Liczę na to, że nasza rozmowa tak się nie potoczy. (śmiech) Ale rozumiem, do czego pan pije. Rzeczy należy nazywać po imieniu, a „zakute łby” to najlżejsze określenie, jakiego można było użyć wobec tych, którzy sprzeciwiają się dozbrajaniu polskiej armii – i to za tanie europejskie pieniądze. I tak gryziemy się w język. Pamięta pan, jak cała maszyna propagandowa za rządów Prawa i Sprawiedliwości nazywała nas Targowicą, agentami etc. W porównaniu z tym „zakute łby” to niemal pieszczota.
Tak, ale czym innym są konkretne pytania – np. o to, z której części będziemy spłacać ten nisko oprocentowany kredyt (stąd poprawka w Senacie) – a czym innym to, co opowiadają Mariusz Błaszczak, Jarosław Kaczyński czy Mateusz Morawiecki. Wspinają się na Himalaje absurdu tekstami o niemieckim bucie nad Polską i łańcuchu przywiązanym w Berlinie. Po czymś takim naprawdę trzeba mówić o zakutych łbach i przejeżdżać pałką po kracie. Inaczej nie zrozumieją.
A skąd! O szczegółach, sposobie kredytowania i wydatkowania dyskutujemy od ponad półtora roku. PiS też ma swoich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim, nie chcę nikogo palić, ale pamiętam spokojne rozmowy, w których Michał Dworczyk i inni pozytywnie wypowiadali się o SAFE. Zresztą zostały równie pozytywne wpisy Błaszczaka. Trudno mi zrozumieć ich woltę, bo każdy, kto chciałby sięgnąć do dokumentów, bez problemu zauważy, że to korzystny dla Polski program. Nie tylko finansowo, lecz także politycznie – w zasadzie przekonaliśmy naszych partnerów w Komisji Europejskiej, żeby to był program przeznaczony dla Polski i krajów bałtyckich. Nie ma tu drugiego dna czy pułapki. W PiS zdecydowali się na sprzeciw wyłącznie w panice związanej ze spadającymi notowaniami i rosnącymi na prawo od nich partiami.
Bzdury. Bezpieczniki w SAFE mają zapobiegać rozgrabieniu pieniędzy. To pokłosie przypadku Węgier, gdzie fundusze europejskie przez lata trafiały do kolegów Orbána i budowały ich olbrzymie majątki. Jeżeli w Polsce pieniądze będą dobrze wydawane, to niezależnie od tego, kto będzie rządził, nie ma niebezpieczeństwa wstrzymania przelewów.
Pozornie może to tak wyglądać, ale prawda jest prostsza: jeżeli w danym kraju przestrzega się prawa – w tym unijnego – to nie ma problemów z funduszami europejskimi. Dziś najgłośniej krzyczą ci, których obciążają takie kradzieże publicznych pieniędzy. PiS odpowiada za aferę Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych czy przekręty w Funduszu Sprawiedliwości. Gdy cała Europa widzi uciekającego do Budapesztu byłego ministra sprawiedliwości i zaufanego człowieka premiera Morawieckiego, czekającego w Londynie na ekstradycję, trudno nie zapisać w prawie mechanizmów, które by przeciwdziałały ewentualnym kradzieżom. Czasem mam wrażenie, że poruszamy się jak w tym powiedzeniu, że złodziej krzyczy: „łapać złodzieja”.
Po pierwsze, widać, że Jarosław Kaczyński nie ma zielonego pojęcia o ekonomii i rynkach finansowych. Po drugie, to za jego czasów zaciągaliśmy olbrzymie kredyty w Azji na dużo gorszych warunkach. Nikt w PiS nie mówił wtedy o utracie suwerenności. Po trzecie, jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Gdybyśmy pożyczali jak za Kaczyńskiego w Korei, to ewentualnie można by mówić, że oddajemy część suwerenności. Przecież UE to my! I to jest moim zdaniem największy problem: nie chodzi o żadne warunki kredytu czy warunkowość, ale o to, że PiS konsekwentnie wchodzi w buty Konfederacji i Brauna, coraz wyraźniej sygnalizując, że Unia to nie oni, że trzeba z tego projektu wyjść. Na chłodno: pożyczamy te pieniądze na własnych rynkach, na własnych zasadach, tyle że taniej.
Nie widzę przeciwwskazań. Mam nadzieję, że to, co można z punktu widzenia bezpieczeństwa upublicznić, wkrótce będzie w pełni jawne. Słyszał pan pewnie, jak ostatnio ważna posłanka PiS powiedziała, że przyjęcie SAFE to będzie „afront wobec Amerykanów”. To, że pieniądze mają zasilić europejskie, w tym polskie, firmy, staje się więc poważnym zarzutem w ustach polityków prawicy. Nie wiem, jak u pana, ale u mnie na podwórku na Śląsku mówiło się, że to argumenty z d... PiS i Kancelaria Prezydenta zachowują się, jakbyśmy byli wysuniętą placówką USA, 51. stanem. Pamięta pan taśmy Radka Sikorskiego, gdy padły tam pewne niekonwencjonalne słowa o relacjach z Amerykanami?
Dokładnie. Żeby opisać to, co dziś robi PiS, musiałbym używać dużo gorszych porównań i słów, których nie pozwoliliby wydrukować w poważnej gazecie. Prezydencki doradca jedzie do USA i skarży się tam na polski rząd, twierdząc, że SAFE jest antyamerykański. Gdyby prezydent Karol Nawrocki miał choć trochę kręgosłupa moralnego, to z hukiem wyrzuciłby swojego ministra po takiej akcji.
PiS dzisiaj wchodzi w tę opowieść o „ulicy i zagranicy”. Lada moment Mularczyk zrobi w Parlamencie Europejskim wystawę o prześladowanym Ziobrze i będzie szukać ochrony w trybunale w Strasburgu. A jeszcze do niedawna mówili, że europejskie sądy to nie sądy i nie uznawali ich wyroków. Pewnie nie wszyscy pamiętają, ale to bicie na alarm w Brukseli rozpoczął PiS, gdy krzyczał o rzekomych prześladowaniach wobec fundacji ojca Rydzyka.
Jako Polska kontynuujemy zakupy w USA, nikt nie zrywa kontraktów, nikt nie mówi, że nie będziemy podpisywać kolejnych. Polityka MON pod kierownictwem Władysława Kosiniaka-Kamysza jest tutaj jasna. Ale my dbamy przy tym o polski przemysł. PiS, kupując F-35, zadbał tylko o amerykańską gospodarkę. Kontrakty były bez transferów technologii, umowy podpisane na kolanie, bez elementarnej troski o offset. Amerykanie byli i są naszym strategicznym partnerem, ale jest różnica między partnerem a wasalem.
Jeżeli mówimy o nowym porządku świata, który wykuwa się na naszych oczach, to UE jako całość musi być silniejsza. Zachowując suwerenność krajów członkowskich, musimy zbudować więcej wspólnotowości. Z prostej przyczyny – nawet najsilniejsze Niemcy, Francja i Włochy nie są w stanie rywalizować z Indiami, USA i Chinami. Dlatego potrzebna jest dalsza integracja, ale bez ideologizacji i spraw światopoglądowych.
Weźmy pod lupę rynek energetyczny. Żeby realnie obniżyć ceny energii, musimy stworzyć wspólny unijny rynek energetyczny. To pomoże też przeciwdziałać blackoutom i organizować transfery energii, by zbudować jeden system od zielonych krajów Skandynawii czy południa Europy po atomową Francję i Polskę, które są w trakcie transformacji energetycznej. Domyślam się, że nie brzmi to na pierwszy rzut oka atrakcyjnie, ale to są konkretne kwestie, które ułatwiają życie – tak jak kiedyś sprawa wysokich rachunków telefonicznych. Przez lata wydawało się, że nie da się z tym nic zrobić, aż nagle roaming został zniesiony i nie płacimy już gigantycznych kwot za telefon z Paryża czy Amsterdamu. Musimy wchodzić z integracją w kwestie gospodarcze, bo inaczej nie będziemy w stanie skutecznie konkurować.
Nie do końca. Dzisiaj największym problemem jest to, że populiści – zwłaszcza ci prawicowi – uznają za remedium na spadającą konkurencyjność Europy odseparowanie się od innych krajów. Jeżeli ktoś się cieszy, że niemiecki automotiv ledwo dyszy, to jest ślepy albo głupi. To jest system naczyń połączonych.
...nie rozumieją tych obaw. Trzeba czasem powiedzieć sobie to wprost. I na tym tle polska delegacja w EPP wyrasta na lidera w podejściu do europejskiego przemysłu. Pisanie polityki przemysłowej zza brukselskich biurek może doprowadzić do katastrofy. W poprzedniej kadencji Parlamentu Europejskiego popełniono wiele błędów, ale my działamy z jasnym sygnałem: trzeba skorygować pewne decyzje, nie można trwać w błędzie. Głosowaliśmy przeciw nowym celom klimatycznym, oczekujemy rewizji systemu ETS i wstrzymania ETS2. Nie można metodą kija i dociskania fiskalnego forsować rozwiązań, których obywatele nie chcą albo nie rozumieją. Efekt będzie taki, że w wielu krajach władze przejmą antyeuropejskie ruchy.
Bez przesady, po tamtej stronie jest skrajna sytuacja. Oni prawie w komplecie zaprzeczają zmianom klimatycznym, bo na Suwalszczyźnie spadł śnieg. To mentalni płaskoziemcy.
Z zażenowaniem obserwuję to, co robi Pałac Prezydencki. To pogłębianie tego sporu. Najgorsze, że nie widać tam partnerów do rozmowy. Jarosław Kaczyński świadomie rozsadził system, by zaprowadzić anarchię, jaką dziś mamy. Od początku to było tak zaprojektowane, a na koniec nielegalnie betonowane zmianami w prokuraturze. Powiedzieć, że było to naruszenie konstytucji, to nic nie powiedzieć. Tylko nie miał kto tego orzec, bo Trybunał Konstytucyjny był upartyjniony. I koło się zamyka.
Minister Żurek od początku deklarował chęć wyjaśnienia prezydentowi swoich pomysłów, dogadania się. I nic. Potrzebujemy głębokich zmian w systemie, bo chaos będzie się pogłębiał. Natomiast na horyzoncie nie widzę na dziś możliwości politycznego kompromisu.
Wszystko odbyło się zgodnie z procedurą, nikt go ręcznie nie wyrzucił.
Orzekł to sąd. A jeśli pyta pan o moje zdanie, to wspomniany sędzia od ENA powinien zmienić miejsce pracy i wystartować w wyborach parlamentarnych. Z listy PiS. Pisać w uzasadnieniu o „kryptodyktaturze”?
Wniosek o wyłączenie tego sędziego rozpatrzył niezależny sąd. To zamyka sprawę. ©Ⓟ