Zgodnie z nią giełdy prowadzące obrót kryptoaktywami (czyli nie tylko kryptowalutami typu bitcoin, lecz także tokenami NFT czy stablecoinami) będą musiały śledzić wszystkie transakcje (nawet te niskokwotowe), aby przeciwdziałać praniu pieniędzy, finansowaniu terroryzmu i innych przestępczych aktywności. Brukselscy urzędnicy chcą, aby obrót kryptoaktywami możliwie przypominał obrót tradycyjnymi walutami.
Oznacza to, że giełdy przy każdym przelewie kryptoaktywów, w którym pośredniczą, będą musiały znać jego nadawcę i adresata. Odnosi się to także do relatywnie anonimowych, tzw. prywatnych portfeli. Przedsiębiorcy prowadzący obrót kryptoaktywami będą mieli obowiązek wdrożenia technologicznych rozwiązań, które umożliwią identyfikację tychże portfeli. Entuzjaści kryptowalut tłumaczą, że oznacza to de facto zniszczenie jednego z ważniejszych atutów kryptowalut, czyli anonimowości. Do takich stwierdzeń warto jednak podchodzić z przymrużeniem oka, jako że nawet dziś dokonywane przelewy kryptowalutowe trudno nazwać do końca anonimowymi, choć identyfikowanie użytkowników stanowi pewne wyzwanie.