O tym, czy nasze poglądy polityczne są zapisane w genach i czy to, że jesteśmy lewicowi lub prawicowi, zależy od wychowania - mówi prof. dr hab. Jan Strelau przewodniczący rady powierniczej SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego, doktor Honoris Causa Uniwersytetu SWPS, światowej sławy psycholog, autor regulacyjnej teorii temperamentu.
Prof. dr hab. Jan Strelau, światowej sławy psycholog, autor regulacyjnej teorii temperamentu / Dziennik Gazeta Prawna
Podobno poglądy mamy w genach...
Reklama
Bzdura.

Reklama
Ale takie są wyniki naukowych badań.
Najprawdopodobniej przekazanych w dużym uproszczeniu.
Naukowcy z uniwersytetów San Diego i Harvarda twierdzą, że na wyznawaną przez nas ideologię ma wpływ receptor dopaminergiczny o nazwie DRD4. Czyli o poglądach, a przynajmniej o tym, że jest się liberałem, decydują geny i duża liczba znajomych w okresie dorastania. To kwestia genetycznie zaprogramowanej skłonności do poszukiwania nowości i ekscytacji.
Rzecz jest niezwykle skomplikowana. Badacze ci wskazują, że genetycznie uwarunkowana aktywność dopaminy współdeterminuje liberalizm. Ale to tak prosto nie działa. Znajdująca się w układzie limbicznym dopamina wzmaga tendencje eksploracyjne i aktywność zachowania, które są przejawami temperamentu znanego jako poszukiwanie doznań. Być może ta wrodzona tendencja może w jakimś stopniu sprzyjać kształtowaniu poglądom czy wartościom, które niosą z sobą dużą dawkę stymulacji. Jak wykazują badania, ta cecha temperamentu może się ujawniać np. w zachowaniach przestępczych, zażywaniu narkotyków, lecz także w sporcie wyczynowym czy w silnie angażującej działalności politycznej. Ale o tym, w jakiej działalności ta cecha się ujawnia, nie decyduje poziom dopaminy, lecz szeroko rozumiane środowisko.
Rozumiem, że to cechy temperamentu są zakodowane genetycznie.
Nie, żadna cecha temperamentu nie jest zakodowana w genach. Genetycznie uwarunkowane są struktury neurofizjologiczne mózgu, które leżą u podstaw kształtowania się wspomnianych cech. Mówimy, że dziecko rodzi się z określonymi cechami temperamentu. Określenie „rodzi się” oznacza, że w niesprzyjającym życiu płodowym mogą dokonywać się pewne zmiany w tych mechanizmach neurofizjologicznych leżących u podstaw cech temperamentu. Inaczej rozwijają się one u matki prowadzącej normalny tryb życia, a inaczej u kobiety, która np. nadużywa alkoholu i narkotyków.
No tak, ale to są jednak skrajności – nadużywane narkotyki i alkohol po prostu niszczą komórki.
Oczywiście, te sytuacje należą raczej do wyjątków, ale one mogą spowodować, że w życiu płodowym może dojść do odchylenia od normy. Gdy przyszła matka ma np. stresującą pracę, niestabilną sytuację finansową, problemy zdrowotne, emocjonalne, wystarczy nawet brak oparcia w rodzinie, niepokój. Wiele jest czynników, które nie sprzyjają optymalnym warunkom rozwoju w łonie matki.
Uprośćmy. Jest płód A i B, oba o takiej samej bazie genetycznej. A ma matkę spokojną, ciekawą świata, ludzi, żyjącą bez stresu, zdrowo się odżywiającą, matka B jest zaś kłębkiem nerwów.
To się nie zdarza, by płody A i B miały takie samo wyposażenie genetyczne. Jedynym wyjątkiem są bliźnięta monozygotyczne, choć i tu występują pewne różnice. Ale nawet jeżeli założymy, że genetyczny program obu płodów jest taki sam, mechanizmy neurofizjologiczne leżące u podstaw temperamentu będą się rozwijać w obu przypadkach inaczej. Proszę jednak pamiętać, że duże znaczenie ma wpływające na dziecko od momentu narodzenia wychowanie.
Jak więc tłumaczyć np. sytuację, w której bliźnięta jednojajowe, niewątpliwie o identycznej bazie genetycznej, wychowywane przez jedną matkę, w takich samych warunkach, mają odmienny światopogląd? Że jeden staje się lewicowcem, drugi prawicowcem?
Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że u podstaw tego nie leżą geny.
Więc co o tym decyduje?
Wychowanie. I nie mówimy tu tylko o wpływie matki, ale całej rodziny, potem otoczenia, bliskich, szkoły, znajomych, pracy. W badaniach stwierdzono, że rodzina, która wyróżnia jedno z bliźniąt, powoduje, że u drugiego rozwiną się odmienne cechy osobowości. Nie ma też trzyletnich lewicowców, a im dzieci stają się starsze, tym bardziej wychowanie zaczyna je różnić. Zostańmy przy przykładzie ze wspomnianych na początku badań o rzekomym związku liberalizmu z poszukiwaniem doznań. Taka cecha temperamentalna rzeczywiście wpływa na cechy osobowości, jednak nie decyduje o tym, że stanę się socjalistą. To tylko tendencja do poszukiwania doznań. Przekładając to na poglądy polityczne – jeśli w kraju lewicowość jest restrykcyjnie traktowana, to osoba o niskim poziomie poszukiwania doznań zapewne nie stanie się lewicowcem. To samo jest w rodzinie. Jeśli rodzina jest konserwatywna, to ukształtowanie innego poglądu wymagałoby od dziecka silnej odporności na kary i nieprzyjemności ze strony rodziców czy osób bliskich. Rodzimy się z pewnym zestawem cech temperamentu, które nie są ani lewicowe, ani prawicowe. O tym decyduje szeroko rozumiane wychowanie, które pozostaje w interakcji z wyposażeniem genetycznym jednostki. Ale nie w takim sensie, że lewicowa rodzina na pewno wychowa lewicowca czy prawicowa prawicowca. Bo nie decyduje o tym narzucanie dzieciom swoich poglądów, tylko sposób wychowania w rodzinie, a przede wszystkim własna droga życiowa dziecka. Kontakt z rówieśnikami, stopień niezależności od innych, spotykane autorytety – te okoliczności życiowe można wymieniać bez końca. Krótko mówiąc, w nietolerancyjnej rodzinie prezentowanie poglądów odmiennych niż mają rodzice może być źródłem silnego stresu. Dziecko nieodporne będzie tego unikać, zaś dla dziecka o zestawie cech determinujących poszukiwanie doznań taka sytuacja wręcz będzie sprzyjać stawianiu się rodzicom.
Da się więc zaplanować i wychować lewaka lub prawaka?
Nie narzucimy dziecku konkretnych poglądów. Możemy tylko próbować odkryć, jaka jest jego wrażliwość na bodźce działające w otoczeniu. Każdy z nas rodzi się ze ściśle określoną wrażliwością, chronicznym poziomem pobudzenia. Jedni są bardzo pobudzeni, a inni mniej. Ci, których charakteryzuje wysoki poziom aktywacji, unikają więc silnych bodźców i ekstremalnych zachowań. Ci z niskim poziomem poszukują doznań, dążą do sytuacji bogatych w stymulację i do zachowań niekonwencjonalnych. I nie musi to być od razu adrenalina podczas uprawiania sportów ekstremalnych, lecz choćby przeciwstawianie się rodzicom.
Czyli nieprawdą jest, że dziedziczymy zachowanie?
Wraz z rozwojem człowieka zmienia się – dzięki dojrzewaniu w mózgu struktur neuronalnych i bogaceniu się sieci powiązań między komórkami nerwowymi – pula rozwojowo specyficznych zachowań i cech. Nie mamy w genach sumienności, nie rodzimy się jako bardziej czy mniej ugodowi. To kształtujemy w ciągu naszego życia. W zależności od kultury, otoczenia, kręgu znajomych. Temperament albo temu sprzyja, albo nie.
A co ma na to największy wpływ? Bezpośrednie relacje z innymi ludźmi, świat wirtualny, media?
Niewątpliwie media eksponują pewne sposoby i standardy zachowania, lecz nie są w tym kontekście konkurencją dla rodziców, bliskich ani choćby znajomych. Media, choć są bardzo widoczne, obecne w naszej codzienności, nie mają jednak takich komponentów emocjonalnych, by w równym stopniu co bliskie nam osoby kształtować nasze życie.
A kto albo co może radykalnie na nas wpłynąć? Co się musi zdarzyć, byśmy zmienili nasz światopogląd, np. z lewicowca stali się narodowcem? Czy to w ogóle możliwe?
Zacznijmy od temperamentu. Jego cechy należą do najbardziej trwałych czasowo i spójnych sytuacyjnie. Zmiana jest możliwa pod wpływem działania długotrwałych szkodliwych dla organizmu bodźców lub ekstremalnych sytuacji. To samo dotyczy poniekąd cech osobowości, które bywają względnie stałe, ale ich zmiana jest bardziej prawdopodobna niż w przypadku cech temperamentu. Relatywnie łatwiej dokonują się zmiany w systemie wartości i w postawach, choć badania także przemawiają na rzecz ich względnej stałości – nie zmieniają się one z miesiąca na miesiąc. Choć są uwarunkowane przede wszystkim wychowaniem w domu rodzinnym, to duży wpływ na ich kształtowanie mają warunki społeczne i kulturowe, w których żyje człowiek. Jednak ekstremalnie traumatyczne wydarzenia – kataklizmy, nieoczekiwana śmierć bliskiej osoby, nieodwracalny brak środków do życia itp. – mogą niemal z dnia na dzień zburzyć system wartości, na przykład spowodować utratę wiary czy radykalne zmiany w postawach. To dotyczy także innych wartości, np. uczciwości. Byłem uczciwy z domu, bo tak mnie wychowano, ale życie mnie nauczyło, że uczciwość nie popłaca. Staję się wtedy osobą nieuczciwą.
Czy możliwe jest więc pogodzenie się walczących obecnie w Polsce plemion? Czy lewak będzie w stanie zrozumieć wartości prawaków i odwrotnie? Co musiałoby się stać, by obie strony zaczęły się słuchać?
Nie jestem politologiem ani socjologiem, daleki jestem nawet od psychologii społecznej, toteż takie pytanie nie do mnie powinno być skierowane. Powiem jednak, że to nie ma nic wspólnego z cechami osobowości, a także z systemem wartości i postaw pojedynczych osób. Tu mówimy nie o jednostce, ale o grupie. Cechy i systemy wartości jednostek się nie sumują. Grupy mają przywódców, lidera, samca alfa, który dominuje nad plemieniem, w którym są jednostki z bardzo różnymi temperamentami, różnymi cechami osobowości. W tym przypadku te charakterystyki psychiczne nie mają znaczenia.
Zapytam inaczej, co musiałby zrobić taki lider, żeby mnie, radykalnego prawaka, przekonać do przejścia na lewą stronę?
Przekonać do swojego systemu wartości.
Ale czy jest to w ogóle możliwe?
A dlaczego nie?
No bo mój temperament...
Temperament nie ma tu znaczenia. Ważny jest system wartości, dalekosiężne cele. O tym może decydować pieniądz, kariera. Może się pan kierować motywacją wewnętrzną, która wynika z systemu ukształtowanych poglądów, wtedy jest to szlachetne. Ale może też pan uznać, że nieważne są idee, tylko korzyści materialne lub prestiż zajmowanej pozycji. Z tych powodów może także dojść do pozorowania określonych wartości, choć w istocie nie wynikają one z przyswojonych w ciągu życia przekonań.
Naprawdę można sobie kupić spokój ducha?
Oczywiście. Nawet za 500 zł. W rodzinie ubogiej to niewątpliwie będzie argument decydujący. Te 500 zł zaspokoi jej podstawowe potrzeby, ta oferta jest dla niej zbawienna i pozytywna, także dla społeczeństwa. Ważne jednak, żeby te pieniądze trafiły do tych rodzin wielodzietnych, które tkwią w ubóstwie. Taka rodzina może uznawać wartości głoszone przez ofiarodawców, ale w tym przypadku jest to motywacja zewnętrzna – jest nią pieniądz.
Co więc decyduje o naszych motywacjach? Gdzie się rodzi wrażliwość na idee, dobro, wartości wyższe, piękno? Mamy to w genach?
Treści zachowania się nie dziedziczy. To wszystko nabywamy w trakcie życia. Podam panu przykład ze swojego. Wychowałem się w małym miasteczku, miałem także kontakt z ludźmi ze wsi. Panował tam brak tolerancji dla ludzi czarnych i Żydów. Czy to było w genach? Nic podobnego, to po prostu lokalna kultura i obyczaje. Gdy w 1970 r. pojechałem pierwszy raz na Zachód jako naukowiec, niedaleko mojego kampusu był basen. Gdy tam poszedłem popływać, zobaczyłem, że pływają w nim sami czarnoskórzy. To mnie odrzuciło. Ale to był przełom w moim życiu. Zrozumiałem, że jestem osobą nietolerancyjną i zacząłem pracować nad sobą. By zacząć rozumieć innych, by być tolerancyjny. I dziś, po latach, mogę powiedzieć, że tolerancję mam w genach, choć to tylko przenośnia, bo to nie ma nic wspólnego z genetyką. To tylko skutek wychowania, w moim przypadku samowychowania.
Każdy z nas może więc stać się estetą? Każde dziecko możemy wychować tak, by było sprawiedliwe, wyrozumiałe, odczuwało empatię, ceniło sztukę?
Oczywiście. Tu nie mają znaczenia geny czy wrodzone cechy temperamentu. Klasyk behawioryzmu powiedział: dajcie mi człowieka, a ja go wychowam na kogo tylko chcecie, na złodzieja, naukowca albo zbrodniarza. Wszechmoc szeroko rozumianego środowiska, w którym się wychowujemy, poczynając od rodziny, wyciska najsilniejsze piętno na człowieku, na tym, kim się staje. Ja tolerancji nie wyniosłem z domu, ja ją nabyłem dzięki późniejszej autorefleksji i mozolnej pracy nad sobą. Tolerancja stała się dla mnie wartością uwewnętrznioną, tkwi na stałe w mojej sieci neuronalnej, nabrała statusu motywacji wewnętrznej. Tak samo jak wyrozumiałość, zawiść, zazdrość czy nienawiść. Tych cech się po prostu uczymy, nabywamy je w rozwoju ontogenetycznym. Dlatego, choć może zabrzmi to banalnie, tak ważne jest, abyśmy naszym dzieciom wpajali dobro. To jest jedyna szansa na lepszy świat.