statystyki

Wielkie serca, które ruszą nawet Pomnik

autor: Karolina Baca-Pogorzelska07.10.2016, 07:08; Aktualizacja: 07.10.2016, 08:02
"Zdarza się jednak, że do CZD przyjeżdżają ludzie z drugiego końca Polski. Z dzieckiem na ręku, w przysłowiowych skarpetkach."

"Zdarza się jednak, że do CZD przyjeżdżają ludzie z drugiego końca Polski. Z dzieckiem na ręku, w przysłowiowych skarpetkach."źródło: Newspix
autor zdjęcia: NICIEJA FOTONEWS

Pomoc sąsiedzka to relikt przeszłości? Nie da się? Nie chce się? Błąd. Mieszkańcy warszawskiego Wawra pomagający rodzicom i dzieciom z Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” udowadniają, że jednak można

Wawer to największa pod względem powierzchni dzielnica Warszawy. Zielona, z niską zabudową. Nad większością domów góruje wielopiętrowy gmach Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. To jeden z największych specjalistycznych szpitali pediatrycznych w Polsce, będący jednocześnie pomnikiem poświęconym dzieciom – ofiarom II wojny światowej. Ten szpital, w którym rocznie hospitalizowanych jest ponad 35 tys. pacjentów, to miejsce, o którym słyszał chyba każdy. I każdy miał nadzieję, że nigdy tam ze swoim dzieckiem nie zawita. Jednak czasem los sprawia, że jest inaczej. Trafiają bogaci, biedni, grubsi, chudsi, prawi, lewi, miastowi, niemiastowi... Tam to jednak wcale nie jest ważne. Wszyscy boimy się tak samo. I wcale nie o siebie.

Moja młodsza córka Marysia kończy dzisiaj rok. W styczniu była operowana w CZD, spędziłyśmy kilka dni na okulistyce. Wiem, że tam wrócimy – oby jednak dopiero planowo, za jakieś pięć lat. Zresztą – miałyśmy łatwiej, mając bliskich kilkanaście ulic dalej.

Zdarza się jednak, że do CZD przyjeżdżają ludzie z drugiego końca Polski. Z dzieckiem na ręku, w przysłowiowych skarpetkach. Oczywiście – w klinice wypożyczą polówkę do spania w sali z maluchem, zjedzą obiad czy kupią ubranie. Tylko czasem nie mają do tego głowy, czasem nie mają pieniędzy... i wtedy do akcji wkraczają mieszkańcy Wawra.

Facebook pokazał ludzką twarz

Ponad 2,6 tys. osób liczy już działająca od kilku miesięcy na Facebooku grupa „SOS Mieszkańcy Wawra Rodzicom z CZD”. Przyznam szczerze, że w kwietniu tego roku, gdy inicjatywa ruszała, nie wierzyłam w powodzenie akcji. Idea była prosta – potrzebujący rodzic z CZD pisze, czego mu brak (na Facebooku lub e-mailem), mieszkańcy Wawra to dostarczają. Nie ma zbiórek pieniędzy – to zasada numer jeden. Ale nie można przecież ot tak wchodzić sobie na szpitalne oddziały. Dlatego wszystkiego pilnuje sprawczyni i pomysłodawczyni tego całego pozytywnego zamieszania – Anna Ojer. Mama czwórki dzieci, której doba na pewno liczy więcej niż 24 godziny.

– Inicjatywa, którą stworzyłam i prowadzę, powstała dlatego, że wiele miesięcy spędziłam w Centrum Zdrowia Dziecka. Długotrwałe przebywanie w CZD to piętno do końca życia. To nie jest zwykły szpital. To szpital, gdzie się mieszka często miesiącami, do którego się ciągle wraca i wraca. To miejsce, gdzie rodzice wyrwani z domowego ciepła trafiają czasem bez środków do życia do innej rzeczywistości. Rzeczywistości, której nie znali i nigdy nie chcieliby poznać – mówi Anna Ojer. – Będąc tam w środku, widziałam, z jakimi problemami borykają się rodzice. Brak ubrania, brak środków higienicznych, brak jedzenia, talerza, koca czy po prostu brak osoby, z którą można porozmawiać. Niektórzy myślą: a co za problem pójść i sobie kupić to, czego brakuje. A to jest kolosalny problem, bo trzeba odejść od łóżka chorego dziecka – tłumaczy.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie