statystyki

Przepowiednia Kaddafiego: Jak uchodźcy zalewali Europę

autor: Mariusz Janik15.07.2016, 07:37; Aktualizacja: 15.07.2016, 08:27
imigranci

W latach 60. zaszła niewidzialna rewolucja, zarówno na Wyspach, jak i w kontynentalnej Europie.źródło: ShutterStock

Jeżeli Libia nie otrzyma od UE środków na rozwiązanie problemu imigracji, Europę zaleją uciekinierzy – dowodził na szczycie UE-Afryka w 2010 r. libijski dyktator. Zażądał 5 mld euro. Dostał kilkadziesiąt milionów, ale wystarczyło.

"Skolonizowali pół świata i jeszcze narzekają na imigrację” – taki ironiczny mem przewinął się przez internet w pierwszych dniach po Brexicie. Rzeczywiście nad imperium nigdy nie zachodziło słońce, a Londyn był metropolią dla mieszkańców krajów rozsianych po wszystkich kontynentach. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat Anglicy próbowali zachować wpływy w dawnych koloniach, a jednocześnie robią wszystko, by przyjeżdżający z nich ludzie nie zapuścili korzeni nad Tamizą.

– Brexit to wynik frustracji polityką prowadzącą do sytuacji, kiedy ludzie przenikają przez granice jak przez szwajcarski ser – zdiagnozował nastroje na Wyspach po głosowaniu nad opuszczeniem Unii Europejskiej republikański pretendent do fotela prezydenta USA Donald Trump. – Myślę, że chodzi o dużo granic. Myślę, że dużo z tego to imigracja – kwitował z właściwą sobie przenikliwością.

I w olbrzymiej mierze ma rację. Przez kilkanaście miesięcy poprzedzających referendum na temat Brexitu liderzy kampanii Leave o imigracji wspominali jedynie półgębkiem. Pojawiała się tradycyjnie w wystąpieniach Nigela Farage’a i aktywistów Partii Niepodległościowej czy wpisach w internecie. Ale politycy z, nazwijmy to, mainstreamu – czyli przede wszystkim Partii Konserwatywnej – unikali otwartego wyrażania stanowiska. Aż do końcówki kwietnia, kiedy to w prestiżowym „The Times” pojawił się tekst Michaela Gove’a – ministra sprawiedliwości i Lorda Kanclerza (a w przeszłości m.in. ministra edukacji w gabinecie Davida Camerona). „Ponieważ nie możemy kontrolować naszych granic i ponieważ, niestety, nasze porozumienie [z UE] nic w tym zakresie nie zmienia – służby publiczne takie jak NHS [służba zdrowia], staną w obliczu niezliczonego strumienia [nowych beneficjentów], gdy miliony ludzi staną się obywatelami Unii Europejskiej” – pisał Gove.

Przesunięcie debaty z „suwerenności narodowej”, nieporadności Brukseli w radzeniu sobie z kryzysem czy unijnej biurokracji doskonale zadziałało. Gdy dwa miesiące temu kluczowym argumentem kampanii Leave stało się ograniczenie imigracji, notowania zwolenników wyjścia z UE poszły w górę, a kolejni politycy – jak Boris Johnson – postanowili popłynąć na tej fali. I nie chodzi wyłącznie o setki tysięcy imigrantów z Bliskiego Wschodu, Afryki czy Azji, którzy przez ostatnie kilka lat szturmowali unijne rubieże. – W ostatnich latach setki tysięcy ludzi z Europy Wschodniej przyjechały do Brytanii do pracy – podsumowuje dziennikarz i aktywista kampanii Leave Douglas Murray. – To ogranicza rodzimą populację pracujących.

Prosty komunikat zdecydowanie lepiej trafił do przekonania przeciętnemu wyspiarzowi niż wysublimowane ekspertyzy i wyważone komentarze ekspertów. Zresztą i oni – ważąc racje – przyznawali, że Zjednoczone Królestwo przeżyło w ostatnich latach „inwazję barbarzyńców”: 5 mln przybyszów w ciągu półtorej dekady, od 1990 r. do 2014 r., z czego połowa to imigranci z krajów UE. Paliwo dla brytyjskiej gospodarki? Większe wpływy podatkowe? Wykwalifikowani i tani specjaliści? – Imigracja nie ma większego pozytywnego wpływu gospodarczego – twierdzi Stephen Booth z think tanku Open Europe. – Za to w niektórych częściach kraju nastąpiły zmiany, do których nie przywykli tamtejsi mieszkańcy: pojawiły się nowe sklepy, nowe języki. Jedni odebrali to pozytywnie, inni poczuli się zagrożeni. Migranci z krajów UE mają udział w dochodach fiskusa, ale opinia publiczna obawia się, że inwestycje w usługi publiczne, mieszkalnictwo, infrastrukturę nie są w ten sposób równoważone.

Nie jest to nowość. „Na przestrzeni zaledwie połowy stulecia Brytania zmieniła się z niemal wyłącznie białoskórego społeczeństwa w takie, w którym etniczność i rasa stały się czynnikami ważnymi z perspektywy społecznej i politycznej” – dowodził brytyjski historyk i analityk, Ian R.G. Spencer w pracy „British immigration policy since 1939”. Co więcej, wyspiarze nigdy się z tymi – tak gwałtownie zachodzącymi – zmianami nie pogodzili.

Jak miło mieć spokój


Pozostało 80% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • Lex(2016-07-15 14:18) Zgłoś naruszenie 00

    Problem polega na tym, ze wiekszosc Brytyjskiego spoleczenstwa jest tepa jak but. Generalna pogarda wobec edukacji, uwielbianie celebrytow i footbolu wiele w tym nie pomaga. Podzial klasowy w tym panstwie jest tak wielki, ze az wierzyc sie nie chce. Mowie to co widze od ponad 15 lat.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie