statystyki

Dopalacze nastroju: Po co nam pigułki na każdą dolegliwość?

autor: Joanna Pasztelańska28.04.2016, 12:00; Aktualizacja: 29.04.2016, 09:26
Pigułki stosujemy nie tylko na złe samopoczucie, lecz także na skutki uboczne pojawiające się po wcześniejszych pigułkach.

Pigułki stosujemy nie tylko na złe samopoczucie, lecz także na skutki uboczne pojawiające się po wcześniejszych pigułkach.źródło: ShutterStock

O tym, po co nam pigułki na każdą dolegliwość i czy szczęście musi być łatwe do przełknięcia. Nie radzimy sobie w pracy, nie wyrabiamy się w domu. Irytuje nas szefowa lub prezes, teściowa, sąsiadka. Mąż lub żona. I wtedy pojawia się ona. Pigułka na wszystko. Nasze wybawienie. Ma nas ukoić oraz uspokoić.

– Pracujemy na kilku etatach, a potem biegniemy na siłownię. Wymagamy od siebie coraz więcej, bo czas to pieniądz. Więc liczy się każda minuta. Wszystko musi być idealne, a jeśli nie jest, czujemy się sfrustrowani. Nic dziwnego, że ludzie zaczęli interesować się szybkim panaceum na swoje rozterki oraz dolegliwości – uważa Małgorzata Osowiecka, psycholog z Uniwersytetu SWPS w Sopocie.

I dlatego sprzedaż pigułek oraz suplementów diety na wyciszenie, uspokojenie i lepszy nastrój to istna żyła złota. Kupujemy je w drogeriach, przez internet, w aptekach czy supermarketach. Z antydepresantami na receptę jest już nieco trudniej, lecz także ich sprzedaż rośnie w lawinowym tempie. Szacuje się, że rocznie na chemiczne polepszacze nastroju wydajemy nawet 0,5 mln zł. Nie wstydzimy się korzystać z pomocy psychiatrów. Ci nie wstydzą się przepisywać nam recept. Szacuje się, że w najbliższych latach dołączymy do obywateli Islandii, Danii czy Wielkiej Brytanii pod względem spożycia antydepresantów. Tam sięga po nie już co dziesiąty obywatel między 28. a 40. rokiem życia.

Dopalacze nastroju

Marta, trzydzieści parę lat, szefowa jednego z departamentów dużego banku. Żona i matka dwóch chłopców. Uprawia crossfit i jogę, jest miłośniczką joggingu i wyjazdów na weekend do spa. Nienaganna figura, promienny uśmiech, błysk w oku. Ale tylko Marta wie, że jej energia i optymizm nie były zasługą sesji jogi czy wegańskiego menu przywożonego skoro świt do domu. Przez dwa lata brała pigułkę na bazie fluoksetyny, polski odpowiednik prozacu, najpopularniejszego środka na szczęście. I przez wiele miesięcy była przekonana, że dzień, w którym po raz pierwszy po pigułkę sięgnęła, był najszczęśliwszym w jej życiu.


Pozostało jeszcze 86% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie