Gdy pod koniec 2025 r. Google ujawnił swoją doroczną listę najczęściej wyszukiwanych osób na świecie, internauta posługujący się pseudonimem AlphaRaccoon wzbogacił się o ponad milion dolarów. Była to nagroda za niemal bezbłędną intuicję. AlphaRaccoon przewidział to, czego większość analityków nie potrafiła dostrzec. Wbrew powszechnym przypuszczeniom do czołówki rankingu popularności nie załapał się ani Donald Trump, ani Elon Musk. Zabrakło tam nawet Taylor Swift i członków brytyjskiej rodziny królewskiej. Pierwsze miejsce zajęła postać, która przebiła się do globalnej publiczności przez TikToka: 20-letni d4vd, amerykański wokalista łączący indie rocka z r&b. Kiedy AlphaRaccoon obstawiał swoje typy na platformie prognostycznej Polymarket, szanse muzyka na tytuł lidera wyszukiwań Google’a szacowano na 0,2 proc. Po publikacji zestawienia opiewający na niespełna 11 tys. dol. zakład zamienił się w 200 tys. dol. zysku. Tajemniczy gracz osiągnął bilans bliski ideału – w sumie 22 z 23 typów.

Tak imponująca trafność natychmiast wzbudziła podejrzenia, że nie stoi za nią wybitna przenikliwość, lecz dostęp do poufnych informacji. „To nie jest po prostu szczęśliwa passa” – napisał na X programista Mety Jeong Haeju, który odkrył, że już w listopadzie AlphaRaccoon zgarnął 150 tys. dol. za wskazanie dokładnej daty premiery Gemini 3, najnowszego modelu sztucznej inteligencji Google’a. Choć nie znaleziono twardych dowodów na to, że tajemniczy gracz pracuje w firmie z Mountain View, to jego wygrana nasiliła obawy, że platformy prognostyczne umożliwiają zarabianie na rynkowych manipulacjach i pomagają oszustom ukrywać się przed organami ścigania.

Hazard czy inwestycja

Jeszcze całkiem niedawno o platformach prognostycznych słyszeli jedynie ludzie zainteresowani kryptowalutami i innymi innowacjami finansowymi. Ale wystarczył nieco ponad rok, aby dzięki agresywnemu marketingowi i sceptycznemu wobec regulacji rządowi niszowe start-upy przerodziły się w kwitnące biznesy, a ich młodzi założyciele awansowali do ligi technologicznych miliarderów. Niemal cały rynek podzieliły między sobą dwie platformy: Polymarket i Kalshi. Jak wynika z raportu firm analitycznych Keyrock i Dune, od początku 2024 r. miesięczna wartość transakcji wystrzeliła tam ze 100 mln dol. do 13 mld dol. W zeszłym roku obie spółki przyciągnęły też lawinę inwestycji venture capital, co wywindowało ich wyceny do odpowiednio 8 mld dol. i 11 mld dol.

Platformy prognostyczne przypominają hybrydę rynku finansowego i kasyna. Ich zasady działania są zwodniczo proste: obstawianie sprowadza się do odpowiedzi „tak” lub „nie”. Zakładać się można o prawie wszystko: od wyników sportowych i zawirowań politycznych po wydarzenia w świecie popkultury i przyszłość ludzkości. Czy Donald Trump wystartuje w wyborach po raz trzeci? Czy Rosja napadnie na Polskę przed 30 czerwca 2026 r.? Czy sztuczna inteligencja prześcignie zdolnościami człowieka do końca 2027 r.? Czy Elon Musk po raz 15. zostanie w tym roku ojcem?

W świecie celebrytów chyba nie ma innego tematu wywołującego bardziej gorące spekulacje niż życie Taylor Swift. Na przewidywania, czy gwiazda ogłosi ciążę, gracze wydali w 2025 r. ponad 2 mln dol. Rekordzista, który przewidział jej zaręczyny z Travisem Kelcem, zainwestował 12 tys. dol., zainkasował 52 tys. dol.

W przeciwieństwie do tradycyjnych form hazardu platformy prognostyczne nie pełnią funkcji bukmachera, który ustala kursy i zarabia na przegranych – użytkownicy obstawiają przeciwko sobie. A mówiąc bardziej formalnie: kupują „kontrakty na zdarzenie” (event contracts), którymi obraca się jak akcjami. Ich cena waha się od 0 do 1 dol. i odzwierciedla to, jak prawdopodobieństwo określonego scenariusza ocenia w danym momencie „społeczność inwestorska”. Jeśli za obstawienie upadku reżimu w Iranie przed końcem roku trzeba zapłacić 0,40 dol., to znaczy, że według zbiorowej mądrości rynku szanse obalenia ajatollahów wynoszą 40 proc. Platformy działają więc jako pośrednicy w handlu, pobierając prowizję od każdej transakcji (zwykle 1–5 proc.). Do płatności używa się portfeli kryptowalutowych, co dodatkowo utrudnia zdemaskowanie graczy.

Wygrana AlphaRaccoona nie jest pierwszą sprawą, która wywołała zarzuty, że rynki prognostyczne są podatne na brudne praktyki. Najgłośniejszy przypadek miał związek z operacją USA w Wenezueli na początku roku. Kilkanaście godzin przed atakiem jeden z nowych użytkowników Polymarketu postawił ponad 32 tys. dol. na to, że przed końcem stycznia Nicolás Maduro zostanie usunięty z urzędu. Kiedy samolot z dyktatorem na pokładzie wylądował w Stanach Zjednoczonych, suma na jego kryptowalutowym koncie przekraczała 436 tys. dol. Media społecznościowe kipiały od domysłów na temat tożsamości farciarza: niektórzy sugerowali, że w administracji doszło do przecieku, inni zastanawiali się, czy ktoś z otoczenia prezydenta nie pokusił się o spieniężenie cennych informacji. Krążyły nawet żarty, że za całą aferę odpowiada najmłodszy syn Trumpa, 19-letni Barron, który od dłuższego czasu pomaga braciom w ich przedsięwzięciach krypto. Dowodów na nadużycia nie przedstawiono, ale wątpliwości pozostały.

Oszustom nie zawsze udaje się zachować anonimowość. W połowie lutego izraelska policja aresztowała dwóch mężczyzn – rezerwistę i cywila – pod zarzutem wykorzystywania tajemnic wojskowych do obstawiania zakładów na Polymarkecie. Obu czeka teraz proces o przekupstwo, utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości i popełnienie „poważnych przestępstw przeciwko bezpieczeństwu”. Choć władze oficjalnie tego nie potwierdziły, wyciek prawdopodobnie dotyczył nalotów na Iran przeprowadzonych przez Izrael w czerwcu 2025 r. Stacja telewizyjna Kan podała niedawno, że 24 godziny przed pierwszymi bombardowaniami anonimowy użytkownik postawił dziesiątki tysięcy dolarów na datę rozpoczęcia interwencji.

Oba epizody to tylko najbardziej niepokojące przykłady z dłuższej serii. Krótko przed ogłoszeniem liderki wenezuelskiej opozycji Maríi Coriny Machado laureatką Pokojowej Nagrody Nobla jej szanse na wyróżnienie nagle skoczyły z 3,75 proc. do 73 proc. Dochodzenie wykazało, że prawdopodobną przyczyną było włamanie do systemów informatycznych komitetu noblowskiego. Niektóre zakłady wywołują spory interpretacyjne. Tak było z awanturą o garderobę prezydenta Ukrainy, która wybuchła latem ubiegłego roku. Grupa użytkowników Polymarketu obstawiła, że na nadchodzącym szczycie NATO Wołodymyr Zełenski stawi się w garniturze. Platforma uznała jednak, że czarna marynarka i koszula, które miał na sobie, nie spełniają kryteriów. Mimo że zarówno modowi eksperci, jak i sam projektant nazywali ubiór prezydenta garniturem, instancja arbitrażowa przyznała rację Polymarketowi. Wściekli gracze oskarżyli go o manipulację. W zakładach utopili razem 160 mln dol.

Inteligencja tłumu

Fala oskarżeń o nieprawidłowości jest pokłosiem tego, że rynki prognostyczne funkcjonują w regulacyjnej szarej strefie. Gdyby obowiązywały je te same przepisy co spółki publiczne, to gracze podejrzewani o wykorzystywanie poufnych informacji mieliby na głowie śledztwo Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, które mogłoby się dla nich skończyć więzieniem lub karą finansową. Kontrola nad Polymarketem i Kalshi jest dużo bardziej ograniczona. Podlegają one Commodity Futures Trading Commission (CFTC), instytucji nadzorującej obrót kontraktami futures, która nie ma odpowiednich uprawnień i personelu, by tropić poważne nadużycia.

Krytycy przekonują, że zakłady na platformach to hazard w przebraniu inwestycji. O zatarciu granicy między bukmacherką a przewidywaniem najlepiej świadczy to, że 85 proc. obrotów na Kalshi przypada na zakłady sportowe. W przypadku Polymarketu ruch jest bardziej zróżnicowany: 39 proc. transakcji dotyczy sportu, a 34 proc. polityki. Ale w obu przypadkach logika jest taka sama: stawiasz pieniądze w nadziei na wygraną. Podobnie jak aplikacje hazardowe, platformy prognostyczne są zaprojektowane tak, by wciągać użytkowników w dopaminową pętlę: „żywe” wykresy, jaskrawe słupki, animacje nagród, rankingi liderów, alerty o gorących ofertach...

Większość państw europejskich traktuje rynki prognostyczne jak internetowe kasyna. Polskie Ministerstwo Finansów na początku 2025 r. wpisało Polymarket i Kalshi do rejestru domen oferujących nielegalny hazard. Tym samym tropem poszły m.in. Włochy, Niemcy, Francja, Belgia i Holandia. Znana z deregulacyjnego zapału administracja Trumpa nie zamierza dołączać do tego grona. Bunt narasta za to na poziomie stanów: do sądów trafiło już co najmniej 20 pozwów kwestionujących status Polymarketu i Kalshi. Powody, dla których platformy bronią się przed etykietą bukmacherów, są proste: w każdym stanie, w którym chciałyby działać, musiałyby uzyskać zezwolenie, podnieść granicę wiekową, płacić podatki, przeprowadzać audyty itd.

Dlatego opakowują się w narrację, w której prezentują się jako bezcenne źródła prawdy w czasach baniek informacyjnych, kryzysu instytucji i nieufności wobec nauki. U podstaw platform prognostycznych leży idea, że rynek to jedyny mechanizm, który z natłoku danych, sprzecznych opinii i plotek może wydestylować mądrość zbiorową. Towarzyszy temu przekonanie, że jeśli ludzie są gotowi zaryzykować własne pieniądze, to ich intuicje opierają się na solidnych przesłankach. Jeśli więc zmienimy każde zdarzenie w towar o określonej cenie, to otrzymamy wiedzę nieskażoną uprzedzeniami i emocjami, czyli to, czego nie zapewniają dziś media, eksperci ani sondaże. – Nasza długofalowa wizja zakłada sfinansjalizowanie wszystkiego – mówił w październiku 2025 r. na konferencji Citadel Securities Tarek Mansour, 29-letni współzałożyciel i CEO Kalshi. Nie są to nowe pomysły. Libertariańscy ekonomiści od lat snuli wizje rynków, które potrafiłyby skutecznie odfiltrowywać prawdę od przeczuć i subiektywnych sądów. W 2000 r. Robin Hanson z Uniwersytetu George’a Masona zaproponował nawet nową formę rządu – futarchię, w której politycy podejmowaliby decyzje, bazując wyłącznie na wskazówkach giełd prognostycznych. Dwie dekady później technologiczni zapaleńcy zaprzęgli te koncepcje w architekturę blockchaina.

Tarek Mansour zaczął obmyślać swój projekt platformy prognostycznej w 2016 r., gdy jako młody analityk Goldmana Sachsa próbował przewidzieć konsekwencje zwycięstwa Trumpa i brexitu. Dla Shayne’a Coplana, 28-letniego założyciela Polymarketu, moment twórczej destrukcji nastąpił w pandemii. Pojawiało się wtedy tyle różnych opinii i scenariuszy, że odwołanie się do inteligencji tłumu wydało mu się najlepszym sposobem na zniwelowanie niepewności. Jak stwierdził w wywiadzie dla CBS News, Polymarket to „najdokładniejsze narzędzie, jakim dysponuje ludzkość, dopóki ktoś nie wynajdzie jakiejś superkryształowej kuli”. Jego zdaniem platforma oferuje „dziennikarstwo oparte na rynku”, które może stanowić dobrą alternatywę dla tradycyjnych mediów.

Prognoza za miliony

Popularność Polymarketu eksplodowała latem 2024 r. po katastrofalnym występie Joego Bidena w debacie prezydenckiej. Nagle rozkręciła się machina spekulacji. Biden zarzekał się, że nie zamierza ustąpić, a demokratyczny establishment zażarcie bronił swojego kandydata. Ale ludzie im nie dowierzali – i ruszyli do obstawiania. Wywołało to reakcję łańcuchową. Kiedy do gry weszła Kamala Harris, platforma z tygodnia na tydzień notowała dwu-, trzykrotne wzrosty obrotów. Wieczór wyborczy przyniósł Coplanowi ostateczne potwierdzenie słuszności jego idei: o ile sondaże do końca kampanii pokazywały, że kandydaci idą łeb w łeb, o tyle Polymarket już na miesiąc przed głosowaniem przewidywał wyraźne zwycięstwo Trumpa, dając mu 62–67 proc. szans. Łączna wartość zakładów dotyczących wyścigu o Biały Dom przebiła 3 mld dol.

Co ciekawe, oficjalnie platforma była wówczas niedostępna na terenie Stanów Zjednoczonych. W 2022 r. Commodity Futures Trading Commission nałożyła na nią 1,4 mld dol. grzywny za niedopełnienie obowiązków rejestracyjnych i zobowiązała ją do wprowadzenia geoblokady. Zakaz okazał się fikcją – żeby obstawiać, wystarczyło zainstalować VPN. Tydzień po wyborach sytuacja prawna Polymarketu jeszcze bardziej się skomplikowała: FBI zrobiła nalot na mieszkanie CEO i skonfiskowała mu telefon w związku ze śledztwem w sprawie umożliwiania Amerykanom korzystania z platformy. Według Coplana akcja była odwetem za to, że większość graczy wytypowała wygraną Trumpa.

Gdy ekipa MAGA wprowadziła się do Białego Domu, podejście do branży krypto zmieniło się o 180 stopni. Kłopoty Polymarketu błyskawicznie się skończyły. Departament Sprawiedliwości umorzył postępowanie karne. Na platformę można już było wejść bez VPN. Coplan dostał zaproszenie na szczyt w Białym Domu poświęcony aktywom cyfrowym. A doradcą obu głównych platform został najstarszy syn prezydenta Donald Jr.

Ich potencjał dostrzegł też świat sportu i mediów. Polymarket podpisał z Dow Jones (wydawcą „Wall Street Journal”) porozumienia gwarantujące partnerom dostęp do danych. Kalshi weszła w podobną współpracę z CNN i CNBC. Kursy przejęcia przez demokratów Izby Reprezentantów stały się takim samym elementem ramówki całodobowych stacji telewizyjnych jak sondaże poparcia dla Trumpa i notowania Nasdaq. Ukoronowaniem tych kontraktów była wieloletnia umowa obu platform z NHL (National Hockey League). Wszechobecność prognoz i przyjazna polityka Białego Domu pomogły im przyciągnąć nowych graczy – od 2024 r. liczba użytkowników skoczyła z 4 tys. do 600 tys., z czego gros to młodzi mężczyźni.

Choć Polymarket podkreśla, że jego prognozy sprawdzają się w ponad 90 proc. przypadków, to wiele z nich dotyczy zdarzeń, które łatwo odgadnąć. Po ostatniej ceremonii rozdania Złotych Globów Coplan chwalił się, że jego platforma poprawnie wytypowała 26 z 28 laureatów, ale w większości kategorii faworyt był oczywisty. Niejeden miłośnik kina i telewizji poradził sobie równie dobrze. Na zachowanie rynków może też wpłynąć kilka dużych zakładów. Niecałe dwa miesiące przed wyborami w USA pewien francuski inwestor postawił z kilku kont 30 mln dol. na zwycięstwo Trumpa. Według analizy firmy Chaos Labs krótko potem notowania zaczęły się przechylać na korzyść przywódcy MAGA. Niewykluczone, że Francuz liczył na taki właśnie scenariusz. Po podliczeniu głosów jego konto powiększyło się o ponad 85 mln dol. ©Ⓟ