statystyki

Igrzyska zakazanych słów. Dlaczego sportowe idee przegrały ze sponsorami

autor: Bartłomiej Niedziński05.08.2016, 07:42; Aktualizacja: 05.08.2016, 07:51
Igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro.

Gdy patrzy się na reakcję Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego na trwający skandal dopingowy z udziałem sportowców z Rosji, trudno nie odnieść wrażenia, że dba on bardziej o wizerunek igrzysk – a co za tym idzie o dochody od sponsorów – niż o wykorzenienie problemu.źródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: DIEGO AZUBEL

Po co mówić o idei olimpijskiej, skoro od lat najważniejsi są sponsorzy. Ważniejsi od sportowców. Najważniejszą rzeczą w igrzyskach olimpijskich jest nie zwyciężyć, lecz wziąć w nich udział, tak samo jak w życiu nie jest ważne, by triumfować, ale by zmagać się z przeciwnościami”.

Baron Pierre de Coubertin, twórca idei nowożytnych igrzysk olimpijskich i założyciel Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, z pewnością przewróciłby się w grobie, gdyby mógł zobaczyć, jak sformułowane przez niego credo przeewoluowało w ciągu 120-letniej historii igrzysk. Pół biedy, że większości sportowców nie chodzi o sam udział, tylko właśnie o zwycięstwo. Gorzej, że dla samego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego najważniejszą rzeczą w igrzyskach są pieniądze.

Faktem jest, że jego koncepcja czysto szlachetnej rywalizacji otwartej tylko dla amatorów od początku była nieco wątpliwa, bo uczestnicy antycznych igrzysk, do których romantycznie się odwoływał, tylko na początku byli amatorami, a przez większość ich historii dostawali za to pieniądze i wcale nie chodziło im o sam udział. Ponadto pod koniec XIX w., gdy odbyły się pierwsze nowożytne igrzyska, w niektórych dyscyplinach sportu już obowiązywało zawodowstwo i było raczej pewne, że sport będzie zmierzał w tym kierunku. Faktem jest także, że sponsorzy na igrzyskach nie pojawili się w ostatnich kilku czy kilkunastu latach, lecz byli od samego początku. W 1896 r. firmy płaciły za reklamowanie się podczas igrzysk w Atenach, w 1912 r. szwedzkie firmy wykupiły wyłączne prawa do robienia zdjęć podczas zawodów i sprzedaży pamiątek, w 1920 r. w Antwerpii znaczącą część wydanych oficjalnych programów zajmowały reklamy sponsorów, w 1928 r. do ich grona dołączyła Coca-Cola, która ma obecnie najdłuższy staż ze wszystkich partnerów MKOl.

Niemniej do czasu prezydentury w MKOl Juana Antonia Samarancha, czyli do początku lat 80. zeszłego wieku, igrzyska starały się zachowywać ducha barona de Coubertina, amatorski status (który zresztą łamały kraje z bloku wschodniego, gdzie sportowcy formalnie byli amatorami, bo mieli fikcyjne etaty w wojsku, kopalniach czy innych zakładach pracy) i obecność sponsorów była dość dyskretna. Ubocznym skutkiem tego był kryzys finansowy w MKOl. Oraz to, że po katastrofalnych od strony komercyjnej igrzyskach w Montrealu w 1976 r. – miasto spłacało długi jeszcze ponad 30 lat później – brakowało chętnych do roli gospodarza. Samaranch, który kierował MKOl w latach 1980–2001, negocjując na nowych zasadach umowy sponsorskie i prawa do transmisji telewizyjnych (wcześniej pozostawało to w gestii komitetu organizacyjnego danych igrzysk), nie tylko wyprowadził na prostą olimpijskie finanse, lecz także spowodował, że komitet stał się organizacją niezależną finansowo, a dzięki temu również bardzo wpływową w świecie.

To jednak miało swoją cenę – o ile decyzję o odejściu od amatorstwa można zrozumieć, bo pod koniec XX w. nie przystawało ono do rzeczywistości i coraz bardziej stawało się fikcją, to prezydentura Hiszpana została zapamiętana także z powodu postępującej komercjalizacji igrzysk, licznych afer dopingowych i skandali korupcyjnych, na które przymykano oko. Za rządów jego następców, Jacques’a Rogge’a i sprawującego tę funkcję od 2013 r. Thomasa Bacha, uporano się z korupcją w szeregach komitetu, bo o żadnym tego typu skandalu nie było ostatnio słychać, ale w kwestii komercjalizacji igrzysk nie zeszli oni z drogi Samarancha, co widać było także w przededniu rozpoczynających się dziś igrzysk w Rio de Janeiro.


Pozostało 65% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie