Reklama
Z Adamem Bielanem rozmawiają Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak
Chciał pan podłożyć nogę Jarosławowi Gowinowi, ale czy nie podłożył pan jej całej Zjednoczonej Prawicy?
Sytuacja w Porozumieniu jest wynikiem wieloletnich zaniedbań poprzedniego kierownictwa, byłego prezesa Jarosława Gowina, który od lat nie zwołał kongresu i nie poddał się demokratycznej weryfikacji partii. Krajowy sąd koleżeński, który rozpatrywał skargę w tej sprawie, nie miał innego wyjścia i musiał wygasić kadencję byłego prezesa. Nasze przepisy są w tej sprawie jednoznaczne.
Rząd narzeka, że nie może sprawnie działać i nie wie, co zrobić z wchodzącymi w jego skład politykami Porozumienia, którym Jarosław Gowin wycofał partyjną rekomendację. PiS nie wie, kto przyjdzie na kolejną radę koalicji. A ziobryści patrzą z boku i zacierają ręce.

Reklama
Skutki bałaganu, które narastały od wielu miesięcy, są w naszej partii jeszcze większe. Mamy już odrzucone przez PKW sprawozdanie finansowe i piętrowe problemy formalne. Teraz najważniejsze jest, by uporządkować sytuację wewnętrzną i przygotować partię do demokratycznych wyborów podczas kongresu.
Tylko którą? Bo na dziś mamy jakby dwie partie pod tą samą nazwą.
Jest jedno Porozumienie. Jarosława Gowina po raz ostatni wybrano na trzyletnią kadencję 26 kwietnia 2015 r. Wszystkich obowiązuje to samo prawo, nawet prezesa partii. Z wyrokami sądów można się nie zgadzać, ale trzeba je szanować. A wyrok sądu koleżeńskiego partii Porozumienie jest jednoznaczny – 4 lutego wygaszono kadencję Jarosława Gowina, wobec czego, zgodnie z par. 29 ust. 2 naszego statutu, jego obowiązki przejmuje przewodniczący konwencji krajowej.
Znamy już te argumenty i całą serię kontrargumentów, a także opinii prawnych, które przytaczają stronnicy Jarosława Gowina. Twierdzą np., że punkt w statucie partii, na który się pan powołuje, nie dotyczy tego przypadku.
Jarosław Gowin i jego stronnicy od dwóch tygodni cały czas zmieniają linię obrony. Najpierw twierdzili, że Gowin został wybrany na kongresie w 2017 r. przez… aklamację. Przypomnę, że wszystkie głosowania personalne w naszej partii są tajne. Potem publicznie zaświadczali, że pamiętają głosowanie w tej sprawie, ale nie potrafili przedstawić w tej sprawie żadnego dowodu. Gdy został ujawniony stenogram z kongresu dobitnie dowodzący, że mijają się z prawdą, przeszli do agresywnych ataków personalnych, żeby uciec od niewygodnego tematu. Podstawą demokracji parlamentarnej są partie wybierające swoje władze w demokratyczny sposób. Jeśli uznać, że Gowin mógł sobie bezprawnie, bez wyborów „wydłużyć kadencję” o trzy lata, to co przeszkodziłoby w przyszłości innym liderom partyjnym rządzić w swoich ugrupowaniach dożywotnio bez żadnego demokratycznego mandatu? To byłby szalenie groźny precedens! Powtarzam, nasz statut jest jednoznaczny – w przypadku niemożności pełnienia funkcji przez prezesa obowiązki przejmuje przewodniczący konwencji krajowej.
Wspominał pan publicznie, że zaczęliście wertować partyjne papiery i że sami byliście zaskoczeni, co z nich wynikło. Ale co was skłoniło, żeby w ogóle zacząć wertować?
Wielomiesięczny spór kompetencyjny, który rozpoczął bezprawne działania prezesa Gowina. Prezesa, który przegrał ważne głosowanie w sprawie wyboru drugiego reprezentanta Porozumienia w Radzie Ministrów (po rekonstrukcji rządu Porozumienie i Solidarna Polska oddelegowały do KPRM po jednym ministrze – red.). W tajnym głosowaniu wygrał Michał Cieślak. W konsekwencji Gowin w październiku postanowił napompować zarząd i prezydium Porozumienia własnymi ludźmi, mimo że statut nie zezwala na rozszerzanie składu władz pomiędzy kongresami. W dodatku Gowin zrobił to en bloc w głosowaniu jawnym, choć głosowania o charakterze personalnym powinny być tajne. Sąd koleżeński nie miał innego wyjścia niż unieważnić te uchwały. W reakcji Jarosław Gowin – znów nielegalnie – zaczął wyrzucać członków sądu koleżeńskiego. Tak więc spór kompetencyjny narastał. A członkowie sądu koleżeńskiego w końcu odkryli wstydliwą tajemnicę Jarosława Gowina: że od prawie trzech lat formalnie nie jest już liderem własnego ugrupowania.
Mimo to większość posłów Porozumienia stoi dziś za nim, a nie za panem.
Na ostatnim kongresie partii uzyskałem ponad 90 proc. poparcia w wyborach na przewodniczącego konwencji krajowej. Jarosław Gowin w tych wyborach nie stawał.
Pan mówi o partii, a my o szablach w Sejmie.
Oczywiście, że szable sejmowe są ważne, ale najważniejsze są przepisy prawa. I jestem pewien, że większość z naszych posłów zdaje sobie doskonale z tego sprawę. Analogicznie moglibyśmy powiedzieć, że w ubiegłym roku, gdy toczyliśmy spór o wybory prezydenckie, można było bez zmiany konstytucji i jakiegokolwiek głosowania przedłużyć kadencję Andrzeja Dudy o kolejne pięć lat. W takiej sytuacji Sąd Najwyższy by interweniował, wygasił kadencję głowy państwa, a jej obowiązki przejąłby marszałek Sejmu. Identycznie w naszej partii: Jarosław Gowin wydłużył sobie bez wyborów kadencję o trzy lata, sąd koleżeński wygasił jego kadencję i powierzył jego obowiązki do czasu kongresu przewodniczącemu konwencji krajowej.
Dla zewnętrznego obserwatora liczą się efekty polityczne. A są one takie, że Zjednoczona Prawica jako całość stała się niestabilna.
Statut naszej partii jest jasny, stąd agresja i nielegalne próby wyrzucania ludzi przez Jarosława Gowina i jego stronników. My nikogo nie zamierzamy wyrzucać, bo to samobójcza polityka partii, która przeżywa takie kłopoty. Mimo że wielu polityków szkodzi w ostatnich dniach naszej partii, prosiłem kolegów, byśmy do kolejnego kongresu radykalnych decyzji personalnych nie podejmowali. Natomiast powtarzam, że każdy członek ugrupowania, także prezes – szczególnie że był wcześniej ministrem sprawiedliwości – musi przestrzegać prawa. Jarosław Gowin nie ma demokratycznego mandatu, by dalej pełnić funkcję prezesa. Oczywiście w tle toczy się również dyskusja na temat przyszłości partii i kierunku, w którym powinna podążać. Zaczęła się wiosną 2020 r., gdy Jarosław Gowin – bez konsultacji z ciałami statutowymi Porozumienia – próbował nas wyprowadzić ze Zjednoczonej Prawicy.
Chodzi o te słynne konsultacje z opozycją, która chciała go zrobić premierem lub marszałkiem Sejmu?
On wtedy próbował budować nową większość w parlamencie. Przecież szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz i Włodzimierz Czarzasty z Lewicy przyznali publicznie, że toczyły się wówczas rozmowy z Jarosławem Gowinem na temat zmiany marszałka. Były to działania pozastatutowe, bo prezes Porozumienia nie ma uprawnień, aby robić to samodzielnie. Tak więc oprócz bałaganu formalnego, który Jarosław Gowin zostawił, mamy również spór o przyszłość Porozumienia.
A jak ją pan widzi? Porozumienie zacznie dryfować w kierunku centrum czy zostanie po prawej stronie?
Zrobię wszystko, by do dryfowania nie doszło. Kongres naszej partii przygniatającą większością głosów zdecydował, że będziemy w Zjednoczonej Prawicy. Jeśli Gowin chce nas z niej wyprowadzić, to powinien zacząć o tym mówić otwarcie, a nie – jak ujawnił poseł Kamil Bortniczuk – gdzieś po kątach składać posłom propozycje startu z list PSL-u. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem koncepcji Gowina dotyczącej budowy nowego centrum z Kosiniakiem-Kamyszem, Schetyną czy Hołownią. Ci politycy nieprzypadkowo w tym samym czasie zgłosili propozycję zorganizowania referendum w sprawie aborcji – propozycję, którą od lat 90. zgłaszała zawsze lewica. Gowin w wywiadzie dla portalu gazeta.pl powiedział, że w ciągu tygodnia zmienił zdanie i taką inicjatywę również zgłasza. Tego rodzaju nowe centrum nigdy nie będzie miało samodzielnej większości w Polsce i będzie musiało zbudować z kimś koalicję. A biorąc pod uwagę sympatie tych polityków, będzie to koalicja z lewicą. Wyprowadzając Porozumienie ze Zjednoczonej Prawicy, ci politycy prowadziliby nas w tę stronę.
Może to jest prawdziwy powód waszej partyjnej wolty, a naruszenie statutu posłużyło wyłącznie za pretekst do usunięcia Gowina?
Nie, to są dwie różne płaszczyzny. Z jednej strony Jarosław Gowin nie jest w stanie wytłumaczyć, dlaczego wydłużył sobie bezprawnie kadencję. Z drugiej strony jest nabrzmiewający od kwietnia spór o wizję polityczną Porozumienia. I w tym sporze Gowin uznaje za zdrajców polityków, którzy przeciwstawili się jego planom zmiany marszałka i większości sejmowej. Dziś mści się na nich, stosując metody Donalda Tuska, które sam krytykował, gdy wychodził z PO. Prześledźmy listę polityków, których Gowin wypchnął w ciągu ostatnich sześciu, siedmiu lat z Porozumienia: Poncyljusz, Kowal, Jakubiak, Zagórski, Emilewicz, Dardziński, Wipler. To lista, której nie powstydziłby się sam Tusk.
Skoro padło już to nazwisko – są jakieś dowody, że Gowin ostatnio pertraktował z Tuskiem w Warszawie?
Nie wiem, czy są, proszę pytać zainteresowanych. Dla mnie ważniejsze jest, że Gowin wielokrotnie omawiał możliwość zmiany marszałka Sejmu z liderami opozycji w parlamencie.
Na ile realistyczny jest plan zmiany większości w tym Sejmie?
To nie miałoby sensu poza zaspokojeniem chorych ambicji tego czy innego polityka. Cieszę się, że grupa naszych posłów, odważnie przeciwstawiając się naszemu liderowi w kwietniu zeszłego roku, zablokowała to.
Pytanie, jak Jarosław Gowin miałby zaspokajać ambicje w tak egzotycznym rządzie, w którego skład miałaby wchodzić lewica i Konfederacja? Dziś jest ministrem odpowiedzialnym za gospodarkę, to spora władza.
Zgadzam się, sam wręcz używałem podobnych argumentów. Tyle że w tej koalicji nie byłoby Konfederacji, która odmówiła. Wobec tego Jarosław Gowin potrzebował do zrealizowania tego planu 16 posłów Porozumienia. Tylu nie zebrał i dlatego plan się nie powiódł. Jego egzotyczna koalicja nie miałaby stabilnej większości. Dlatego z kolegami robiłem wszystko, by ten plan zablokować.
Skoro plan był nierealistyczny, to może funkcjonował wyłącznie jako argument wewnątrz prawicy?
To po co było rozmawiać z Kosiniakiem-Kamyszem czy Czarzastym o odwołaniu marszałka Sejmu? Albo kusić posłów Porozumienia jedynkami na listach PSL-u na wypadek przyspieszonych wyborów?
Knucie z opozycją czy łamanie statutu własnej partii to ciężkie armaty. A mimo to PiS – ustami szefa KPRM Michała Dworczyka i szefa komitetu wykonawczego PiS Krzysztofa Sobolewskiego – dał do zrozumienia, że dla nich liderem Porozumienia pozostaje Gowin. W tym tygodniu powtórzył to Jacek Sasin.
Michał Dworczyk na Twitterze doprecyzował: „wszystkie kwestie statutowe i personalne w Porozumieniu musi rozstrzygnąć samo Porozumienie. W przeciwnym wypadku będziemy zmuszeni czekać na rozstrzygnięcie sądu”. Prezes Jarosław Kaczyński, z którym rozmawiam, myśli podobnie. PiS nie miesza się w wewnętrzne sprawy Porozumienia. Z kolei Krzysztof Sobolewski, owszem, powiedział w zeszły piątek, że ich partnerem jest Jarosław Gowin, ale to było pierwszego dnia tego sporu. Już po wypowiedzi Sasina rozmawiałem z prezesem Kaczyńskim i usłyszałem, że stanowisko PiS się nie zmieniło.
A co mówi panu Jarosław Kaczyński?
Mogę powiedzieć, że był zaskoczony poziomem bałaganu formalno-prawnego w naszej partii, ale zapewnił, że nie będzie się w to mieszać. Taki jest zresztą standard, że jedna partia, nawet zaprzyjaźniona, nie ingeruje w sprawy drugiej. Swoją drogą to paradne, że ci sami politycy, którzy oskarżają nas o to, że próbując ratować nasze ugrupowanie, działamy na zlecenie czynników zewnętrznych, jednocześnie biegają na Nowogrodzką do siedziby innej partii i proszą o interwencję. To pokazuje skalę zagubienia Jarosława Gowina i jego współpracowników.
Przecież sam pan pobiegł na Nowogrodzką.
Zostałem zaproszony na spotkanie. I nie poszedłem tam po to, by płakać Jarosławowi Kaczyńskiemu w rękaw i prosić o interwencję. Ale po to, by rozmawiać o przyszłości Zjednoczonej Prawicy i o szczegółach szykowanego przez rząd Nowego Ładu. Nie prosiłem o interwencję w Porozumieniu, jak zrobił to Jarosław Gowin.
Wiele osób sądzi, że jako zaufany człowiek prezesa Kaczyńskiego realizuje pan szerszy polityczny plan mający na celu zabezpieczenie przez PiS centrowej flanki, by nie doszło do utraty większości.
Teoria spiskowa.
I mamy uwierzyć, że podjął się pan próby obalenia lidera własnej partii, nie mając pleców, choćby w postaci błogosławieństwa prezesa PiS?
Panowie, to nie jest bezmyślna wolta. Decyzją sądu koleżeńskiego wygaszono kadencję Jarosława Gowina dwa lata przed pandemią. On na ostatnim kongresie nie wprowadził nawet punktu obrad pt. „Wybór prezesa”.
Specjalnie czy niechcący?
To pytanie do niego. O kwestie formalne wtedy dbał ówczesny wiceprezes Marek Zagórski, który później został wypchnięty z partii i przeszedł do PiS. Myślę, że gdyby dalej był w Porozumieniu, doprowadziłby do tego, by w kwietniu 2018 r. kongres się odbył.
I nikt się w 2017 r. nie zorientował, że nie wybraliście prezesa partii?
Sądzę, że 90 proc. członków partii żyło w przekonaniu, że wybory prezesa się odbyły.
To na czym opiera się wiara stronników Gowina – ministra Ociepy, posłanki Sroki i innych – że on nadal jest prezesem?
Na tym, że ich kariery są ściśle związane z Gowinem, bo nie mają samodzielnej pozycji politycznej.
Przyzna pan jednak, że sytuacja w Porozumieniu jest na rękę Jarosławowi Kaczyńskiemu. W myśl brydżowej zasady „krótszy – pokorniejszy”.
Nie wiem, czy jest mu to na rękę, bo wcześniej mówiliśmy, jak chaos organizacyjny rzutuje na koalicję rządzącą. I tak nie ma to większego znaczenia, bo ani Kaczyński, ani Morawiecki, ani Ziobro nie namawiali Gowina, by przez trzy lata „zapominał”, że minęła mu kadencja. To kuriozalna, bezprecedensowa sytuacja. Mówimy o polityku, który wiosną zeszłego roku wywołał gigantyczny kryzys polityczny, twierdząc, że domaga się przestrzegania prawa przy wyborach prezydenckich. A sam nie dopilnował najważniejszych wyborów we własnej partii i rządził bez demokratycznego mandatu.
Nie obawia się pan, że sytuację w Porozumieniu będzie musiał rozstrzygnąć sąd powszechny i skończy się kilkuletnim paraliżem partii?
Mamy znacznie więcej problemów formalno-prawnych, ale ze względu na dobro partii nie chcę o nich mówić. Naruszenia statutu trwały od dłuższego czasu. Już dwa lata temu PKW odrzuciła nasze sprawozdanie finansowe. Po takiej decyzji odpowiedzialne za to władze partii powinny podać się do dymisji. Jeśli dojdzie do zmiany ustawy o partiach politycznych i wprowadzenia rozwiązania pozwalającego na podział subwencji między ugrupowania tworzące listę wyborczą, nie będziemy mogli tych pieniędzy przyjąć. Powód to fatalna polityka finansowa poprzednich władz. To stajnia Augiasza. Oczyszczanie partii z tych problemów będzie trwało wiele miesięcy. Jak Jarosław Gowin, który jako minister odpowiedzialny za sprawy gospodarcze ma mnóstwo obowiązków związanych z pomocą dla przedsiębiorców, miałby na drugim etacie porządkować sprawy partii? Tego się nie da pogodzić, więc tym bardziej jestem zdziwiony, że tak kurczowo trzyma się stołka. Z naszej strony nie ma mowy o retorsjach, nie cofamy mu w tej chwili rekomendacji do funkcji w rządzie.
Ale Jarosław Gowin wycofał rekomendacje dla wiceministrów z Porozumienia i dla ministra w KPRM Michała Cieślaka...
Michał Cieślak jest członkiem rządu, wbrew Gowinowi uzyskał demokratyczną rekomendację w tajnym głosowaniu. To od tego punktu zaczęło się to szaleństwo. Mamy ok. 1 proc. poparcia, czyli jedną trzecią tego, co uzyskaliśmy siedem lat temu, gdy ostatni raz startowaliśmy samodzielnie. Dziś nie mamy szans na samodzielny start. Nasz lider jest w końcówce rankingu zaufania polityków. W ciągu czterech lat roztrwonił ponad 60 proc. poparcia w swoim okręgu wyborczym. Ostatnia rzecz, której potrzebujemy, to pozbywanie się dziś kogokolwiek z partii. Przeciwnie, powinniśmy przyciągać nowych polityków.
Ale w PiS słyszymy: co zrobić z ministrem Cieślakiem? Jak go zdymisjonujemy, to znaczy, że uznajemy racje Gowina, a jeśli tego nie zrobimy, opowiemy się przeciwko niemu…
Nie wiem, gdzie panowie przykładają ucho. Prezesem PiS jest Jarosław Kaczyński, który natychmiast odpisał Jarosławowi Gowinowi, że żadnych dymisji nie będzie. Gowin wyraźnie się miota. Pobiegł na Nowogrodzką z prośbą o interwencję, a potem zawiesił swoją obecność w radzie koalicji. Następnie zaczął stawiać jakieś ultimatum. Widać wyraźnie, że ta sprawa go przerosła. Boję się, co zrobi w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że z czasem się uspokoi, tym bardziej że wszyscy parlamentarzyści Porozumienia zadeklarowali, że chcą być nadal w Zjednoczonej Prawicy.
Ile szabel ma w Porozumieniu Adam Bielan, a ile Jarosław Gowin?
Około 200 członków Porozumienia poparło Jarosława Gowina. To jest mniej niż 10 proc. wszystkich członków naszej partii. Będziemy z nimi oczywiście rozmawiać i tłumaczyć, w jaki sposób chcemy uporządkować sprawy formalne. My też otrzymujemy listy poparcia, ale nie afiszujemy się z tym, bo najważniejsze w tej chwili to utrzymać jedność. Musimy wykazać się wyrozumiałością i cierpliwością wobec naszych kolegów, którym puściły nerwy.
Kto będzie reprezentował Porozumienie w radzie koalicji?
Całe lata w tych posiedzeniach braliśmy udział obaj i nie widzę powodu, by teraz to zmieniać. Potrzebujemy uspokojenia sytuacji.
Co na to Jarosław Kaczyński? Rady koalicji nie są zwoływane, bo Jarosław Gowin powiedział „nie”.
Rady koalicji były zwoływane rzadko, mniej więcej raz na kwartał, więc nic dziwnego, że od kilku tygodni to ciało się nie zebrało.
Tylko że na skutek sporu w rządzie to rada koalicji ma rozstrzygnąć sprawę ustawy o ratyfikacji funduszu odbudowy. Czy stawka nie jest za wysoka, by ambicje dwóch polityków Porozumienia, oprócz gier Solidarnej Polski, stanęły na przeszkodzie przyjęciu wielomiliardowego budżetu Unii?
To, że stanąłem na czele partii, jest efektem zapisów statutu i przyjmuję to raczej jako przykry obowiązek. Jeżeli chodzi o spójność koalicji, to erupcja miłości do Zjednoczonej Prawicy ze strony zwolenników Jarosława Gowina bardzo mnie cieszy i jeśli jest prawdziwa, pokazuje, że nie ma zagrożenia dla stabilnej większości w Sejmie.
Większość będzie stabilna do końca kadencji?
Myślę, że tak. Widać, że następuje dekompozycja po stronie opozycji, więc w takiej czy w innej formie ta większość będzie stabilna.
Ale drogi członków Porozumienia się rozchodzą. Może wyjściem jest założenie innego ugrupowania albo dołączenie do PiS?
Mam nadzieję, że nikt z naszej partii nie będzie chciał odchodzić. Oczywiście nie będziemy nikogo trzymać na siłę, ale wolimy, by politycy raczej do nas przychodzili, także ci, którzy opuścili nas, nie godząc się z wodzowskim zarządzaniem.
Ile potrwa to przeciąganie liny?
Mam nadzieję, że niedługo. Nasza analiza prawna wskazuje, że sytuacja jest jasna.
Czym Zjednoczona Prawica wypełni polityczną agendę w tym roku, oprócz pandemii?
Skoro pandemia się przedłuża, trudno wychodzić z innymi pomysłami, wyborcy nie mieliby do tego głowy. Cieszę się, że Nowy Ład ewoluował do szczegółowego planu rządzenia na ponad dwa i pół roku, które zostały do końca kadencji. Czekamy na moment, kiedy będzie można go ujawnić. Nie ma sensu mówić o planach na kolejne lata, póki grozi nam trzecia fala epidemii.
Co jest osią Nowego Ładu?
Są tam działania dotyczące wszystkich dziedzin życia, duże programy inwestycyjne związane z pieniędzmi z Unii, poważne zmiany w systemie podatkowym i polityce społecznej, w tym mieszkaniowej. Ale mówienie o szczegółach to rola liderów Zjednoczonej Prawicy na dużej konwencji i innych, mniejszych, tematycznych.
