statystyki

Amsterdam: Fun, peace, love. I bezdomni Polacy

autor: Joanna Pasztelańska08.07.2016, 07:12; Aktualizacja: 08.07.2016, 12:28
Wielu bezdomnych na ulicach Amsterdamu to Polacy

Wielu bezdomnych na ulicach Amsterdamu to Polacyźródło: ShutterStock

Kiedy pogłębiarka wybiera gnijące śmieci z kanałów, turyści odwracają głowy. To nie pasuje do Amsterdamu z pocztówki. To miasto to przecież fun, peace and love. Tu nikt nie leży na ulicach i nie żebrze w tramwajach.

Pochmurny poranek na Rembrandtplein. Cóż z tego, że czerwiec. Mokry, szary. Wilgotny chłód przenika do szpiku kości. Ale w ciągu dnia słońce potrafi mocno przypiec, a miasto męczy wtedy smrodem śmieci i zaczepkami wszechobecnych dilerów. Wieczorami wszystko to znika w milionach świateł i dudniącej muzyce z pubów. A ulice zaczynają pachnieć tanią marihuaną oraz droższym haszyszem. Wszechobecne gwizdy i krzyki uczestników wieczorów kawalerskich. Panowie w różnym wieku, jeszcze z walizkami oblepionymi naklejkami lotniska Schipol, niecierpliwie szukają dzielnicy czerwonych latarni.

Nad ranem miasto się zmienia. Grzeczniejsze ulice, w okolicy Vondelparku, zapadają w sen. Jednak im bliżej centrum, tym bardziej zamieniają się w przepalony i przepity rynsztok. Wtedy też, skoro świt, zakapturzone postacie wyruszają na polowanie. W poszukiwaniu utraconych portfeli, drobnych pieniędzy i niedopalonych jonitów. Tak, właśnie taki jest Amsterdam dla koczujących w nim bezdomnych.

W dużej mierze Polaków.

Plan holenderski

Kiedy cztery lata temu Mariusz wysiadał z busu w okolicy Centraal Station, miał 23 lata, zawaloną szkołę zawodową na karku, zdradę dziewczyny i pragnienie zmiany na lepsze. W rodzinnej miejscowości pod Wrocławiem bez szkoły, stałej pracy i w zasadzie bez pomysłu na siebie miał dwa wyjścia. Pracę sezonową za grosze na plantacjach truskawek lub błaganie ojca o pożyczkę. Oba rozwiązania nie wchodziły w rachubę. Bo swoją ambicję Mariusz miał.

W Holandii nigdy nie był. W ogóle w całym swoim życiu był tylko dwa razy za granicą – w Niemczech, tuż przy granicy. Po tamtejsze proszki do prania, które później sprzedawał na targu w rodzinnej miejscowości. Nie zdążył na dobre rozkręcić interesu, jak zepsuł mu się samochód i cały pomysł z biznesem upadł. Amsterdam kojarzył mu się głównie z dzielnicą czerwonych latarni, niezliczoną ilością coffeshopów i możliwości, których w Polsce – jak sobie wciąż powtarzał – nie miał. A w takim Amsterdamie czekało przecież na niego niezliczone morze pracy dorywczej, sezonowej, z czasem stałej. Przekonywał go o tym znajomy, który zdążył na dobre się w Holandii ustawić.

Plan Mariusza zakładał pracę na plantacji tulipanów, w wypożyczalni rowerów albo kelnerowanie w jednym z rozlicznych barów. Mieszkać miał u znajomego, który wynajmował pokój z kuchnią. Ale to był plan na start. Po kilku miesiącach wszystko miało się odmienić, zmienić i polepszyć. Dobrze miało być w tej Holandii Mariuszowi. Na luzie, kolorowo, czasem w oparach zioła, bez napinki oraz biedowania. – Miałem być królem, ale to, co przywiozłem z Polski, w sumie ze 2 tys. zł z konta oszczędnościowego, topniało z dnia na dzień. A to zaszalałem w coffeshopach, a to postawiłem parę drinków dziewczynom, dałem się namówić na imprezy i po miesiącu obudziłem się z pustym portfelem. Praca na recepcji w studiu tatuażu nie okazała się na tyle dobrze płatna, żebym mógł przetrwać– wspomina ze wstydem. – Zacząłem kombinować z lewą kasą i szemranym towarzystwem, ale skończyło się pobiciem i dobą w szpitalu niemal jako NN, bo bez ubezpieczenia. Kolega coraz mniej chętnie użyczał mi polówki w kuchni. Zresztą poznał dziewczynę, sytuacja była coraz bardziej krępująca.

Trochę waletował w pracy, ale któregoś ranka szef go nakrył i kazał się wynosić. To wtedy wszystko zaczęło się sypać, a Mariusz – sięgać po znieczulenie.

Na Zachodzie bez zmian


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (2)

  • arek(2016-07-08 14:57) Zgłoś naruszenie 20

    Bezdomni w Amsterdamie... Oczywiście, że są. Ale jest ich mało i raczej są to ludzie, którzy są bezdomnymi niejako na własne życzenie. Do kogo mogą mieć pretensje? Do kraju, do Holandii, do braku socjalu? Są tam też kryminaliści, którzy w Polsce wyszli z więzienia i siedzą na ulicach Amsterdamu, to tacy ludzie, którzy są krok przed bezdomnością. Ale przecież nie można zwalać winy na sam Amsterdam, że kręcą się po nim tacy ludzie.

    Odpowiedz
  • lk(2016-07-08 12:22) Zgłoś naruszenie 02

    Olender wymyślił eutanazję na wszystkie problemy. Bezdomni? Lekarz wpisze depresję i zastrzyk na odjazd

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie