W zeszłym roku wszystkie państwa świata wydały łącznie na cele związane z obronnością 2,63 bln dol. (w 2024 r. 2,48 bln dol.). Niemal bilion przypada na same Stany Zjednoczone. Tak wynika z najnowszej, już 67. edycji corocznego raportu „Military Balance” przygotowanego przez prestiżowy Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych w Londynie (IISS).
Mowa o kwotach oficjalnych. W rzeczywistości wydatki zapewne są wyższe o kilka, kilkanaście procent, bo rządy autorytarne mają skłonność do ukrywania niektórych kosztów. Należy też jednak pamiętać, że z kolei w państwach demokratycznych z budżetów obronnych bywają finansowane zadania mające w gruncie rzeczy niewiele wspólnego z wojskiem i bezpieczeństwem narodowym, za to sporo z doraźnymi interesami politycznymi partii rządzących.
W ujęciu realnym oficjalnie podawane wydatki dla całego świata wzrosły rok do roku o 2,5 proc. – to wynik niższy niż w latach poprzednich (kiedy to osiągał nawet 7–8 proc.), ale wciąż wskazujący na determinację decydentów oraz generalne przekonanie, że wojna stała się znowu, jak w minionych wiekach, naturalnym sposobem „kontynuowania polityki innymi środkami”.
Wojna Rosji
„Niewiele wskazuje, by malała zdolność Rosji do kontynuowania wojny z Ukrainą piąty rok z rzędu. A zagrożenie, jakie stanowi dla całej Europy, rośnie” – mówił Bastian Giegerich, szef IISS, podczas prezentacji raportu. Dokument raczej nieprzypadkowo opublikowano dokładnie w czwartą rocznicę rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji rosyjskiej na Ukrainę, czyli rozpoczęcia największego konfliktu zbrojnego na Starym Kontynencie od czasów II wojny światowej, którego bezpośrednie i pośrednie skutki przeorały środowisko bezpieczeństwa w skali globalnej.
Giegerich i jego współpracownicy nawiązywali do tej tezy w wielu komentarzach, wskazując m.in. na „szybką ewolucję taktyk, technologii i cyklów produkcji obronnej”, a także „niewielkie zyski terytorialne” Federacji Rosyjskiej okupione „znacznymi kosztami sprzętu i personelu” przy jednoczesnej zdolności Rosjan do szybkiego kopiowania i rozszerzania ukraińskich innowacji oraz wprowadzania własnych. Wedle raportu wzrost rosyjskich wydatków jednak spowolnił. W 2025 r. oficjalny budżet obronny Moskwy wynosił 13,5 bln rubli (161,2 mld dol.), a wliczając także pozycje z budżetów innych resortów, prawdopodobnie ok. 15,6 bln rubli (186,2 mld dol.). W ujęciu realnym wydatki te wzrosły rok do roku zaledwie o 3 proc. (rok wcześniej – aż o 56,9 proc.). Nadal stanowiły jednak ponad 7,3 proc. PKB, czyli ponad dwukrotnie więcej niż w 2021 r.
Wedle założeń tegorocznego budżetu wydatki wojskowe Federacji Rosyjskiej spadną; zdaniem IISS może to częściowo wynikać z działań ograniczających marnotrawstwo i nieefektywność – tradycyjną zmorę rosyjskich sił zbrojnych. Ale, co bardziej prawdopodobne, jest to związane z potrzebami propagandowymi i z przenoszeniem coraz większej części ogólnych kosztów wojny do innych działów budżetu centralnego (np. opieki społecznej, a nawet edukacji) oraz ze zrzucaniem ich na władze regionalne.
Analiza IISS mimo to przyjmuje założenie, że postępujące osłabienie rosyjskiej gospodarki cywilnej, a także spodziewane dalsze ograniczanie dochodów z eksportu ropy i gazu przynajmniej w najbliższym czasie nie spowodują żadnych dramatycznych skutków dla stanu państwa i jego generalnego kursu politycznego. Ani Ukraińcy, ani europejskie państwa NATO nie mogą więc sobie pozwolić na komfort lekceważenia przeciwnika. Tym bardziej że – jak podkreślił dyrektor generalny IISS – Rosja nasiliła w ostatnim czasie ataki na strefę oddaloną o ok. 50–200 km od linii frontu, a jednocześnie rozbudowuje swoje zdolności do rażenia celów jeszcze bardziej odległych. Nie tylko rakietami, lecz także bezzałogowcami, np. typu Geran 2 (to zmodyfikowana wersja irańskiego Shaheda 136). I to właśnie, zdaniem Giegericha, największe obecnie ryzyko militarne dla państw europejskich, które wymusza na nich przede wszystkim inwestycje w obronę przeciwrakietową i systemy przeciwdronowe, a także we własne zdolności do uderzeń na duże odległości.
Przebudzenie Unii Europejskiej
Trudno się w tej sytuacji dziwić, że wydatki europejskie w 2025 r. nadal rosły rekordowo, podobnie jak w latach minionych. Stary Kontynent (członkowie UE plus Wielka Brytania, Norwegia i Szwajcaria) przeznaczył na obronę prawie 563 mld dol., czyli prawie o 100 mld dol. więcej niż rok wcześniej. W ujęciu realnym oznacza to wzrost o 12,6 proc., czyli porównywalnie do wyniku z 2024 r.
Europejskie wydatki wojskowe to obecnie ponad 21 proc. globalnej całości w porównaniu z 17 proc. w 2022 r. IISS szacuje, że wzrost utrzyma się na co najmniej równie wysokim poziomie w 2026 r. Ocenia też, że mamy do czynienia ze stałym trendem strategicznym i długofalowym wysiłkiem większości rządów na rzecz wzmocnienia europejskich zdolności obronnych, a nie tylko krótkoterminową reakcją na zawirowania w niestabilnym środowisku bezpieczeństwa.
Dokument wskazuje na rolę Niemiec, których realne wydatki na obronę wzrosły o 18 proc. w 2025 r., osiągając poziom 107 mld dol. Nastąpiło to po 23-proc. wzroście rok wcześniej. Berlin odpowiada więc za jedną czwartą całego wzrostu wydatków na obronę w Europie w ciągu ostatnich dwóch lat. Kraje nordyckie i Polska również napędzały wzrost nakładów wojskowych (w 2025 r. Dania, Finlandia, Norwegia i Szwecja osiągnęły łączne 53,7 mld dol. wobec 34,2 mld dol. w 2024 r. i ponad dwukrotnie więcej niż w roku 2020, a nasz kraj 33,2 mld dol. wobec 28,7 mld dol. w roku poprzednim i 12,8 mld pięć lat wcześniej). Polska zajmuje obecnie 15. miejsce w globalnym rankingu wydatków sporządzonym przez IISS.
Wzrosty odnotowano także w Wielkiej Brytanii (94,3 mld dol. w 2025 r. wobec 84,8 mld dol. rok wcześniej) i we Francji (odpowiednio 70 i 63,6 mld dol.) pomimo poważnych problemów budżetowych obu państw. Zajmują one nadal miejsca na podium wśród europejskich członków NATO. Dalej znajdują się Włochy (40,1 mld dol.), Polska, Holandia (29,1 mld dol.) i Hiszpania (28,9 mld dol.). Dla porównania: Turcja, utrzymująca przecież siły zbrojne o relatywnie wysokich stanach i intensywnie modernizowane technologicznie, wydała w 2025 r. 21,5 mld dol., a Kanada 31,2 mld dol.
Jak wskazuje „Military Balance”, poszczególne państwa europejskie wykorzystują różne środki w celu wsparcia wzrostu wydatków na obronę, w tym szersze cięcia innych wydatków publicznych, poszerzanie definicji „obrony”, stosowanie pozabudżetowych mechanizmów uzupełniających i pobudzanie prywatnego finansowania obronności. Starają się – w większości – wypełnić zobowiązanie wydawania 3,5 proc. PKB na podstawową obronę plus 1,5 proc. na wydatki wspierające. I to pomimo zastrzeżeń przewijających się w wewnętrznych debatach, które wprost sformułował hiszpański premier Pedro Sánchez w liście do sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego, że to „łączne” 5 proc. jest „nieuzasadnione i ryzykowne”, biorąc pod uwagę wysoki poziom zadłużenia, związaną z tym presję inflacyjną oraz koszty utraconych możliwości inwestycji w innych sektorach.
Na takie dictum zwolennicy zbrojeń odpowiadają niekiedy: to w znacznym stopniu prawda, tyle że dzięki Putinowi i Trumpowi nie mamy innego wyjścia. Kolejność nazwisk jest nieprzypadkowa.
Europejskie wydatki na zbrojenia zaczęły bowiem wyraźnie rosnąć już w 2014 r., po rosyjskiej inwazji na Krym, a więc zanim amerykański prezydent zaczął traktować sojuszników jak pasażerów na gapę.
Nic nie zniweluje przewagi USA
Huw Williams, redaktor naczelny aktualnego wydania „Military Balance”, w komentarzu wprowadzającym do publikacji wskazał jednak, że to „polityka drugiej administracji prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa odegrała kluczową rolę w kształtowaniu globalnego krajobrazu obronności i bezpieczeństwa w roku 2025”. Wspomniał w tym kontekście o procesie wycofywania się z długoletnich zobowiązań obronnych USA, o domaganiu się przez Waszyngton bardziej zrównoważonego podziału obciążeń między sojusznikami – zarówno w Europie, jak i w regionie Azji i Pacyfiku – a także o potwierdzeniu amerykańskiej przewagi w zakresie najbardziej zaawansowanych technologicznie środków walki, m.in. podczas czerwcowej operacji „Midnight Hammer”, czyli wsparcia izraelskich ataków na irańską infrastrukturę wojskową i nuklearną przez amerykańskie bombowce strategiczne B-2A Spirit.
Williams odnotował też istnienie w wielu krajach tendencji do tworzenia „przystępnej cenowo masy bojowej” (można to uznać za dość eleganckie określenie tego, co w przypadku Rosji inni nazywają np. szturmami mięsnymi). Skonstatował, że zrównoważenie owych relatywnie niedrogich metod prowadzenia operacji militarnych z jednoczesną rozbudową nowatorskich i najbardziej skutecznych, ale niezwykle kosztownych zasobów opartych na zaawansowanej technologii jest dziś najpoważniejszym wyzwaniem dla planistów obronnych na całym świecie. Omawiając szczegóły, przypomniał m.in., że na początku 2025 r. Boeing został wybrany na głównego wykonawcę załogowego elementu amerykańskiego programu Next Generation Air Dominance oznaczonego jako F-47. Również włosko-japońsko-brytyjski Global Combat Air Programme „osiągnął kilka kamieni milowych”, zaś francusko-niemiecko-hiszpański Future Combat Air System nadal boryka się z poważnymi problemami i „napięciami na poziomie przemysłowym”.
Stany Zjednoczone wydały w 2025 r. aż 921 mld dol., czyli niemal tyle, ile Europa, Chiny i Rosja razem wzięte. W dodatku w dość zgodnej ocenie specjalistów wydają te gigantyczne pieniądze w sposób bardzo efektywny, co wynika ze specyfiki amerykańskiego systemu, jego innowacyjności i wewnętrznej konkurencyjności, względnie niskiej podatności na patologie korupcyjne, profesjonalizmu kadr. Trudno wobec tego się dziwić, że – jak piszą autorzy raportu – „nadal utrzymuje się krytyczna zależność sojuszników od Stanów Zjednoczonych w zakresie zdolności, w tym w takich obszarach jak wywiad wielodomenowy, potencjał chmury obliczeniowej i zasoby kosmiczne”. Chociaż owi sojusznicy poczynili już znaczne inwestycje, np. w modernizację i rozwój sił pancernych, obrony powietrznej czy artylerii, wedle analizy IISS będą musieli zmniejszać zależność w zakresie choćby wywiadu czy wczesnego ostrzegania przed pociskami balistycznymi przynajmniej do lat 30. XXI w., i to niezależnie od poziomu inwestycji.
Ambicje Chin
Podczas prezentacji dokumentu ważnym kontekstem strategicznym była też rosnąca w różnych domenach potęga militarna Chin, napędzająca inwestycje obronne w regionie Azji i Pacyfiku. Tamtejsze nakłady osiągnęły łącznie 573 mld dol. (w ujęciu realnym wzrost o 5,7 proc., wobec 5,5 proc. w roku 2024). „Military Balance” podaje, że składają się na to przede wszystkim wydatki chińskie (251,3 mld dol.), a w dalszej kolejności indyjskie (78,3 mld dol.), japońskie (58,9 mld dol.), południowokoreańskie (43,8 mld dol.) i australijskie (37,3 mld dol.).
Williams odnotował przy okazji wrześniową paradę wojskową w Pekinie, która po raz pierwszy potwierdziła istnienie w dyspozycji ChRL „triady nuklearnej” i zasygnalizowała, że wiele zaawansowanych systemów będących na wyposażeniu Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ChALW) prezentuje obecnie „poziom co najmniej równy zachodniemu”. Zdaniem redaktora „Military Balance” to nie przypadek, że Chiny wysłały te sygnały polityczne i wojskowe akurat wtedy, gdy Xi Jinping stał na trybunie ramię w ramię z prezydentem Rosji Władimirem Putinem i przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem.
W raporcie opisano „szeroko zakrojoną i asertywną projekcję siły militarnej Chin w regionie Indo-Pacyfiku” mającą zarówno cele bezpośrednie (wsparcie roszczeń terytorialnych), jak i pośrednie (zwiększenie globalnego znaczenia ChRL jako gracza potencjalnie zdolnego do militarnej konfrontacji z USA). Zauważono też, że wzrost chińskich wydatków na wojsko konsekwentnie przewyższa wzrost w pozostałych krajach Azji (w 2025 r. udział Chin w ogólnym regionalnym budżecie militarnym wzrósł do prawie 44 proc. w porównaniu ze średnią z lat 2010–2020 na poziomie 37 proc.). Dzieje się tak, choć państwa mające powody, by obawiać się agresji ze strony ChRL i/lub reżimu północnokoreańskiego, również zwiększają wydatki wojskowe, a także pomimo zauważalnego wzrostu napięć, np. pomiędzy Indiami a Pakistanem czy wokół Mjanmy, co przecież też skłania zainteresowane państwa do intensyfikacji zbrojeń.
W towarzyszących prezentacji raportu komentarzach pracownicy IISS zwracali uwagę na ewidentne, acz zapewne tymczasowe osłabienie zdolności militarnych ChRL wynikające z niedawnej czystki na szczytach struktur dowodzenia. Objęły one Centralną Komisję Wojskową partii komunistycznej (w chińskim systemie nadrzędną nad sztabem generalnym i resortem obrony), dowództwa teatrów działań, podmioty zajmujące się zakupem i rozwojem broni, a nawet środowisko akademickie zajmujące się obronnością.
Oficjalnie to personalne trzęsienie ziemi miało tło wyłącznie korupcyjne, ale zdaniem wielu specjalistów tak naprawdę chodziło o poważne różnice zdań co do perspektyw użycia sił zbrojnych przeciwko Tajwanowi i ewentualnej konfrontacji militarnej z USA, pomiędzy Xi a środowiskiem profesjonalistów. W ocenie analityków IISS to, czego byliśmy świadkami w ubiegłym roku, bynajmniej nie kończy procesu wewnętrznego dyscyplinowania ChALW przez przywódcę państwa i partii. Jeśli niebawem nastąpi ciąg dalszy, luki w strukturze dowodzenia będą się pogłębiać, spadnie także – pomimo równoczesnego postępu technicznego i stałej presji politycznej na modernizację – jakość i realna zdolność bojowa sił zbrojnych, gdy doświadczonych i w miarę niezależnie myślących profesjonalistów na większą skalę zastąpią ludzie „bierni, mierni, ale wierni”.
Zbrojenia globalnego Południa
W regionie obejmującym Bliski Wschód i Afrykę Północną (określanym często jako MENA od „Middle East and North Africa”) wydatki wojskowe objęte raportem za rok 2025 wzrosły realnie o 4,5 proc. (to najmniej od 2022 r., ale nadal więcej niż średnia za lata 2011–2021, wynosząca 2,3 proc.), zaś łączne budżety osiągnęły 219 mld dol. (raport zastrzega, że nie wlicza się tu zagranicznego finansowania wojskowego niektórych rządów, które pochodzi głównie ze strony USA, ale też Turcji czy Chin). Analitycy IISS konstatują, że ten względnie wysoki wzrost odzwierciedla niestabilność w regionie, związaną z dwuletnią wojną Izraela z Hamasem, okresowymi starciami między Iranem a Izraelem, a także operacjami wojskowymi USA z jednej strony i aktywnością Chin oraz Rosji we wspieraniu różnego rodzaju bojówek, milicji lokalnych i grup terrorystycznych z drugiej.
Na pierwszym miejscu listy państw MENA, wydających najwięcej na cele wojskowe, figuruje wciąż Arabia Saudyjska z budżetem na poziomie 72 mld dol., choć wyraźnie zbliżył się do niej Izrael (niemal 40 mld dol.), który wraz z Algierią odpowiada za prawie 70 proc. wzrostu regionalnych wydatków w 2025 r. W relacji do PKB wydatki te także stale rosły, średnio do 4,3 proc. (wobec 3,5 proc. w 2022 r.).
Jeszcze wyraźniejszy wzrost, bo o 5,4 proc., i to pomimo cięć budżetowych w Brazylii i Kolumbii, odnotowała nadrabiająca spore spadki po okresie pandemii Ameryka Łacińska. Rekordzistą tempa wzrostu jest jednak Afryka Subsaharyjska. Jej wynik – aż 19 proc. – był najwyższy od ponad dekady. Całkowite wydatki na obronę wzrosły tu do 23,6 mld dol. Rządy zareagowały w ten sposób na pogarszającą się sytuację w regionie, w tym pełnoskalową wojnę w Sudanie, wydarzenia w Etiopii i Sudanie Południowym, a także na trwający konflikt we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga. Uwagę w tej części świata zwraca Nigeria, która nagle niemal podwoiła swój budżet obronny (z 1,07 mld dol. w 2024 r. do 2,04 mld dol. w 2025 r.), i to pomimo poważnego kryzysu ekonomicznego. Tymczasem tradycyjny lider regionu, pogrążona w jeszcze poważniejszych kłopotach gospodarczych Republika Południowej Afryki, jako jedno z niewielu państw świata odnotowała realny spadek wydatków – o 2,5 proc., do poziomu 3,15 mld dol. Zdaniem autorów raportu „potwierdza to długotrwałą stagnację w wydatkach obronnych kraju i pogłębia rozdźwięk między potencjałem wojskowym a ambicjami polityki zagranicznej”.
Jak widać, nawet globalne Południe, borykające się przecież z licznymi problemami społecznymi i ekonomicznymi, skłania się w obliczu narastania niebezpieczeństw ku wzrostowi wydatków wojskowych. Trudno się więc dziwić, że podobnie postępują bogate kraje rozwinięte, stające przed ryzykiem bezpośredniej lub pośredniej agresji ze strony Chin czy Rosji. Jednocześnie warto odnotować – co raport IISS akurat pomija – że polityka zwiększonych wydatków wojskowych w pewnym stopniu jest elementem presji wielkich producentów broni, korzystających marketingowo z psychologicznej koniunktury, a także kalkulacji politycznych niektórych państw (vide: Niemcy czy Japonia) dostrzegających w gwałtownej rozbudowie potencjału militarnego świetną okazję, by rekompensować sobie niepowodzenia na innych polach czy tworzyć nowe rynki zbytu dla swoich wytwórców. Niezależnie jednak od ukrytych przyczyn i intencji – w skali globalnej coraz więcej „strzelb wisi na ścianach”. I trudno zakładać, że wszystkie z nich pozostaną tylko teatralnymi rekwizytami. ©Ⓟ