statystyki

Boris Johnson - ekscentryk, który pokona Camerona?

autor: Mariusz Janik27.02.2016, 12:00
Boris Johnson

Pierwsze skojarzenie, jakie można mieć na widok Borisa Johnsona, to Donald Trump. Błąd.źródło: Newspix
autor zdjęcia: WPJRAK

Burmistrz Londynu staje na czele kampanii mającej doprowadzić do zwycięstwa zwolenników Brexitu. Przyszliście zapytać mnie o moje zdanie na temat Europy, prawda? – zapytał Johnson, gdy tylko „spontanicznie” wyszedł do reporterów gromadzących się przed jego siedzibą na Downing Street 20, ledwie dziesięć numerów od domu premiera Wielkiej Brytanii.

Lewą rękę trzymał w kieszeni, prawą przeczesywał blond fryzurę, bardziej uporządkowaną i krótszą niż kiedyś. – Powiem wam więc: zmieniłem zdanie – skwitował. Burmistrz Londynu, prominentny członek Partii Konserwatywnej i polityczny autsajder zapowiedział, że ma zamiar poprzeć przeciwników Unii Europejskiej. Skrytykował „sądowniczy aktywizm” Brukseli i jej brak „demokratycznej odpowiedzialności”. – Chcę, żebyśmy się skoncentrowali na handlu i współpracy – podsumowywał zarzuty. – Ale chcę też, by mieszkańcy tego kraju zaoszczędzili pieniądze i odzyskali kontrolę nad biegiem spraw – zapowiadał.

David Cameron mógł jedynie bezsilnie oglądać wystąpienie partyjnego kolegi. Johnson powiadomił go o swojej decyzji SMS-em... dziewięć minut przed tym, jak wyszedł do tłumu dziennikarzy. „Komunikat był jasny – napisała później Sonia Purnell, autorka biografii Johnsona „Just Boris – The Irrestible Rise of A Political Celebrity”. – Borys Brexit oddał pierwszą salwę w tym, co grozi przekształceniem się w bardzo brutalną wojnę domową w partii torysów”. Tę samą melodię podchwycili inni komentatorzy na Wyspach. Zgodnie z tą interpretacją zareagował też szef brytyjskich „niepodległościowców” Nigel Farage, który zapowiedział, że przyjmie Johnsona z otwartymi ramionami. Eurokratom w Brukseli musiała ścierpnąć skóra.

Kawałki z d... wzięte

Pierwsze skojarzenie, jakie można mieć na widok Borisa Johnsona, to Donald Trump. Błąd. Poza z premedytacją pielęgnowaną absurdalną fryzurą – która w przypadku 52-letniego Johnsona powoli przechodzi do historii – obu polityków łączy niewiele. Ba, wręcz przeciwnie. – Niektóre miejsca w Londynie są tak zradykalizowane, że policjanci boją się tam o swoje życie – błysnął niedawno bon motem Trump, który prowadzi w republikańskim wyścigu o fotel prezydenta USA. Johnson nie silił się na prezentowanie statystyk. – Jedyny powód, dla którego nie wybrałbym się w niektóre miejsca w Nowym Jorku, to realne ryzyko, że spotkam tam Trumpa – odpalił.

Burmistrz Londynu ma niemało powodów, żeby prezentować arystokratyczną – nomen omen – wyniosłość. Choć urodził się w Nowym Jorku, to wśród swoich antenatów może wymieniać króla Jerzego II, a w przebogatym drzewie genealogicznym można by znaleźć arystokratów z Niemiec, Francji, Rosji, Turków i Żydów. Nic dziwnego, że pełna wersja jego nazwiska to Alexander Boris de Pfeffel Johnson. – Jestem jednoosobowym tyglem – spuentował swego czasu.

„Johnson zawsze wierzył, że pozycja Camerona i siedziba na Downing Street w gruncie rzeczy należą się jemu” – pisze Sonia Purnell. – „Że to on jest mądrzejszy, bardziej oryginalny, bardziej popularny, bardziej uprawniony do zajmowania miejsc u steru władzy w tym kraju. Bardziej niż niedystyngowany, choć superuprzywilejowany syn Berkshire, który pokonał go w drodze na szczyt”. Nie przypadkiem ta ocena trąca uczniacką rywalizacją: obaj (przyszli) politycy spotkali się w prestiżowej szkole w Eton, gdzie Cameron pojawił się dwa lata po Johnsonie. „To Boris tam lśnił, nie Cameron. Nauczyciele wspominają Johnsona jako wyjątkowego nastolatka. Camerona nie pamiętają w ogóle” – lapidarnie opisuje Purnell. Role odwróciły się na Oksfordzie, gdzie to Cameron uchodził za kujona. Co więcej, albo – co gorsza, obaj studenci wpadali na siebie na imprezach bractwa Bullingdon Club, do którego wstępowali przede wszystkim absolwenci Eton. Tam Johnson – mimo królewskich korzeni zaliczający się raczej do lepiej sytuowanej klasy średniej – natrafił na kolejnych „synów Berkshire”: dzieciaki z ultrabogatych domów, które wolny czas spędzały, demolując okoliczne puby i imprezując do nieprzytomności. – Ludzie myślą, że skoro oni chodzili do jednej szkoły, muszą być do siebie podobni – mówi Andrew Gimson, autor książki „Boris. The Rise of Boris Johnson”. – Tymczasem oni rywalizują z sobą jak dwaj dżokeje. Mają przyjazne relacje, ale nigdy nie byli przyjaciółmi. Nie znieśliby, przykładowo, wspólnego wyjazdu na wakacje – dodaje.

Poza tym Johnson już na Oksfordzie nie zasypiał politycznych gruszek w popiele. Zdobył stanowisko przewodniczącego uczelnianego związku studentów, jak twierdzą złośliwi, dzięki skutecznemu wdzięczeniu się i do uniwersyteckich lewicowców, i do liberałów.– Cameron może być teraz zszokowany skalą i stylem zdrady Johnsona, ale trudno zakładać, że jest zaskoczony tym, że w ogóle do niej doszło – komentuje dziś Purnell.


Pozostało 73% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie