Zadziwiające może się więc wydać, jak mało uwagi poświęca akademicka ekonomia motywom skłaniającym do oszczędzania. Dla makroekonomistów zasadniczym motywem jest wygładzanie konsumpcji – dbanie o to, żeby poziom życia był na tym samym poziomie przez cały czas jego trwania. Takie założenie wkomponowane jest w jądro niemal wszystkich modeli makroekonomicznych – od analizujących wzrost PKB do tych dających rekomendacje dla polityki monetarnej. Jednak ciężko nie przyznać, że pomijamy w ten sposób wiele innych motywów skłaniających nas do oszczędzania: od chęci przekazania spadku, przez status dawany przez majątek, aż do władzy, która bierze się z jego posiadania.

Oszczędności i mankament

Koncepcja wygładzania konsumpcji ma jeszcze jeden mankament. Analiza modeli prowadzi zawsze do tego samego wyniku teoretycznego – stałej krańcowej skłonności do oszczędzania. Oznacza to, że niezależnie od dochodu każdy agent w takim modelu oszczędza (konsumuje) taką samą część swojego dochodu. Wyobrażenie Jeffa Bezosa próbującego skonsumować ten sam odsetek swojego rocznego dochodu co przedstawiciel klasy średniej jawi się jako co najmniej zabawne.

Ludwig Straub z Uniwersytetu Harvarda postanowił obalić założenie prymatu wygładzania konsumpcji. Korzystając z Panel Study of Income Dynamics, największego badania ankietowego dotyczącego finansów gospodarstw domowych w USA, szacuje on współczynnik zakrzywienia konsumpcji jako funkcji majątku. Wartość 1, oznaczająca funkcję liniową, potwierdzałaby poprawność modeli opartych na wygładzaniu konsumpcji. Jak nietrudno się domyślić, nie taki jest wynik estymacji Strauba. W zależności od specyfikacji regresji otrzymuje on wyniki od 0,55 do 0,78, oznaczające funkcję wklęsłą. Potwierdza to intuicyjny wniosek – im ktoś jest bogatszy, tym mniejszą część swojego dochodu konsumuje, a większą oszczędza.

Ekonomia zmieniona

Straub nie poprzestaje na krytyce dotychczasowych modeli, ale proponuje też inne podejście. Wkomponowuje do funkcji użyteczności, stanowiącej matematyczne przedstawienie preferencji konsumentów, bezpośrednią korzyść z posiadania majątku, podczas gdy w wariancie domyślnym obejmuje ona jedynie sumowanie zdyskontowanej użyteczności z konsumpcji. Sam interpretuje to jako motyw spadkowy, ważony prawdopodobieństwem śmierci i pozostawienia majątku, ale przyznaje, że równie dobra jest interpretacja związana z władzą i bezpieczeństwem zapewnianymi przez majątek.

Przekłada się to na wiele wyników pomagających rozwiązać zagadki, z którymi ekonomia mierzy się od lat. Przykładowo łączny majątek nie jest już neutralny względem nierówności, jak dzieje się to w tradycyjnych modelach. U Strauba im nierówniej rozłożony jest dochód, tym większa jego część zostaje zaoszczędzona. W efekcie wzrost nierówności o rosnący stosunek majątku do dochodu narodowego (jak obserwuje to w niemal wszystkich krajach rozwiniętych Thomas Piketty), jak i spadające stopy procentowe. Badanie Strauba to rewolucja, więc możemy spodziewać się teraz rozwikłania wielu zagadek frasujących ekonomistów. ©Ⓟ