To plan do końca kadencji czy na zdobycie trzeciej kadencji? PiS chce przejść do historii?
To plan całej Zjednoczonej Prawicy. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie myślimy o tym, jak odzyskać poparcie i wygrać kolejne wybory. Zostało do nich sporo czasu. Na tym etapie walka o sondaże nie jest głównym celem. Pamiętam, jak jeden z liderów mojego ugrupowania w pierwszej kadencji non stop dygotał, że przegramy kolejne wybory. Tymczasem wygraliśmy wszystkie. Dlatego obecne słabsze sondaże nie powinny nas skłaniać do nerwowych ruchów.
Co rozstrzygnie o pozycji startowej za trzy lata? Kwestia aborcji?
Kwestia aborcji będzie istotna i będzie sprzyjać lewicy. Mam nadzieję, że niemądry pomysł referendum w tej sprawie nie uzyska akceptacji i unikniemy podziału sceny politycznej wokół tego tematu. Rozstrzygające będzie to, jak polska gospodarka i państwo zareagują na pandemię. Widzimy, że wielu przedsiębiorców jej nie przetrwa w obecnej formie, muszą otrzymać pomoc. Niektóre procesy w światowej gospodarce, jak odwrót od globalizacji, będą z kolei nam sprzyjać. Mamy szansę zastąpić kraje azjatyckie w łańcuchach dostaw. Jak podkreślają ekonomiści OECD, nasza gospodarka będzie drugą po koreańskiej najlepiej reagującą na efekty pandemii. Mamy dwa lata, by się do tego przygotować, i mam nadzieję, że wyborcy to docenią.
Wtedy wicepremier Gowin będzie mógł powiedzieć, że odniósł sukces.
Takich sukcesów mu życzę. Choć to będzie sukces całej polskiej gospodarki, przedsiębiorców i zwykłych Polaków.
Czy te rachuby na polityczne zyski z dobrej sytuacji gospodarczej nie są na wyrost? W 2007 r. PiS oddał władzę przy rekordowym wzroście gospodarczym, a kadencję wcześniej SLD rozpadło się mimo rosnącego PKB.
Oczywiście same statystyki nie decydują o poparciu. Liczy się to, czy obywatele odczuwają pozytywne skutki zmian. Ponieważ w poprzedniej kadencji je odczuli, powierzyli nam władzę na kolejne cztery lata i teraz musimy zrobić wszystko, by to powtórzyć.
Na razie wydaje się, że czeka nas zwiększenie obciążeń podatkowych. Jest opłata cukrowa, słyszymy o podatku medialnym, podwyżce składki zdrowotnej. Może eldorado się skończyło i trzeba zacząć spłacać rachunki?
Bilans netto dla obywateli jest korzystny. Zlikwidowaliśmy podatek dochodowy dla młodych ludzi. Zmian podatkowych w Nowym Ładzie będzie sporo, chcemy, by system był sprawiedliwy. Nie wszystko zależy od nas, lecz także od innych gospodarek UE. Jeśli przypomnimy sobie, jak w poprzedniej kadencji opozycja straszyła greckim scenariuszem, a jaki faktycznie się zrealizował, to widzimy korzystny obraz.
Co z podatkiem medialnym?
Reakcje na niego są bardzo emocjonalne, ale warto zebrać racjonalne głosy krytyki. Teraz będzie czas, by wszystko przeanalizować i pokazać nową wersję.
Porozumienie było przeciwko.
Nie jesteśmy przeciwko co do zasady. Uważamy, że skoro celem podatku jest skuteczne pobieranie daniny od wielkich, międzynarodowych koncernów, to trzeba zrobić wszystko, by konstrukcja podatku temu służyła.
Pytanie formalne na koniec: jak pana przedstawić?
Przewodniczący konwencji krajowej Porozumienia Jarosława Gowina, p.o. prezesa. ©℗