statystyki

Clapham: Chcę polskiego obywatelstwa

autor: Tim Clapham15.07.2016, 07:37; Aktualizacja: 15.07.2016, 10:29
Timothy Clapham psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski

Timothy Clapham psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawskiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Europejczykowi, który opowiada się za zjednoczonym kontynentem – a takim właśnie jestem – trudno jest poradzić sobie z konsekwencjami Brexitu. London School of Economics przeprowadziła wśród Brytyjczyków badanie na temat emocjonalnego wpływu tej decyzji na nich. Od 30 do 40 proc. przeciwników opuszczenia Unii Europejskiej po ogłoszeniu wyników płakało lub było blisko łez. Z kolei wśród zwolenników Brexitu do płaczu (a były to prawdopodobnie łzy radości) przyznało się 10 proc. badanych. Zatem nie tylko polityczne, lecz i psychologiczne oddziaływanie referendum okazało się ogromne.

To dość oczywiste, że Wielka Brytania i reszta Unii przechodzi teraz przez pięć etapów żałoby, opisanych przez amerykańską lekarkę Elisabeth Kuebler-Ross w słynnej książce z 1969 r. „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Wykorzystywanie opisanego przez nią modelu do opisania sytuacji politycznej może wydawać się niestosowne, lecz jeśli wziąć pod uwagę, że polityka jest wynikiem zbiorowych działań ludzi, nie będzie to nadużyciem. Wiele osób, nawet Nigel Farage z Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), ze swoją kampanią przeciwko UE, było i jest emocjonalnie zaangażowanych w europejski projekt i jego wpływ na nasze codzienne życie. Dla wielu osób w Wielkiej Brytanii, czego dowiodły niedawne demonstracje, wyjście z Unii oznacza utratę czegoś, co cenili, nawet kochali.

Pierwszy etap to zaprzeczenie. Negacja objawia się pod różnymi postaciami. Na przykład w mówieniu, że brytyjski parlament mógłby podjąć decyzję, która pozwoli zignorować wynik referendum albo że decyzja parlamentu konieczna jest do uruchomienia art. 50 traktatu z Maastricht, który opisuje procedurę wyjścia z UE. Lub w żądaniu nowego głosownia, bo do Brytyjczyków dotarły już skutki opuszczenia UE. Podjęcie takich kroków forsują różne osoby – np. były premier Tony Blair, zaś do parlamentu wpłynęła petycja o rozpisaniu nowego referendum podpisana przez prawie 4 mln Brytyjczyków.

Etap drugi to gniew. Na tych, kogo uważa się za winnego straty. Widać to w zawirowaniach w Partii Konserwatystów i rezygnacji Davida Camerona. Gniew jest także kierowany w stronę Borisa Johnsona, lidera ruchu na rzecz Brexitu, który – po zwycięstwie – niespodziewanie wycofał się z walki o przywództwo wśród torysów. Gniew po Brexicie jest wykorzystywany w opozycyjnej Partii Pracy do próby walki z Jeremym Corbynem (to niesprawiedliwe, bo większość wyborców laburzystów głosowała za pozostaniem w UE, m.in. dzięki kampanii prowadzonej przez Corbyna). Złość jest również kierowana w stronę osób starszych, głosami których wygrała opcja wyjścia z UE.

Następny etap to odzyskiwanie kontroli. Co możemy teraz z tym wszystkim zrobić? Trwają gorączkowe dyskusje, jaką drogą Wielka Brytania ma podążać: norweską, szwajcarską lub kanadyjską? A może przyszłe stosunki z UE oprzeć na członkostwie w Światowej Organizacji Handlu? Jak rozwinąć nasze zdolności prowadzenia negocjacji handlowych, które od lat prowadziła za nas Komisja Europejska? (Nowa Zelandia zaproponowała nam usługi swoich prawników). Od debaty w parlamencie zaczęły się dyskusje o tym, jak należy chronić prawa obywateli UE mieszkających w Zjednoczonym Królestwie oraz Brytyjczyków mieszkających w państwach Unii. Przywódcy innych państw Wspólnoty już planują debaty nad przyszłą strukturą i funkcjonowaniem UE. Jak wiadomo, gorączkowa działalność często jest odpowiedzią na śmierć kogoś bliskiego. Bo pomaga złagodzić ból.


Pozostało jeszcze 65% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • Stary(2016-07-15 20:47) Zgłoś naruszenie 11

    A trzeba było zrobić jeszcze jedno referendum! A gdyby nie było po "naszej" mysli - jeszcze jedno. I jeszcze jedno, aż do uzyskania pożądanego skutku. A między referendami trzeba było w mediach pokazywać Britom jakimi są mięczakami i fajfusami, skoro głosują za wyjściem. My to mamy przerobione: w ten sposób tow. Kwasniewski mobilizował elektorat do głosowania za wstąpieniem do Unii. Drugiego dnia plebiscytu biedni emeryci nie wytrzymali i po modlitwie w kopściółkach ruszyli skruszeni do urn...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie