Trudno sobie wyobrazić bardziej antykapitalistyczną praktykę religijną niż post: wszak kapitalizm rozwija się dzięki konsumpcji. Pamiętacie fabrykanta Müllera z „Ziemi obiecanej”, który stawia wielką kamienicę, w której wszystko jest bardzo drogie i „z importu”, lecz nadal mieszka w „starej chałupie”, bo tam „bardziej wygodnie”? „Wszyscy budują pałac, to ja też. Wszyscy mają salon, ja też mam salon. Ludzie mają wiedzieć: Müller ma pieniądze i pałace!” – tłumaczy.
Od końca XIX w., gdy Reymont pisał „Ziemię obiecaną”, konsumpcjonizm cały czas przybierał na sile, coraz bardziej eksponując „nieżyciowość” poszczenia, odmawiania sobie, powstrzymywania się, wyrzekania się. Dlatego gdy reklamy krzyczały „Go for it!” („Weź to!”), katolicki Wielki Post stawał się coraz bardziej przestrzenią, jakby to powiedział kolumbijski filozof i teolog polityczny Nicolás Gómez Dávila, dla kościelnej misji utrzymywania „kontrświata w świecie”.