Wiele osób czuje się rozczarowanych tym, że nie potrafię im doradzić w istotnych kwestiach. Ale spójrzcie na to w ten sposób – to trochę tak, jakbyście pytali aktorkę porno o to, jaki może być powód tego, że coś was piecze podczas siusiania. To, że zna się na penisach nie oznacza, że jest urologiem. Dokładnie tak samo jest ze mną – to, że znam się na samochodach, nie oznacza, że wiem, jak je naprawiać. Bo nie jestem mechanikiem.
Z zasady nie odpowiadam też na pytania w stylu „Jakie auto powinienem kupić?”. Bo jeżeli ktoś je zadaje, znaczy, że nie zna się na motoryzacji. Że potrzebuje czterech kółek do przemieszczania się z punktu A do B i gwarancji, że między nimi nie będzie musiał zahaczać o serwis. Dlatego koniec końców i tak trafi do salonu Toyoty. Nie muszę mu tego uświadamiać, bo sam szybko do tego dojdzie.