęp atakujących go europosłów. Jego główny argument – że prawo Unii Europejskiej jest nadrzędne wobec krajowego tylko w granicach przyznanych traktatami kompetencji – brzmiał przekonująco. Podobnie jak wyrażana obawa, że tych kompetencji nie powinien arbitralnie rozszerzać Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zaś regułą powinien być pluralizm konstytucyjny, dopuszczający w państwach Wspólnoty różne rozwiązania ustrojowe.
Ile Unii, ile Polski