Tym razem Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej musi zmierzyć się z kwestią geoblokad oraz możliwości ich obejścia za pomocą technologii VPN w kontekście prawa do publicznego udostępniania utworu. Pewnych wskazówek dostarcza niedawno wydana opinia rzecznika generalnego Athanasiosa Rantosa (opinia z 15 stycznia 2026 r. w sprawie Anne Frank Fonds, C-788/24).

Warto zaznaczyć, że skuteczność geoblokad miała już być przedmiotem rozstrzygnięcia TSUE (sprawa Grand Production, C-423/21). Na skutek wycofania pytań prejudycjalnych postępowanie nie zakończyło się jednak wydaniem wyroku, a sprawa zamknęła się na etapie opinii rzecznika generalnego. Tym razem problem powraca w nieco innym ujęciu, a trybunał będzie mógł wreszcie odpowiedzieć na pytanie, czy w 2026 r. geoblokady są nadal realnym narzędziem ograniczania terytorialnego zakresu eksploatacji utworu, czy też powszechność usług VPN sprawia, że ochrona, którą mają zapewniać, staje się w praktyce iluzoryczna.

Spór o dzienniki Anne Frank w domenie publicznej

Sprawa dotyczy dzienników Anne Frank. W wielu państwach, w tym w Belgii, z początkiem 2017 r. utwór ten wszedł do domeny publicznej, podczas gdy w innych pozostaje nadal chroniony prawnoautorsko. Pozwani udostępnili dzienniki na swojej stronie internetowej w języku niderlandzkim. Jednocześnie – mając świadomość rozbieżności w czasie trwania ochrony – zastosowali dwa mechanizmy, które miały zapobiec naruszeniom: geoblokadę (tak aby dzienniki były dostępne wyłącznie dla użytkowników odwiedzających witrynę z terytorium państw, w których utwór znajduje się już w domenie publicznej) oraz żądanie potwierdzenia lokalizacji użytkownika.

Powodowie (uprawnieni z tytułu autorskich praw majątkowych do dzienników) podnosili, że mimo tych mechanizmów, m.in. dzięki usłudze VPN, treści pozostają w praktyce dostępne również dla użytkowników logujących się z innych państw, co prowadzi do naruszenia prawa do publicznego udostępniania utworu (art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE).

Dla porządku należy wspomnieć, że VPN (wirtualna sieć prywatna) to usługa, która tworzy szyfrowane połączenie między urządzeniem a internetem przez serwer pośredni, należący do dostawcy VPN. W praktyce pozwala m.in. na wirtualną zmianę lokalizacji użytkownika poprzez przypisanie adresu IP z innego państwa.

Czy trzeba „kierować” treść do odbiorców w danym kraju?

Zanim rzecznik generalny przeszedł do oceny skuteczności geoblokad, pochylił się nad samym zakresem prawa do publicznego udostępniania utworu. Kluczowe było pytanie, czy do takiej formy eksploatacji dochodzi w każdym przypadku, w którym użytkownicy znajdujący się na terytorium danego państwa mają możliwość uzyskania dostępu do utworu, czy też konieczne jest, aby udostępnienie było „skierowane” do nich.

Przypomnijmy, że istnienie wymogu „ukierunkowania” zostało niegdyś potwierdzone przez TSUE w odniesieniu do oferty lub reklamy towarów naruszających cudzy znak towarowy (wyrok w sprawie L'Oréal, C-324/09). To „skierowanie” jest weryfikowane w oparciu o takie czynniki, jak: domena witryny, jej wersja językowa, pozycjonowanie wśród użytkowników konkretnego regionu lub możliwość użycia urzędowej waluty przy dokonywaniu zakupu.

Rzecznik generalny odstąpił jednak od analogicznej wykładni art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE. Wykorzystując utrwaloną w orzecznictwie przesłankę „nowej publiczności”, wskazał, że sama dostępność utworu z terytorium danego państwa jest wystarczająca, aby stwierdzić, że doszło do publicznego udostępnienia utworu na tym terytorium. Nie jest konieczne, aby strona była „skierowana” do użytkowników tego państwa, w tym poprzez zastosowanie określonej domeny czy wersji językowej.

Choć takie ujęcie znajduje oparcie w wyłącznym charakterze prawa do publicznego udostępniania oraz w braku literalnego wymogu „skierowania” utworu na określone terytorium w unijnej dyrektywie, to i tak pozytywnie zaskakuje. Na przestrzeni lat TSUE twórczo wyinterpretował wiele bądź to nieostrych, bądź subiektywizujących powyższe uprawnienie przesłanek, w tym m.in. wymóg nowej publiczności (lub nowej, szczególnej technologii), zarobkowy cel udostępniania czy nawet element winy sprawcy. Jeśli TSUE przyjmie argumentację rzecznika, „skierowanie” utworu do odbiorców w danym kraju nie będzie kolejną z nich.

Czy geoblokowanie nadal działa?

Skoro więc sama dostępność treści online z terytorium danego państwa jest wystarczająca do przyjęcia publicznego udostępnienia na tym terytorium, pojawia się drugie pytanie: co w sytuacji, gdy podmiot udostępniający zastosował mechanizmy mające ten dostęp zablokować, a użytkownicy mimo to omijają je przy użyciu VPN.

Rzecznik generalny A. Rantos, powołując się na opinię rzecznika generalnego Macieja Szpunara w sprawie Grand Production, przypomniał, że geoblokady zostały niegdyś uznane za instrument zarządzania prawami cyfrowymi. A w konsekwencji – że w przypadku zastosowania geoblokady do publicznego udostępnienia utworu dochodzi jedynie na terytorium tych państw, które nie są nią objęte.

Jednocześnie potwierdzono, że w 2026 r. geoblokady wciąż są najnowocześniejszym i najskuteczniejszym środkiem ograniczania terytorialnego zasięgu eksploatacji utworu. Warto zresztą wspomnieć, że zostały wprost wskazane w prawodawstwie unijnym jako mechanizm ograniczania dostępności treści online do danego terytorium (rozporządzenie 2017/1128). I choć nie są rozwiązaniem idealnym, w szczególności nie dają podmiotom uprawnionym stuprocentowej gwarancji, że ich utwory nie będą dostępne na terytorium objętym geoblokadą, to są złotym środkiem, który umożliwia ochronę praw autorskich bez jednoczesnego, nadmiernego utrudniania podmiotom uprawnionym korzystania z nich i zarządzania nimi (jak w przypadku zamkniętego modelu publikacji, np. udostępniania treści wyłącznie za pośrednictwem terminali bibliotecznych, co proponowali powodowie).

VPN nie zmienia tej zasady. W razie przyjęcia odmiennej wykładni de facto każde udostępnienie utworu w Internecie miałoby charakter globalny. Wyjątkiem są przypadki, w których blokady lub inne środki technologiczne zastosowane przez podmiot uprawniony są celowo nieskuteczne, tak aby umożliwić użytkownikom ich łatwe obejście.

Czy dostawca usługi VPN odpowie za naruszenia?

Rzecznik odniósł się także do roli dostawcy usługi VPN w procesie publicznego udostępniania utworu. Powodowie słusznie podnosili, że wykorzystanie VPN bywa niezbędne do uzyskania dostępu do chronionej treści. Stąd już tylko krok do pytania o ewentualną odpowiedzialność dostawcy VPN. Analogicznego źródła odpowiedzialności można by jednak poszukiwać również w „standardowym” dostarczaniu dostępu do Internetu. Przecież on także jest konieczny, aby dotrzeć do chronionych treści i także może być wykorzystywany do „celów niezgodnych z prawem” (pkt 46 opinii).

Podobna refleksja doprowadziła rzecznika do konkluzji, że możliwość takiego wykorzystania VPN nie jest wystarczająca, aby uznać, że dostawcy usług VPN sami dokonują publicznego udostępniania utworu. Inaczej byłoby jedynie w sytuacji, w której aktywnie zachęcają do wykorzystywania ich usług do celów niezgodnych z prawem. Przesłanka ta jest analogiczna do przyjętych niegdyś przez TSUE przesłanek „pełnej świadomości” dostarczania narzędzi umożliwiających naruszenie (wyrok w sprawie Stichting Brein, C-527/15) oraz modelu biznesowego, który „zachęca” użytkowników serwisu do naruszeń (wyrok w sprawach połączonych YouTube i Cyando, C-682/18 i C-683/18).

Co to znaczy dla udostępniania treści online?

Jeśli TSUE podzieli argumentację rzecznika generalnego (czego pewnie należy się spodziewać), rozstrzygnięcie będzie miało istotne znaczenie dla praktyki udostępniania treści online.

Przede wszystkim dla przedsiębiorców prowadzących działalność w jednym lub kilku państwach to istotny sygnał praktyczny: aby legalnie udostępniać utwór online, wystarczające jest nabycie praw do utworu w zakresie ograniczonym do danego terytorium, pod warunkiem zastosowania geoblokady w odniesieniu do reszty świata – i to pomimo tego, że istnieje (względnie łatwa) możliwość obejścia takiej blokady przy zastosowaniu usługi VPN.

Po drugie, brak obowiązku „skierowania” utworu na dane terytorium prowadzi do ułatwienia egzekwowania naruszeń w różnych jurysdykcjach. Powód musi bowiem wykazać jedynie możliwość dostępu do utworu z danego terytorium.

Po trzecie, rozstrzygnięcie może mieć również znaczenie dla oceny działań mieszczących się w granicach dozwolonego użytku. Przykładowo prawo panoramy – mające podstawę w art. 5 ust. 2h dyrektywy 2001/29/WE – zostało uregulowane w różny sposób w państwach członkowskich. A zatem działanie dopuszczalne w Polsce, np. publikacja na blogu zdjęcia wystawionej na stałe w miejscu publicznym rzeźby, bez zastosowania geoblokady, może potencjalnie stanowić naruszenie w państwach, w których prawo panoramy nie zostało wprowadzone.

Konkludując, wygląda na to, że w 2026 r. geoblokada pozostanie podstawowym narzędziem ograniczania terytorialnego zakresu udostępniania treści w Internecie – niezależnie od tego, że nie gwarantuje pełnej skuteczności.