Adam Zwierzyński, adwokat, partner w kancelarii Radzikowski, Szubielska i Wspólnicy

To proste i znane naszej procedurze cywilnej od przedwojnia postępowanie wpadkowe. Pomyślane jako wehikuł pozwalający na załatwienie sporu ugodą sądową (a więc tytułem egzekucyjnym) bez wszczynania pełnego procesu.

Jakkolwiek ugody w sprawach pojednawczych się zdarzały, zawezwania służyły w ogromnej większości do przerywania biegu przedawnienia. Skutek ten nie wynikał wprost z przepisów. Dotychczas k.c. nie wypowiadał się na temat prób ugodowych. W orzecznictwie jeszcze z czasów II Rzeczypospolitej utrwalił się jednak pogląd, że zawezwania stanowią czynność zmierzającą bezpośrednio do dochodzenia roszczeń, a zatem przerywają przedawnienie na podst. art. 123 par. 1 ust. 1 k.c. (biegło ono na nowo po posiedzeniu ugodowym). Wypracowana bez głębszej podbudowy teoretycznej teza utrzymała się do dziś. Z czasem zawezwania stały się powszechnym, tanim (przez długi czas obowiązywała w nich niewysoka opłata stała) instrumentem parkowania roszczeń, używanym do jednostronnego przedłużania ich zaskarżalności. Przerywać można było wielokrotnie, bez końca przedłużając czas na wystąpienie do sądu z powództwem.
Reklama
Dopiero w ostatnich latach judykatura wyciągnęła wnioski z masowego nadużywania zawezwań. Pojawiła się koncepcja oceny zamiaru wzywającego. Jeżeli wniosek zmierzał jedynie do przerwania przedawnienia (a nie także do zawarcia ugody), można było przyjąć, że jako nadużycie prawa biegu przedawnienia nie przerwał. Ocena miała być szczególnie wnikliwa w zakresie kolejnych wniosków ugodowych, aczkolwiek możliwa także przy pierwszym. W skrajnej koncepcji (która pozostała odosobniona) Sąd Najwyższy uznał, że pozorne zawezwania należy od razu odrzucać jako niedopuszczalne.

Reklama
Rodziło to jednak wątpliwości, kiedy zamiar wnioskodawcy badać (czy już w postępowaniu polubownym, czy dopiero w późniejszym procesie). Nie bardzo wiadomo było, jak go badać. Doświadczenie życiowe wskazuje, że wierzycielowi zależy zwykle na zaspokojeniu roszczenia (do którego ugoda może doprowadzić), a nie wyłącznie na przerwaniu biegu przedawnienia (które zaspokojenia nie da). W prawdziwym życiu nikt nie składa wniosku tylko w celu przerwania przedawnienia, choć może to zrobić także w tym celu. Sama koncepcja wydawała się więc oparta na błędnym założeniu.
Wypowiedzi judykatury podważające skuteczność prób ugodowych były jednak w mniejszości i zawezwania to jeszcze dziś w miarę bezpieczny i niedrogi (nawet mimo podwyższenia w 2019 r. opłaty do jednej czwartej opłaty od pozwu) sposób na zabezpieczenie się przed przedawnieniem.
Wszystko to zmieni się 30 czerwca. Nowelizacja wprowadza do art. 121 k.c. dwa nowe punkty (5 i 6). Zgodnie z tym ostatnim bieg przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu co do roszczeń objętych wnioskiem o zawezwanie do próby ugodowej – przez czas trwania postępowania pojednawczego.
Zamiast przerwania, po którym przedawnienie biegło na nowo, będzie zawieszenie, po którym przedawnienie biegnie dalej. Poprzednio wierzyciel zyskiwał zazwyczaj od 3 do 6 lat (najczęstsze terminy przedawnienia), po zmianie zyska mniej więcej pół roku (tyle zwykle trwa postępowanie polubowne).
To bardzo dobra zmiana. Postępowanie polubowne powróci do roli, jaką powinno pełnić od początku, instrumentu umożliwiającego stronom zawarcie ugody sądowej bez konieczności wszczynania pełnego procesu. Zlikwidowana zostanie ciągnąca się od dziesiątków lat patologia.
Procedura cywilna (jak każda procedura, a nawet prawo w ogólności) powinna dawać jej użytkownikom elementarne poczucie pewności. Dokonując czynności procesowej, strona powinna wiedzieć, czy i jakie skutki ona wywarła. Składając zawezwanie, wnioskodawca powinien wiedzieć, czy przerwał bieg przedawnienia. O tym, że dotychczasowy stan takiej pewności nie zapewniał, świadczy sama, idąca w dziesiątki, liczba wypowiedzi SN w tej materii. Koncepcja oceny zamiaru wnioskodawcy nie tylko nie rozwiązywała problemu, lecz także sama była źródłem tej niepewności.
Wreszcie kończymy z systemowym zgrzytem, jakim było wyposażenie wierzyciela w możliwość jednostronnego, i to wielokrotnego, przedłużania terminu zaskarżalności roszczenia.
Zmiana tego wadliwego modelu za pomocą ingerencji ustawodawczej jest więc całkowicie słuszna. Żałować jedynie trzeba, że wraz ze zmianą art. 121 k.c. nie przywrócono niskiej opłaty stałej od wniosku ugodowego. Jej podwyższenie w 2019 r. uzasadniano dążeniem do zredukowania instrumentalnego wykorzystywania zawezwań. Skoro ten problem zostanie usunięty, opłata powinna wrócić do dawnej wysokości. Powinno się także wprowadzić do ustawy o kosztach obowiązek zwrotu opłaty w razie zawarcia ugody (analogicznie do zwrotu w postępowaniu rozpoznawczym).
W innym wypadku grozi nam marginalizacja postępowań ugodowych, które mogą pełnić korzystną rolę w systemie procedury cywilnej i odciążać sądy.
Co ważne – zgodnie z przepisami przejściowymi (art. 8 nowelizacji) do postępowań pojednawczych wszczętych i niezakończonych przed wejściem w życie nowelizacji stosuje się przepisy dotychczasowe. Wniosek ugodowy złożony przed 30 czerwca, o ile nie zostanie zwrócony lub odrzucony, przerwie bieg przedawnienia na dawnych zasadach, niezależnie od tego, że posiedzenie ugodowe odbędzie się już po zmianie przepisów.
Zostało więc tylko kilka tygodni na zaparkowanie roszczeń. ©℗