Gra toczy się o prawie miliardowy kontrakt na odbiór odpadów z dziewięciu dzielnic stolicy. Władze miasta uznały, że mogą skorzystać ze specjalnego trybu – zamówienia in-house. Pozwala samorządom zlecać prace własnym spółkom komunalnym z wolnej ręki. Oznaczałoby to, że we wspomnianych dzielnicach MPO nie musiałoby rywalizować z prywatnymi firmami na rynkowych warunkach.
Aby jednak zastosować wspomnianą procedurę, konieczne jest spełnienie kilku obligatoryjnych warunków. Przepisy wymagają m.in. tego, by spółka komunalna świadczyła ponad 90 proc. działalności na rzecz macierzystej jednostki. Krajowa Izba Odwoławcza uznała, że przy tym zamówieniu przesłanka ta nie została spełniona. A to dlatego, że choć MPO rzeczywiście osiąga ponad 90 proc. przychodu od miasta, to później część prac podzleca prywatnym firmom, a więc w zasadzie pośredniczy jedynie w transferze wynagrodzenia. Sama nie dysponuje bowiem instalacją, która mogłaby przetworzyć wszystkie odpady, i korzysta w tym zakresie z pomocy komercyjnych podwykonawców.