Proszę, niby uznany artysta, niby duch wolny, a jednak wp… się w robotę, którą inni gardzą. A najważniejsze, że odważnie poszedł w zapowiedzi reperowania Rzeczypospolitej tak, by nie pozostawała folwarkiem kilku partyjnych elit, i był to szczery głos serca. Potem zaczęła się kariera polityczna. Ja zaś, dość wygodnie umoszczony w fotelu obserwatora, zacząłem odliczanie. Bo było jasne, że głos serca zagłuszony zostanie chrobotem automatu, bo przecież taka jest polityka, a nie inna. Każdy wcześniej czy później podobnie kończy w tym fachu (pamiętacie, ile szczerego uroku miał kiedyś Tusk?). Pasjonujące pytanie brzmiało: kiedy?
Przyznam – trzymał się długo ten potomek Sarmatów, niczym Hobbit zaskakująco odporny na działanie pierścienia. W końcu padł. Jak każdy zniszczony znajduje wytłumaczenie i wyjaśnienie, chociaż tłumaczenia Golluma nie są nikomu potrzebne, skoro sprawa jest jasna, a Gollum budzi odrazę, chociażby recytował „Odę do młodości”. Wolnościowiec Kukiz podnoszący rękę na wrogą rządowi telewizję to sam w sobie widok przykry. Inteligentny wolnościowiec Kukiz, który wypowiada wiele sylab na temat dobrych skutków „polonizacji mediów”, to widok żałośnie przykry, zwłaszcza kiedy Kukiz sam siebie cytuje (okazuje się, że TVN24 bardzo mu się nie podobał już w 2015 r.; bardzo ciekawe). Panie Pawle, nie ma żadnej „repolonizacji”, jest powiększanie realnych uprawnień głupiego rządu kosztem niezależnego od rządu medium. Przegrał pan walkę o szlachetność własną i politycznego świata i tak mówiąc prawdę, musiał pan przegrać, ten serial nie zna innego scenariusza. Tylko szkoda, że ostatni odcinek był, k…a, taki kiepski. ©℗